Tak dobrego startu sezonu Cracovia dawno nie miała. Piątkowa porażka ze Stalą Mielec (0:2) sprowadziła trochę drużynę Jacka Zielińskiego na ziemię, ale i tak nastroje przy Kałuży są bardzo dobre. O początku rozgrywek w wykonaniu „Pasów” mówił w programie „PrawdaKolejki” sam szkoleniowiec wicelidera PKO BP Ekstraklasy.
Po trzech meczach jedyny krakowski zespół w tym sezonie Ekstraklasy miał na koncie komplet punktów. „Pasy” w pierwszych kolejkach wygrały z Górnikiem Zabrze (2:0), Koroną Kielce (2:0) oraz Legią Warszawa (3:0), z czego ten ostatni mecz był w wykonaniu podopiecznych Jacka Zielińskiego bardzo efektowny. Krakowianie na tle stołecznej drużyny pokazali się z niezłej strony, a główne role w pasiastej orkiestrze odegrali młodzi zawodnicy – Patryk Makuch, Michał Rakoczy oraz Jakub Myszor.
W miniony piątek dobra passa Cracovii dobiegła końca. Zespół Jacka Zielińskiego został pokonany przez Stal Mielec. Niemniej, sytuacja przy Kałuży przedstawia się bardzo dobrze. „Pasy” to jedna z najlepszych drużyn początku sezonu, choć ciut gorsza od dotychczasowej rewelacji rozgrywek z Płocka.
– Nie musimy się niczego wstydzić. Trzeba być zadowolonym. W czterech meczach zrobiliśmy dziewięć punktów. Mieliśmy dobre wyniki, niezła średnia punktowa. Żeby na wyższy pułap, moim zdaniem, temu zespołowi potrzeba jednego lub dwóch zawodników, którzy podniosą jakość drużyny. Na niektórych pozycjach mamy trochę krótką kołdrę, dobrze o tym wiemy. Nie szukamy jednak piłkarzy na oślep, nie bierzemy graczy z ogłoszenia. Po prostu czekamy na jakiś złoty strzał. Byliśmy bardzo blisko jednego, ale niestety wysypał się na ostatniej prostej. Szkoda, bo ten transfer dałby drużynie trochę jakości. Czekamy jednak w dalszym ciągu. Mamy zdecydowanie lepszy zespół niż w rundzie wiosennej, nawet mimo odejścia Pellego van Amersfoorta i Sergiu Hanki, ale do tej drużyny potrzebne są jeszcze dwa ogniwa. Pierwszy do środka pola, taki typowy playmaker, ponieważ Jewhen Konoplanka boryka się nadal z urazami, więc musi być jeszcze ktoś, kto pociągnie grę zespołu. Nie mam gwarancji, że te dwa transfery uda się zrealizować jeszcze w tym okienku. Ja z tego powodu oczywiście nie będę płakał, ale żeby ruszyć za Rakowem, Lechem, Pogonią czy Legią – zespołami, które będą dominować w tym sezonie ligowym – potrzebne nam są jeszcze dwa małe puzzle – mówił we wczorajszej „PrawdzieKolejki” na kanale „PrawdaFutbolu” trener Cracovii Jacek Zieliński.
Wrażenie robi nie tylko dorobek punktowy krakowian, ale również piłkarze, którzy grają pod batutą trenera Zielińskiego. Z niezłej strony pokazują się wspomniani wcześniej młodzi gracze, szczególnie Rakoczy i Myszor, którzy zaczynają stawać się coraz ważniejszymi postaciami w drużynie wicelidera ligi.
– W naszym kraju często fiksujemy się na młodych polskich zawodników. Nasi młodzieżowcy – Michał Rakoczy i Jakub Myszor – mają już po 20 lat. Karol Knap ma 21 lat, Karol Niemczycki 23, Patryk Makuch 23, Kamil Pestka 24. Na zachodzie tacy gracze to piłkarze pełną gębą. Młodzi Polacy to 17, maksymalnie 18-latkowie. Ci chłopcy są dojrzali i oni muszą grać w piłkę. Ja zawsze byłem sceptycznie nastawiony do przepisu o młodzieżowcu, lecz uważam, że nawet gdyby tego przepisu nie było, to Rakoczy i Myszor graliby w mojej drużynie, bo są po prostu dobrymi piłkarzami. O to w tym wszystkich chodzi – tłumaczył sternik „Pasów. – Do nowego przepisu o młodzieżowcy podchodzę z lekkim przymrużeniem oka. Przyznam, że w Cracovii mamy naprawdę dobrych młodzieżowców. Tym sobie głowy nie zaprzątam. Natomiast mało przejrzyste jest liczenie tych minut. Po każdej kolejce czytam, ile dany klub wyrobił już normy procentowej, żeby uniknąć płacenia kar. To jest zabawne, nie jest to moja bajka. Ja uważam, że piłkarze dzielą się na dobrych i słabych, a nie na młodych i starych. Jak ktoś wyrobi ten przepis w kilkanaście kolejek, to znaczy, że przez resztę sezonu ci młodzi chłopcy nie będą potrzebni? – dodał.
Szkoleniowiec „Pasów” odniósł się także do piątkowej porażki ze Stalą. Był to zdecydowanie najgorszy mecz Cracovii w obecnym sezonie. Nie chodzi nawet o sam wynik konfrontacji z drużyną Adama Majewskiego, ale również „styl”, w jakim krakowianie ulegli Biało-Niebieskim.
– Patrząc statystycznie, mecz ze Stalą tonuje tę początkową euforię, ale ja z drużyną nie daliśmy się jej ponieść. Mówiłem, że po trzech meczach nie zdobywa się mistrzostwa Polski ani nie spada z ligi. Po przegranym meczu w Mielcu powiedziałem chłopakom w szatni, że nie byliśmy tak wspaniali po tych trzech meczach, ale niech nikt nie spuszcza głów, bo nie jesteśmy też tak słabi, żeby przegrać ze Stalą Mielec. Trafiliśmy na gorszy dzień, w którym niewiele nam wychodziło. Od początku weszliśmy źle w to spotkanie, nie odwróciliśmy później wyniku, czerwona kartka też trochę zniweczyła nam plany. Stal była zespołem lepszym, miała na nas dobry sposób, ponieważ wytrąciła nam z rąk nasze atuty z poprzednich meczów. To jest jednak tylko jeden mecz. Gramy dalej. Po czterech kolejkach mamy dziewięć punktów. Uważam, że nasza sytuacja jest w dalszym ciągu dobra. Euforia stonowana, wróciliśmy na ziemię, złapaliśmy przyczepność. Będzie dobrze – przekonywał we wczorajszy wieczór Jacek Zieliński. – Teraz co roku wiele osób skazuje Stal na spadek, ale tam jest dobra atmosfera, ciężko się gra w Mielcu, trener Adam Majewski złapał z zespołem dobry kontakt. W każdy mecz ci piłkarze wkładają mnóstwo zaangażowania. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to będzie ciężkie spotkanie, nawet obserwując mecz Stali z Lechem czy Rakowem. Rywal mądrze się ustawił, zneutralizował nasze atuty. Jak to w życiu bywa, sami sobie sprokurowaliśmy jakieś sytuacje. Nie uważam, że nasza porażka ze Stalą to kompromitacja. Mieliśmy na Legię swój plan, który zakładał, że zostawimy w tym meczu mnóstwo zdrowia, trochę pocierpimy, ale zbierzemy tego efekty. Pytanie, czy nie zadziałało to na naszą niekorzyść w Mielcu, bo zabrakło nam trochę paliwa w baku. To jest moje małe przemyślenie. Mecz z Legią kosztował nas mnóstwo zdrowia. Trzeba jednak oddać szacunek Stali, pochylić głowę i odrobić to za tydzień – dodał stanowczo.
W „PrawdzieKolejki” poruszony został także temat odejścia Pelle van Amersfoorta. Holender w ostatnim kilku latach był liderem Cracovii, ale po zakończeniu ubiegłego sezonu odszedł z klubu, choć ten proponował zawodnikowi przedłużenie umowy.
– Pelle van Amersfoort na razie nie znalazł żadnej drużyny, ponoć nawet trenuje tylko indywidualnie. Oceniając Pellego przez pryzmat jego gry w Cracovii, to był bardzo ważny i bardzo dobry zawodnik. Ja widziałem go na co dzień w treningu – to był chłopak, który prezentował naprawdę wysoki poziom. Profesjonalista, świetnie czujący grę, taktykę. Ostatnie pół roku mu nie wyszło, ale my cały czas próbowaliśmy przedstawić mu ofertę przedłużenia kontraktu. Rozmawiałem z profesorem Januszem Filipiakiem i dowiedziałem się, że Pelle dostał propozycję najwyższego kontraktu w historii Cracovii. Odrzucił ją, powiedział, że chce coś zmienić w życiu. Ostatnio kupił dom w Holandii i podejrzewam, że to też był plan na przyszłość. Nie przyjął naszej oferty, która na warunki klubu była kosmiczna, a na warunki polskie była bardzo wysoka – zdradził trener Zieliński. Być może odejście Pellego uwolniło trochę korytarzy w drużynie, dzięki czemu inni zaczęli pokazywać się z lepszej strony. Rozmawiałem ostatnio z profesorem Filipiakiem i doszliśmy do wspólnego wniosku, że kolejnym razem nie wyciągniemy ręki i będziemy po prostu szukać innych rozwiązań – dodał.
Trener Cracovii sporo powiedział także o swoich odczuciach odnośnie do przepisu o młodzieżowcu. Jacek Zieliński zdradził, kiedy według niego jest odpowiedni moment na wyjazd za granicę i gdzie w piłkarskiej hierarchii plasują się młodzieżowcy z jego drużyny.
– Myszor i Rakoczy bardzo chcą się rozwijać. Często zostają po treningach, trzeba ich ściągać z boiska. Natomiast zawodnika z takim podejściem, charakterem i zaangażowaniem jak Robert Lewandowski dawno na polskich boiskach nie widziałem. W wielu aspektach podobny do niego był Krzysiu Piątek. Robert Lewandowski zdobył z Lechem mistrzostwo Polski, został królem strzelców, grał już w reprezentacji i dopiero wyjechał za granice. „Myszka” i „Raki” są na razie w liceum, jeśli chodzi o większą piłkę. To są fajni chłopcy, którzy jeśli tylko będą słuchali i robili to, co jest najważniejsze, żeby zostać piłkarzem, to zrobią dobrą karierę. W tym momencie bardzo dużo zależy od nich. Najpierw niech zrobią wynik z Cracovią i powalczą w kadrze U-21 o finałowy turniej ME i IO. Dopiero wtedy będziemy mogli mówić, że są gotowi na wyjazd za granicę – charakteryzował Zieliński. – Uważam, że młody zawodnik najpierw powinien stać się gwiazdą Ekstraklasy, a dopiero potem wyjechać za granicę. U nas często młodzi chłopcy wyjeżdżają, nie będąc jeszcze podstawowymi zawodnikami swoich drużyn i nie wiedząc, co to znaczy mieć duży wpływ na drużynę. Oni za granicą zderzają się nie ze ścianą, ale z Murem Chińskim. Odbijają się i niestety wracają do Polski – dodał.
Obecny trener Cracovii został zapytany również o praktyki byłego szkoleniowca „Pasów”, Michała Probierza. Za kadencji aktualnego selekcjonera kadry do lat 21 w zespole ze stadionu przy ulicy Kałuży występowało wielu obcokrajowców, niekiedy wątpliwej jakości i często kosztem polskich zawodników. Balans został poważnie zachwiany, ale sytuacje zaczęła się powoli zmieniać, gdy w Krakowie zjawił się Jacek Zieliński.
– Proporcja narodowościowa była w Cracovii naruszona, ale chciałbym stanąć w obronie Michała Probierza. U mnie grają Myszor, Rakoczy, Knap – oni do drużyny wchodzili za jego kadencji. Nie deprecjonujmy wszystkiego, co Michał robił, bo to są chłopcy, których on wprowadzał. Ja po przejrzeniu stanu całego wojska postanowiłem, że dam im szansę, bo widzę w nich olbrzymi potencjał. Ktoś ich jednak musiał wprowadzić i był to właśnie Michał. Jeśli już mamy dyskutować na ten temat, to musimy oddać Michałowi to, co zrobił – tłumaczył wczoraj trener wicelidera.
W następnej kolejce Cracovia podejmie Piasta Gliwice. Mecz w sobotę o godzinie 15:00. Będzie to dla podopiecznych Jacka Zielińskiego dobra okazja do powrotu na zwycięską ścieżkę. „Piastunki” zajmują ostatnie miejsce w tabeli i jako jedyna drużyna w lidze nie zdobyły do tej pory ani jednego punktu.
– Piast powoli się rozpędza, ale to naprawdę jest solidny i dobry zespół. Ten mecz może być takim spotkaniem na przełamanie dla obu stron. My po porażce w Mielcu też będziemy chcieli wrócić na właściwe tory. Ja z Waldkiem znam się od lat, rywalizujemy w dalszym ciągu. Wiem, że mecze z jego drużynami zawsze są bardzo trudne. Zdajemy sobie sprawę, że Piast jest w dołku. My też ostatnio trochę się potknęliśmy, więc mecz będzie ciekawy. Trzeba będzie się dobrze przygotować, Waldek jest dobrym strategiem, więc będziemy musieli się sporo nagłowić – zakończył szkoleniowiec Cracovii.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.