W niedzielny wieczór specjalnym gościem Zbigniewa Bońka i Pawła Gołaszewskiego w programie „PrawdaKolejki” na kanale „PrawdaFutbolu” był dyrektor sportowy Legii Warszawa Jacek Zieliński. Panowie porozmawiali sobie o sytuacji w drużynie ze stolicy oraz podsumowali 7. serię gier w PKO BP Ekstraklasie.
Legia Warszawa zanotowała bardzo dobry początek sezonu. „Trójkolorowi” po siedmiu meczach mają na koncie 14 punktów i zajmują drugie miejsce w tabeli. Do liderującej Wisły Płock tracą tylko dwa „oczka”. W miniony weekend podopieczni Kosty Runjaicia odnieśli ważne zwycięstwo w Mielcu, gdzie pokonali Stal 1:0 po bramce Carlitosa.
– Przed meczem rozmawiałem z Michałem Żewłakowem na temat tego spotkania. Powiedziałem mu: „Michał, my wygramy może jedną bramkę. To nie będzie łatwy mecz”. Stal Mielec jest zespołem poukładanym. Bardzo dobrze wykonuje stałe fragmenty gry, dobrze wychodzi spod pressingu, chce grać w piłkę, a po przechwytach bardzo często gra niebezpiecznie za plecy, z czym akurat nasi stoperzy dobrze sobie radzili. Może dwa razy zdarzyła się komuś lekka drzemka, ale Kacper Tobiasz był na posterunku. Przy stałych fragmentach również nieźle się prezentowaliśmy. W powietrzu królowali Jędrzejczyk z Augustyniakiem, wygrywali każdy pojedynek, nieważne czy biegowy, czy powietrzny. Dawali nam tym pewność z tyłu. W tym aspekcie mieliśmy dosyć sporą gwarancję, że nie stracimy bramki. To, że wykreujemy sobie trochę sytuacji, było pewne. Nigdy nie jest jednak pewne, ile tych sytuacji uda się wykorzystać. Czasami w niektórych fazach akcji było albo za późno, albo za wcześnie, albo trochę niedokładnie, albo był jakiś minimalny spalony. Mieliśmy kilka sytuacji, jedną wykorzystaliśmy, z czego się cieszę – skomentował spotkanie z Biało-Niebieskimi Jacek Zieliński. Wiedziałem, że to będzie trudne spotkanie. Jestem też zadowolony, że widzimy coraz więcej fragmentów takiej gry, którą ja chciałbym widzieć. Odległości między zawodnikami są odpowiednie, gra jest szybsza. Z Widzewem pokazaliśmy kilka takich akcji, m.in. te bramkowe. Nadal jest tego trochę zbyt mało, ale potencjał drużyna pokazuje i wiemy do czego mamy dążyć. Jeżeli potrafimy zaprezentować taką grę krótszymi fragmentami, to z biegiem czasu będziemy mogli kreować więcej sytuacji. Na ten moment mamy piłkarzy naprawdę dobrej jakości jak na poziom Ekstraklasy. Jeśli chodzi o puchary, pewnie dalej trzeba będzie to budować. Nie tylko transferami, ale także przez wielowymiarowy rozwój – taktyczny zespołu, indywidualny zawodników. Z różnych stron będziemy się wzmacniać – dodał.
Dyrektor sportowy Legii wiele powiedział także na temat chylącego się ku końcowi okienka transferowego. Latem klub zakontraktował ośmiu zawodników, w tym trzech, za których musiał zapłacić. Natomiast aż 16 zawodników opuściło szeregi stołecznej drużyny.
– Ja generalnie nie jestem zwolennikiem rewolucji. W ciągu ostatnich miesięcy dokonałem w Legii jednak bardzo dużo zmian – przyznał Zieliński.
Odniósł się też lapidarnie do tematu transferów last-minute, które może przeprowadzić Legia w ostatnich dniach okienka.
– Nie chciałbym robić nic na ostatnią chwilę, ale jeśli nadarzyłaby się jakaś niezła okazja, to oczywiście będziemy działać. Nigdy nie ma się stuprocentowej pewności.
W letnim okienku dużej przebudowie została poddana linia ataku. Odeszli Tomas Pekhart, Szymon Włodarczyk oraz Rafael Lopes. W ich miejsce przyszli Blaz Kramer oraz niedawno Carlitos.
– Potrzebowaliśmy dwóch napastników. Pierwszy, jakiego zakontraktowaliśmy, to Blaz Kramer. On niekoniecznie musi być numerem jeden. To jednak zawodnik 25-letni, ze znakomitymi warunkami fizycznymi, jest szybki i silny, ma ponad 190 centymetrów wzrostu. W przypadku drugiego napastnika wzrost i siła były mniej istotne, liczyło się to, jak zachowuje się w polu karnym. Szukaliśmy typowego poachera (zawodnika mającego naturalne umiejętności i predyspozycje do strzelania goli i za to w głównej mierze odpowiedzialnego przyp. red.). Kogoś, kto z łatwością odnajduje wolne przestrzenie w polu karnym, i jeżeli spotka się z piłką, to będzie potrafił wykorzystać daną sytuację. Nie miało znaczenia, czy ten piłkarz będzie miał 170 centymetrów, czy 190 centymetrów wzrostu. To było mniej istotne. Uważałem, że Carlitos to zawodnik, który jeszcze nam pomoże w Ekstraklasie, a w przyszłości – bo mam nadzieję, że się tam załapiemy – będzie w stanie pomóc nam także w europejskich pucharach. Mając tych dwóch zawodników oraz młodego Macieja Rosołka, będziemy myśleć, jak wzmocnić zespół w linii ataku już pod kątem meczów pucharowych – opowiadał Jacek Zieliński.
Jako transfer do ataku można liczyć też pozyskanie Pawła Wszołka, którego Legia wykupiła z Unionu Berlin. Na pewnym etapie ten ruch mógł jednak w ogóle nie dojść do skutku.
– Przy Maiku Nawrockim nie było dużo pracy, bo umowa już była skonstruowana. Kwestia polegała na tym, czy w to wchodzimy, czy nie. Sporo zamieszania było natomiast w przypadku Pawła Wszołka, ale ostatecznie po paru tygodniach udało się sfinalizować ten ruch. W pewnym momencie wydawało się, że ten projekt zupełnie upadł – przyznał Jacek Zieliński.
Dyrektor sportowy 15-krotnego mistrza Polski zdradził też kulisy pracy nad pozyskaniem nowego napastnika.
– Na naszej liście napastników mieliśmy 7 czy 8 nazwisk, nie było wśród nich Nemanji Nikolicia. Spośród tej grupy chcieliśmy wybrać tego jednego snajpera. Trener Runjaić w czerwcu wymienił trzech zawodników z tej listy: Carlitosa, Prijovicia oraz Pekharta. Jeden był bez kontraktu, pozostali byli pod kontraktami, więc w grę ewentualnie wchodziło wypożyczenie z opcją wykupu. Był tylko jeden zawodnik bez kontraktu, którym był Pekhart. Na naszej liście naturalnie była hierarchia, ale istotne były też możliwości pozyskania tych piłkarzy. Na pewnym etapie rozmów okazało się, że trzy nazwiska z listy szybko odpadły, ponieważ kluby nie były zainteresowane odpuszczeniem tych zawodników. W niektórych sytuacjach okoliczności były dosyć sprzyjające, więc kontynuowaliśmy negocjacje. W przypadku Carlitosa też te okoliczności nam pomogły. Byłem z nim w kontakcie od kilku miesięcy, choć wówczas wiedziałem, że żądania Panathinaikosu będą dla nas za wysokie. Musieliśmy zainwestować w Maika Nawrockiego, to było pewne. Bardzo chciałem, aby Maik został z nami, a był to kosztowny transfer. Z tego powodu nie mieliśmy większych środków na pozyskanie zawodników na inne pozycje. Z Carlitosem byłem więc cały czas w kontakcie, ale ciągle mówiłem mu, że pomimo tego, że bardzo go chcę, to nie ma szans na transfer.
Jacek Zieliński opowiedział, jak przebiegały rozmowy z Panathinaikosem w sprawie transferu Carlitosa, co było kluczowym momentem w trakcie negocjacji i jakie nastawienie w kwestii powrotu do Polski miał Hiszpan.
– Bardzo mu zależało, żeby do nas dołączyć. Być może z tego powodu zrezygnował z jakichś zaległości w Grecji. Fakt, że Panathinaikos odpadł z europejskich pucharów był okolicznością, która nam sprzyjała. Musiałbym podziękować Slavii Praga, bo to z nią Grecy przegrali. Sytuacja była taka, że oni kupili napastnika za 3,5 miliona euro. Mieli też 23-letniego zawodnika, z którym Carlitos rywalizował w poprzednim sezonie. Z wypożyczenia z Belgii wrócił jeszcze jeden napastnik. Odpadając z pucharów, Panathinaikos został z czterema snajperami. W przypadku gry w Europie, taka liczba napastników na pewno byłaby potrzebna. Jednak gdy się tam nie gra, a ma się dwóch swoich młodych zawodników i piłkarza, którego kupiło się za kilka milionów euro i zaoferowało wysoki kontrakt, to w takiej sytuacji Carlitos siłą rzeczy skazany byłby na trochę nierówną rywalizację. Być może on też zdawał sobie z tego sprawę. Chociaż gdy on myślał już o powrocie do Legii, to jeszcze nie było mowy o tym transferze za 3,5 miliona euro. Nie wiadomo było też, czy wróci ten gracz z Belgii. Pewne jest jednak, że Carlitos chciał do nas wrócić już wcześniej. Od tego momentu negocjacje z Panathinaikosem były dużo łatwiejsze. Carlitos biedy w Legii nie będzie klepał. Ma kontrakt na naprawdę niezłym poziomie, choć oczywiście nie ma takiego, jaki miał w Grecji – tłumaczył działacz Legii.
Padło również pytanie o to, czy klub chce jeszcze w tym okienku transferowym sprowadzić konkurenta dla Pawła Wszołka.
– Co z następcą dla Pawła Wszołka? Jest Makana Baku, jest Robert Pich, jest Maciej Rosołek. W tym okienku kolejnych skrzydłowych nie będzie. Paweł miał wiosną mniejszą rywalizację, a to praktycznie on pozwolił nam utrzymać się w lidze. Był bardzo skutecznym zawodnikiem. Teraz też takim będzie. Zaczął dobrze, od liczb. Jego dwa ostatnie mecze może nie były najlepsze, ale spokojnie mógł dołożyć bramkę i asystę. Gdyby to zrobił, nie mielibyśmy do niego pretensji, tylko byśmy go chwalili. Paweł jest takim typem zawodnika, który kilka razy w trakcie meczu potrafi mocno postraszyć przeciwnika, ale nie zawsze wykorzystuje swoje sytuacje. Na przestrzeni sezonu jestem przekonany, że wykręci dwucyfrówkę w klasyfikacji kanadyjskiej – twierdził Zieliński.
Dyrektor Sportowy warszawskiego klubu zdradził, czy drużyna postawiła sobie jakiś cel na obecne rozgrywki.
– Nie postawiliśmy sobie żadnego celu sportowego. W poprzednim sezonie jesień skończyliśmy na 17. miejscu. To była katastrofa. Z 20 meczów przegraliśmy 15. Dramat totalny. Szorowaliśmy po dnie, później broniliśmy się przed spadkiem. Teraz mówienie o tym, że będziemy walczyć o mistrzostwo czy bić się o pierwszą trójkę, byłoby trochę słabe. Naszym celem jest po prostu przebudowanie drużyny i wdrożenie nowego modelu gry Kosty Runjaicia. Zresztą wcześniej uzgodniliśmy, co będziemy wdrażać. Potem pod tym kątem dobieraliśmy zawodników. Jesteśmy w fazie mocnej przebudowy – przyznał Zieliński.
Gość Zbigniewa Bońka i Pawła Gołaszewskiego odniósł się także do stylu gry, jaki chce prezentować Legia.
– Nie jest tak, że naszym celem jest tylko posiadanie piłki. Chcemy ją posiadać, ale z myślą o progresji. Musimy korzystać z momentów, w których jest możliwość grania wertykalnego. Na razie robimy to niezbyt często. Nie zawsze wykorzystujemy te momenty, częściej skupiamy się na posiadaniu. Jest daleka droga do tego, aby zaczęło to funkcjonować.
W rozmowie nie mogło zabraknąć wątku dwóch transferów wychodzących z klubu, które w ostatnich dniach się sfinalizowały. Mowa o Joelu Abu Hannie, który na zasadzie wypożyczenia dołączył do Lechii Gdańsk oraz Lirimie Kastratim, który opuści Legię na rzecz węgierskiego Fehérváru.
– Lechia nie ma klauzuli wykupu Joela Abu Hanny. W przypadku Kastratiego wszystkie dokumenty są skompletowane, pozostaje tylko kwestia podpisu Lirima pod kontraktem z Fehérvárem. My nie jesteśmy stroną, więc do tego nie mam wglądu. Wiem jednak, że to miało się wydarzyć dziś wieczorem lub jutro rano. Lirim odchodzi na zasadzie transferu definitywnego. To nie jest zły chłopak. On ma swoje walory, ale nie pasuje do naszej wizji gry – charakteryzował dyrektor sportowy „Legionistów”.
Jacek Zieliński wypowiedział się także na temat klubowej akademii i jej celów na przyszłość.
– Celem jest dobra selekcja, a potem dobre szkolenie. Jeśli te dwie rzeczy idą w parze, to wyniki muszą same przychodzić. Trudno nie oczekiwać zwycięstw od młodych chłopaków. Oni sami też muszą nabierać nawyku wygrywania. Muszą mieć ambicję, żeby wygrywać. Przecież nie powiemy młodym zawodnikom, że najważniejszy jest rozwój, a wynik to sprawa drugorzędna. Gracze z kategorii U-15, U-17 czy U-19 powinni uczyć się wygrywać. To jest szalenie motywujące – tłumaczył dyrektor sportowy Legii. Wygranie meczu nie może być celem samym w sobie. Trener, który buduje mikrocykl tylko pod kątem wygrania danego spotkania, przygotowuje się do konkretnego starcia, analizuje przeciwnika, zmienia obciążenia treningowe tak naprawdę nie realizuje planu szkoleniowego, który powinien realizować, tylko nastawia się wyłącznie na zwycięstwo. Zachowuje się tak, jakby prowadził seniorską drużynę. My chcemy, żeby to był jakiś proces. Żeby to szkolenie przebiegało w prawidłowy sposób. W połączeniu z selekcją nieuniknione jest to, że my jako Legia Warszawa musimy wygrywać. Mówię o zespołach z akademii, szczególnie zespołach starszych – dodał.
Dyrektor sportowy Legii powiedział kilka słów również na temat procesu przedłużenia umów niektórych piłkarzy. Za rok kontrakt skończy się w sumie 10 zawodnikom: Filipowi Mladenoviciowi, Bartoszowi Kapustce, Josue, Patrykowi Sokołowskiemu, Maciejowi Rosołkowi, Arturowi Jędrzejczykowi, Mattiasowi Johanssonowi, Igorowi Strzałkowi, Wojciechowi Muzykowi oraz Nikodemowi Niskiemu.
– Wkrótce zamkniemy letnie okienko i będzie pora na rozmowy o przyszłości zawodników, którym wygasają kontrakty. Niektóre tematy będą łatwiejsze, inne trudniejsze. W tych łatwiejszych do przedłużenia kontraktu jest zainteresowanie obu stron, czyli piłkarza i Legii. Niektórzy gracze jeszcze myślą o wyjeździe i spróbowaniu swoich sił w mocniejszych ligach. Chciałbym ich zatrzymać, ale zobaczymy, czy się uda.
Jeden z widzów zapytał o stan finansów klubu. Jacek Zieliński zarządza budżetami transferowym i finansowym, więc zdradził, jak obecnie wygląda ta kwestia w Legii.
– Jeśli chodzi o budżet transferowy, to zarząd stanął na wysokości zadania, żeby udało się wyłożyć pieniądze na Maika Nawrockiego. Uważam, że jest to niezwykle utalentowany piłkarz. Przyznam, że przez wiele lat nie widziałem tak dobrego stopera w takim młodym wieku. Jestem pod wrażeniem jego poziomu. Mam tylko nadzieję, że będzie to wyglądało jeszcze lepiej. To nie było też tak, że inne transfery były darmowe. Mieliśmy ruchy płatne jak Maika, Carlitosa czy Makany Baku. W tym przypadku w grę wchodzą różne raty, płatności warunkowe itd. Trzeba było dokonywać pewnych zabiegów, żeby ściągnąć tych zawodników i jednocześnie zmieścić się w budżecie transferowym. Zarząd Legii postanowił zainwestować te pieniądze. Pomimo kłopotów finansowych, zainwestowaliśmy w drużynę. Budżet płacowy został oczywiście obniżony. Przebudowałem zespół, ale uważam, że nie mamy słabszego składu niż rok temu. Sądzę, że mamy lepszą drużynę. Kwestia, żeby potwierdzić to wynikami w lidze. Myślę, że to zrobimy. Nawet po obniżeniu tego budżetu jestem przekonany, że są to środki, na których można zbudować mocną ekipę. Jeszcze nie wszystkie możliwości tego budżetu wykorzystałem w tym okienku. Mam plany na przyszłość dotyczącego tego, co jeszcze można zrobić, jak ulepszyć zespół i jak wykorzystać optymalnie te pieniądze – scharakteryzował transferowe finanse Legii Jacek Zieliński.
W ostatnim czasie przez media przewinęło się kilka plotek o wypożyczeniach niektórych graczy Legii, takich jak Kacper Skibicki czy Bartosz Slisz. Jacek Zieliński skomentował te doniesienia i opowiedział o swoim modelu liczebności kadry zespołu.
– Z wypożyczeniami jest już koniec. Mamy taką liczbę zawodników w kadrze, jaką chciałem mieć. Chodzi o około 24 piłkarzy plus trzech bramkarzy, teraz mamy nawet trochę mniej graczy z pola. W tym gronie liczę też 18 i 19-latków, czyli Igora Strzałka, Kacpra Skibickiego i Jakuba Kisiela. To nie jest szeroka kadra, ale w zupełności wystarczająca na Ekstraklasę. Wolę mieć węższą kadrę, ale mocniejszą z możliwością sięgania po zawodników z akademii. W przypadku kartek czy kontuzji naturalną koleją rzeczy będzie sięganie po graczy z drugiej drużyny czy akademii na poszczególne mikrocykle z pierwszym zespołem – tłumaczył Zieliński. Jeśli zabraknie prawego obrońcy, weźmiemy prawego obrońcę. Tak samo z innymi pozycjami. Potem w zależności, co dany piłkarz pokaże w tym mikrocyklu, to pójdzie na ławkę czy wejdzie do podstawowej jedenastki, co byłoby jednak trudne tak z marszu. Dzięki temu ci młodzi chłopcy będą mieli kontakt z pierwszą drużyną, a my będziemy obejmować obserwacją większą grupę zawodników. Jeżeli przesunąłbym dwóch czy trzech młodych zawodników do pierwszego zespołu, to miałbym 26 i rotacje byłyby wykluczone. W moim planie będę mógł jednak siedmiu czy ośmiu graczy wymiennie sprawdzać w pierwszym zespole. Przyjrzy im się sztab, pozna ich trener Runjaić. Myślę, że to jest dobre rozwiązanie – dodał dyrektor sportowy stołecznego klubu.
W krótkich słowach podsumował też doniesienia o wypożyczeniu Bartosza Slisza do Bordeaux.
– Temat z Bartoszem Sliszem w Bordeaux? Kompletna bzdura. Nie wiem, czemu Bartek miałby iść do spadkowicza. Nie jestem przekonany, czy transfer do drugiej ligi francuskiej byłby dla niego dobry ruch. Bartek jest pod kontraktem i nie miałbym zamiaru się go pozbywać.
Na koniec Jacek Zieliński zdradził, jak z nauką języka polskiego radzi sobie trener Legii Kosta Runjaić.
– Trener Runjaić rozumie po polsku. Nie chce mówić po polsku, bo się trochę krępuje. Twierdzi, że za słabo mówi, żeby częściej używać naszej mowy. Sytuacja u nas wymaga, aby mówić po angielsku – czy to z zawodnikami, czy ze sztabem. Permanentnie się używa języka angielskiego. Nawet nie ma, gdzie wpleść polskiego. Można ewentualnie porozmawiać przy kawie, ale na to trener nie ma wiele czasu. Roboty jest od rana do wieczora. Kiedy ustalaliśmy warunki kontraktu, trener zażyczył sobie nawet, byśmy wpisali, że trener potrzebuje nauczyciela języka polskiego. Jeszcze nie doszliśmy do tego tematu, bo naprawdę jest niewiele czasu. Jeśli wszystko zacznie się układać, wrócimy do tego – zakończył dyrektor sportowy Legii.
Cały program można obejrzeć pod poniższym linkiem.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.