Przejdź do treści
Było, minęło z… Janem Benigierem

Polska Ekstraklasa

Było, minęło z… Janem Benigierem

Był jednym z filarów wielkiego Ruchu, który w latach 70-tych trzykrotnie zdobył mistrzostwo, raz sięgnął po Puchar Polski i z powodzeniem występował w Europie. Napastnik chorzowian prezentował niezwykle efektowny styl gry, oparty na dryblingach. – Nawet zdarzyło mi się dostać karę finansową za nadmierne kiwanie. Poczekałem na rywala, żeby go jeszcze raz nawinąć, a potem nie strzeliłem gola – śmieje się legenda klubu, strzelec 74 goli dla Ruchu w Ekstraklasie.

Jedna z wielkich legend Ruchu Chorzów (fot. Michał Chwieduk / 400mm.pl)


JAROMIR KRUK


Jak panu się wiedzie w dobie koronawirusa?
Siedzę i oglądam telewizję – mówi Jan Benigier. – Tyle maseczek nam przysłali z Chin, a przecież można byłoby je uszyć w Polsce. Moja żona by też pomogła w tej kwestii. Oglądam i się dziwię, ale wolałbym pasjonować się rozgrywkami piłkarskimi. Brakuje mi niesamowicie futbolu. Teraz po 16 latach pracy w Śląskim Związku Piłki Nożnej, z domu w Rudzie Śląskiej jakby inaczej postrzegam to wszystko. Nie wiem, jak długo potrwa walka z koronawirusem, zastanawiam się co będzie z setną rocznicą założenia Ruchu Chorzów. Cały czas z pytaniami dzwonią znajomi, którzy kiedyś wyjechali z Górnego Śląska do Niemiec i chcą coś pozytywnego usłyszeć. Jestem urodzonym optymistą i staram się innych tak nastawiać. W końcu niektórzy przychodzili na moje mecze, by oglądać show i nie zawodziłem. Jak to mówię – cechowała mnie piłkarska inność.

Na czym polegała ta inność?
Uwielbiałem drybling i na grę na dwa kontakty najczęściej decydowałem się w ścisku. Uwielbiałem atakować obrońców, zabierać im piłkę, by potem zakładać im pętle, teraz to się mówi siatki. Kiedyś tak zakiwałem Wojciecha Rudego, że się przewrócił. Pozwoliłem mu jednak wstać i znowu go ośmieszyłem. Nie chodziło mi o upokarzanie, tylko o zabawę, bo tak się nauczyłem na podwórku. My graliśmy tam bez bramek, na utrzymanie się przy piłce, radocha była nie z tej ziemi. Zdarzały mi się potem w Ruchu akcje, że piłkę utrzymywałem w powietrzu i przebiegałem kilkanaście metrów. 

Drybling to sztuka?
Panie kochany, jak ja kiedyś w Belgii przedryblowałem paru rywali, to byłem tak podekscytowany, że aż wyjechałem za linię. Dobremu piłkarzowi piłka nie przeszkadza, a taki Bronek Bula, genialny zawodnik, czasami przyjmował ją na tyłek. Ba, on miewał mecze, że główkując, zdobywał teren i wywoływał ekscytację trybun. Ale na mecze mojego wielkiego Ruchu przychodziło wtedy nawet po 40 tysięcy widzów.

To co się pokazuje na boisku jest niczym odzwierciedlenie duszy?
Coś w tym stwierdzeniu jest na pewno. Dlaczego tak się ceni Messiego? Bo Argentyńczyk dryblingami, lewą nogą robi różnicę. Drybling cały czas jest w cenie, ale niektórzy zabijają w podopiecznych inwencję. Dla klasowego zawodnika ten sposób gry to niebagatelny atut. Niegdyś dryblingami czarował Robert Gadocha, dysponował nieprawdopodobnym balansem ciała. Bula też wypadał w tej kwestii znakomicie, a grał obydwoma nogami. Technika, technika, technika. Przecież, żeby zabrać piłkę Messiemu nie wystarczą długie nogi. Bo gdy nagle się obróci, już nie ma rywala obok niego. A na przykład Kamil Grosicki preferuje inny styl, rzuca długą piłkę i biegnie. Nie deprecjonuję tego, bo też mu wychodzi. Są jednak u nas zawodnicy, którym dryblowanie nie sprawia problemów i robią tym różnicę.

Jak by pan miał wskazać swój firmowy mecz, to który by pan wybrał?
Było trochę popisów. Z Arką w Ekstraklasie zdobyłem cztery bramki, a mogłem nawet sześć, siedem. Graliśmy w Wuppertalu w Pucharze UEFA, Niemcy prosili przed meczem, żebyśmy im dali wygrać różnicą jednego gola. Po porażce 1:4 w Chorzowie nie wierzyli, że mogą odrobić straty, ale chcieli pokonać bardzo mocny wówczas team z Polski. Ja Niemcom nie wierzę i po fajnej akcji na początku dałem prowadzenie Ruchowi, choć w końcu Wuppertal wygrał 5:4, a kibice z radości wybiegli na boisko. W Stambule też wybiegli, musieliśmy szybko uciekać do szatni po zwycięstwie nad Fenerbahce. Wcześniej kibice z Turcji rzucali w nas monetami, pomarańczami, mandarynkami, czuło się zagrożenie. Byliśmy w stanie u siebie zdominować znakomite Saint-Etienne, prowadziliśmy już 3:0, ale daliśmy sobie wbić dwa gole, a w rewanżu przegraliśmy 0:2. Żal tego dwumeczu, bo półfinał Pucharu Europy był w zasięgu ręki.

Tamten Ruch wykorzystał swój potencjał na arenie międzynarodowej?
Nie do końca. Słabsze momenty brały się z tego, że bardziej niż na wynikach ludziom zależało na pieniądzach. Zacznijmy od tego, że nie byłoby wielkiego Ruchu z lat 70-tych, gdyby nie osoba Michala Vicana. Ten trener w 1969 roku poprowadził Slovana Bratysława do triumfu w Pucharze Zdobywców Pucharów, a w finale pokonana została słynna Barcelona. Ruch nie był bogatym klubem, do Górnika Zabrze nie mieliśmy startu, ale Vican świetnie budował zespół. On postawił na ofensywny, atrakcyjny futbol, piłkarze pod jego okiem rozwijali się i cieszyli grą. Dzięki kontaktom Vicana rozgrywaliśmy mnóstwo interesujących sparingów, choćby z Penarolem Montevideo. Ruch był znany i szanowany, a to zasługa słowackiego szkoleniowca. Nie mieliśmy żadnych kompleksów przed nikim. Tylko Honved w Budapeszcie nas strasznie zdominował, zepchnął do obrony i przegraliśmy 0:2. Tyle że później Madziarzy przyjechali do Chorzowa, dostali piątkę i awansowaliśmy do ćwierćfinału Pucharu UEFA. Można było wyrzucić za burtę Feyenoord Rotterdam, z holenderskim potentatem odpadliśmy po dogrywce. W Polsce toczyliśmy mecze na wysokim światowym poziomie, a najlepszy był półfinał krajowego pucharu z Górnikiem Zabrze w sezonie 1973-74. Doszło do konkursu karnych i po pięciu seriach miałem strzelać ja. Chciałem się wykręcić, zdjąłem but, powiedziałem, że mnie boli noga. Konrad Bajger mi szybko przetłumaczył, więc za chwilę już z butem na stopie wykorzystałem jedenastkę i przypieczętowałem awans Niebieskich. W finale przy Łazienkowskiej w Warszawie z Gwardią się bawiliśmy, taka potyczka bez historii i cenne trofeum w gablocie Ruchu. 

Smutek, gdy pan widzi, co dzieje się z pana byłymi klubami?
Przede wszystkim to żal patrzeć na to, co stało się z Ruchem Chorzów. Miejsce tak wielkiego klubu jest w Ekstraklasie, lecz nieprzypadkowo Niebiescy polecieli na łeb, na szyję. Nie raz mówiłem prezesom, co warto zrobić, lecz oni nie chcieli słuchać, zmieniali temat. Miło, że gdy się pojawiam na Cichej, zapraszają mnie na kawkę, ale nie przyjmują żadnych rad, wskazówek. Głosy legend klubu nie mają znaczenia, a młodzi kibice nawet już nas nie pamiętają. Jeszcze sobie robię nadzieję, że się polepszy, ale pytanie – kiedy? 

Dziennikarze dzwonią do pana porozmawiać o udziale w igrzyskach i srebrze z Montrealu w 1976 roku?
Mam takie przykre wrażenie, że Montreal, tamten medal, jest jakby pomijany w polskiej piłce nożnej. Mówi się o złocie z Monachium 1972, srebrze z Barcelony 1992, nie wspominając oczywiście o krążkach za trzecie miejsce w mundialach w 1974 i 1982 roku, a o Montrealu cicho. 

Jak to wasze wicemistrzostwo olimpijskie odebrano w drużynie?
Chciałem trochę rozluźnić atmosferę już podczas ceremonii wręczenia medali. Spytałem enerdowca czy może mi pokazać swój medal. Dałem mu swoje srebro, on mi złoto i zacząłem przed nim uciekać. Zdenerwowany mnie gonił, ja się śmiałem. W końcu wyjaśniłem, że to był żart. Andrzej Strejlau mi coś tłumaczył, ale po chwili wszyscy o tym zapomnieli. Cóż, żałowaliśmy, że nie udało się znaleźć na najwyższym stopniu podium.

Dlaczego nie pograł pan wtedy w Kanadzie?
Kazimierz Górski powiedział od razu, że najważniejsi są dla niego zawodnicy, którzy zdobyli złoto w Monachium i byli trzeci na mundialu. Reszta miała być uzupełnieniem. Selekcjoner nie zamierzał nikomu ściemniać, urzekał szczerością, dobrze czułem się w kadrze. Cieszę się z tego jedynego meczu na igrzyskach, a po finale trener nie miał nic przeciwko temu, żebym sobie wyskoczył nad Niagarę pozwiedzać. Już wcześniej Górski zapowiedział, że odchodzi z reprezentacji, a ja u kolejnych selekcjonerów nie dostawałem szans.

Mógł pan zaliczyć dużo więcej meczów w drużynie narodowej?
Zaliczyłem, ale większość okazała się nieoficjalnymi, a niekiedy Ruch nie puszczał na zgrupowania. Joachim Marx z Marianem Ostafińskim wysyłali zwolnienia do lekarza związkowego. Inna kwestia to chore przepisy, bo zbyt duża ilość występów w kadrze mogła zaszkodzić w transferze zagranicznym. Grzegorz Lato grał, grał, grał, a potem pojawił się problem z odstępnym, dopiero Lokeren go pozyskało. Moje cztery występy nie przeszkodziły w transferze do belgijskiego Seraing i po raz drugi opuściłem Polskę. Śmieje się, że za pierwszym razem wyjechałem… na Górny Śląsk, gdzie mówiło się inaczej niż w moim Radomsku. Tam sobie dałem radę, tak samo jak w Seraing. Zrobiliśmy awans do najwyższej ligi, zmontowaliśmy dobrą paczkę z Peruwiańczykiem Juanem Carlosem Oblitasem, ze wschodzącą gwiazdą belgijskiego futbolu, Nico Claesenem. Nie postrzelałem za wiele goli w elicie, też przez kontuzje, no i zatęskniłem za ojczyzną. Kiedyś Belgowie zapukali do mnie rano w okno i powiedzieli, że w Polsce wojna. Byłem przerażony, chodziło oczywiście o stan wojenny i liczyli, że przyjmę ich obywatelstwo. Gdybym to zrobił, zwolniło by się miejsce dla kolejnego obcokrajowca. Nie wiedziałem, że można posiadać podwójne obywatelstwo, nie wgłębiałem się. Nie zależało mi tak bardzo na kasie, ale w Belgii nieźle zarobiłem. Po powrocie do Ruchu nie było mi po drodze z Orestem Lenczykiem, który preferował tak zwaną krakowską piłkę, a za dryblerami nie przepadał. Parę goli w Ekstraklasie zdołałem jeszcze strzelić, a swoje ostatnie trafienia zaliczyłem dla Polonii Bytom w Kielcach. 

Nie udało się panu zrobić dużej kariery trenerskiej.
Zrobiłem papiery w Belgii, potem byłem w Szkole Trenerów u Ryszarda Kuleszy między innymi z Grzegorzem Lato, Adamem Nawałką, Janem Domarskim. Z czasem dochodziło do różnych przekształceń, a mnie dziwiło, że wymagało się od byłych znanych piłkarzy ukończenia AWF. To przecież szkoła przede wszystkim dla wuefistów, a powinno się brać pod uwagę bagaż doświadczeń dawnych futbolowych gwiazd. Coś tam potrenowałem, nawet z niezłym efektem, ale wolę wspominać okres mojej gry. Niedawno rozpoznał mnie starszy kibic Ruchu. I mówi do drugiego: – Zobacz, to ten Benigier, ale on grał mecze, z Gieksą kiedyś sam wygrał. W katowickim „Sporcie” pojawił się wtedy tytuł: Benigier – GKS 2:0. Chyba coś w tej piłce znaczyłem. 


WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 16/2020)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej