Fulham mogło upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie dość, że pierwszy raz w historii wygrać z Arsenalem na wyjeździe, to jeszcze znacząco poprawić swoje notowania w walce o utrzymanie w Premier League. W doliczonym czasie gry straciło jednak gola na 1:1.
Nie tak Arteta wyobrażał sobie dzisiejsze popołudnie. (fot. Reuters)
Po tym, jak wczoraj z angielską ekstraklasą pożegnało się Sheffield United, The Cottagers mogli poczuć dwie rzeczy. Strach, że niebawem podzielą los The Blades. Albo jeszcze większą motywację, by jednak w ślady drużyny z Bramall Lane nie iść. Przed wybiegnięciem na boisko mieli w dorobku 26 punktów. Siedem mniej niż zajmujące ostatnią bezpieczną pozycję Burnley, od którego beniaminek rozegrał jedno spotkanie więcej.
Zadanie czekało go dziś nie lada. Nie dość, że Kanonierzy przekonująco wygrali dwa poprzednie mecze (3:0 z Sheffield United, 4:0 ze Slavią Praga), to w dodatku mają fenomenalny bilans domowych starć z Fulham. Z ekipą z Craven Cottage Arsenal nie przegrał żadnego z 29 takich spotkań.
0 – Arsenal have never lost at home against Fulham in 29 previous meetings (W24 D5), more than they’ve faced any other side at home without defeat in all competitions. Unmoved. pic.twitter.com/s5TT5DSc1R
Po pierwszych 45 minutach wiele wskazywało na to, iż owa passa zostanie przedłużona. Goście nie oddali ani jednego celnego strzału. Gospodarze również nie mieli wielu klarownych okazji do wyjścia na prowadzenie, choć w 40. minucie piłkę w siatce umieścił Dani Ceballos. Akcję minimalnie spalił jednak Bukayo Saka.
Po przerwie Anglik był bliski odpracowania „win”, lecz po jego uderzeniu z ostrego kąta piłka odbiła się od słupka. Chwilę później faulu we własnym polu karnym dopuścił się Gabriel, a jedenastkę na gola dla Fulham zamienił Josh Maja. Co ciekawe, było to 87. wykorzystany rzut karny w bieżącym sezonie Premier League. Rekord z rozgrywek 2006-07 został wyrównany.
To samo można napisać o rezultacie potyczki na Emirates Stadium. Gospodarze zdominowali końcowe minuty, lecz długo nie byli w stanie przełamać defensywy przeciwnika. Blisko celu był Nicolas Pepe, który nieźle uderzył głową po dośrodkowaniu Gabriela Martinellego, ale piłką tuż sprzed linii wybił Alphonse Areola. Upragnione trafienie nadeszło dopiero w 7. minucie doliczonego czasu gry. Na listę strzelców wpisał się Eddie Nketiah.
The Cottagers nie dowieźli zwycięstwa do ostatniego gwizdka sędziego. Nie dokonali rzeczy historycznej. Ich nadzieje na utrzymanie w elicie są coraz mniejsze. Przypadek Sheffield United podziałał motywująco, lecz tylko do pewnego momentu.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.