Derby Londynu dla Chelsea. „The Blues” pokonali przed własną publicznością Arsenal (3:2) i po dwóch kolejkach mają na koncie komplet sześciu punktów. „Kanonierzy” musieli z kolei przełknąć gorycz drugiej z rzędu porażki i wciąż czekają na pierwszy punkt wywalczony w tym sezonie.
Alvaro Morata był jednym z bohaterów Chelsea (fot. Reuters)
Po gładkiej wygranej na inaugurację, podopieczni Maurizio Sarriego chcieli pójść za ciosem i zdobyć komplet punktów w starciu z lokalnym rywalem. Okazja ku temu nadarzała się znakomita, ponieważ Arsenal znajduje się aktualnie w fazie przebudowy i jak pokazał mecz z Manchesterem City, Unai Emery będzie potrzebował czasu, by odcisnąć na drużynie swoje piętno.
Niestety – dla sympatyków „Kanonierów” – wszystkie przedmeczowe prognozy się potwierdziły. Na boisku od początku prym wiedli gospodarze, którzy grali szybciej, mieli określony pomysł na prowadzenie zawodów i widać było, że każdy z piłkarzy wie, co robić na boisku. Arsenal prezentował się z kolei chaotycznie, w zespole brakowało komunikacji i nic dziwnego, że rywal bardzo szybko przekuł swoją dominację na korzyść w postaci gola.
W 9. minucie dobra piłkę na skrzydle otrzymał Marco Alonso, który popędził z nią na wysokość pola karnego i dograł przed bramkę. Tam dopadł do niej niepilnowany Pedro i strzałem przy słupku pokonał Petra Cecha. Nie popisali się w tej sytuacji defensorzy Arsenalu, którzy nie bardzo wiedzieli, co dzieje się na boisku.
Piłkarze Emery’ego mieli problem, by wyjść z letargu, jednak i tak udało im się stworzyć dwie dobre okazje. Obie zmarnował jednak Pierre-Emerick Aubameyang, z czego raz nie udało mu się trafić do siatki z odległości pięciu metrów.
Niewykorzystane okazje lubią się mścić w futbolu i dokładnie tak było w tym przypadku. Chelsea wyprowadziła błyskawiczny kontratak, Alvaro Morata ośmieszył w polu karnym Mustafiego i posłał piłkę obok Cecha. Nokaut na Stamford Bridge.
Kiedy już wydawało się, że Arsenal jest na kolanach, goście zaczęli powoli się rozkręcać. W 37. minucie sprzed pola karnego przymierzył Henryk Mchitarjan i i piłką tuż przy słupku wpadła do siatki. Kilka chwil później było już 2:2. Raz jeszcze w roli głównej wystąpił Ormianin, który dograł piłkę do wbiegające pod bramkę Alexa Iwobiego, a ten huknął pod poprzeczkę i cała zabawa rozpoczęła się od początku. Niesamowite!
2 – Arsenal have scored more goals in the first half against Chelsea than in their last six Premier League visits to Stamford Bridge. Revolution. pic.twitter.com/hfHqGIRm7x
Po niezwykle emocjonującej pierwszej połowie, druga nie trzymała już w takim napięciu. Oba zespoły dużo poważniej podeszły do obowiązków w defensywie i nie było już tak łatwo stwarzać kolejne okazje. Na bramkę Arsenalu groźnie z wolnego uderzał Eden Hazard, natomiast po drugiej stronie barykady bliski szczęścia był Alexandre Lacazette, jednak w ostatniej chwili ubiegł go Kepa Arrizabalaga.
W 80. minucie Chelsea udało się wyprowadzić zabójczy atak. Hazard dograł piłkę ze skrzydła do szarżującego Alonso, a ten z bliska pokonał Cecha i ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Kolejnych goli na Stamford Bridge już nie zobaczyliśmy i to Chelsea dopisała na swoje konto trzy punkty, co łącznie daje jej dorobek sześciu „oczek”. Arsenal ma po stronie zdobyczy „zero” i mnóstwo pracy do wykonania, by powstać z kolan.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.