Rządy
Antonio Conte trwają od lipca, więc w Londynie właśnie jest po
studniówce. Na początku była euforia o temperaturze lawy
Wezuwiusza, później emocje stygły, by po dwóch porażkach znów
zrobiło się gorąco. Dopiero wygrana 4:0 z Manchesterem United
podziałała jak balsam. Strata do lidera jest minimalna, większe
mimo wszystko bywają wahania formy i nastrojów w zachodnim
Londynie. Wszyscy czekają aż Chelsea osiągnie wysokość
przelotową. Nie wiadomo tylko, czy czekać zamierza również Roman
Abramowicz.
Teoretycznie
brzmi to jak niedorzeczność, ale niedawna wizyta Rosjanina w
ośrodku treningowym w Cobham skłoniła angielskie media do
rozmaitych przypuszczeń, a jeszcze bardziej decyzja dwóch
brytyjskich bukmacherów, którzy wprowadzili korekty do zakładów
na to, który następny menedżer straci pracę w Premier League.
Korekta była prosta i polegała na skreśleniu nazwiska Włocha.W
ostatnią niedzielę zmieniło się jednak wiele – Chelsea Conte
upokorzyła Man United Jose Mourinho.
O
tym, że po Euro 2016 będzie wolny wiedziano od dawna. Podchody pod
człowieka, który mistrzowskim tryptykiem 2012-14 przywrócił
potęgę Juventusowi Turyn, trwały od wielu miesięcy i przypominały
kuszenie Świętego Antoniego, więc niczym do pustelni III-wiecznego
mnicha pędziły z Londynu i Paryża ekspedycje demonów kuszących
włoskiego selekcjonera. Udało się Romanowi Abramowiczowi i już w
kwietniu ogłoszono, że Conte zostanie czwartym menedżerem z Italii
za panowania cara na Stamford Bridge i piątym w ogóle w klubowych
dziejach. W dodatku wszyscy są dobrze wspominani – Gianluca Vialli
wygrał PZP, Claudio Ranieri kładł podwaliny pod wielki klub, Carlo
Ancelotti zdobył dublet z rekordową liczbą 103 strzelonych goli, a
Roberto Di Matteo przywiózł Puchar Mistrzów. Dlaczego więc Conte
miałoby się nie udać? Dostał wszystko – miłość fanów od
pierwszego wejrzenia, klasowych piłkarzy, szmal (latem wydał już
140 mln euro na Michy’ego Batshuayia, Davida Luiza, N’Golo Kante
i Marcosa Alonso) oraz włoski sztab, w którym miejsce znalazł
nawet jego młodszy brat Gianluca.
Trzyletni
kontrakt wart 20 milionów euro uczynił Włocha jednym z najlepiej
opłacanych trenerów świata. Cel postawiono przed nim jeden, taki
sam jak w 2011 roku, kiedy obejmował pogrążony w kryzysie
Juventus. Aczkolwiek lekko zmodyfikowany, bo rosyjski oligarcha marzy
nie tylko o odzyskaniu prymatu w rodzimej lidze, lecz także o
ponownym podbiciu Champions League. W Turynie Conte zaproponował
powrót do włoskiego DNA, a miejsce w jego filozofii znaleźli nie
tylko wirtuozi, lecz także gracze pokroju Arturo Vidala czy Stephana
Lichtsteinera. I tak ma również być w Londynie. Autor książki
„Głowa, serce, nogi” bez trudu zauważył, że jego nowym
podopiecznym w poprzednim sezonie brakowało wszystkiego po trosze.
Czy
uda mu się szybko przywrócić królewsko-niebieski kolor na
wyblakłe oblicze dziesiątej drużyny poprzedniego sezonu nie
wiadomo, na pewno udało się przywrócić radość z gry Edenowi
Hazardowi, który choć nie tak skuteczny jak w najlepszym okresie,
to znów ciągnie zespół. Generalnie AC zaczął wyśmienicie –
po zwycięstwie nad West Hamem żywiołowego coacha trybuny gotowe
były nieść na rękach. Zacięło się w drugiej połowie września,
gdy Chelsea oddała punkty Liverpoolowi oraz Arsenalowi, i to wówczas
zrobiło się najbardziej gorąco.
Na
początku Włoch ostrożnie podszedł do kwestii zmiany taktyki, ale
to była tylko kwestia czasu, kiedy zarządzi ulubione 1-3-5-2, no i
faktycznie w końcu zarządził: od meczu z Hull City przybrało ono
formułę 1-3-4-2-1, a właściwie to już wcześniej, w trakcie
wspomnianego meczu z Arsenalem niezadowolony menedżer zaczął robić
przemeblowanie. Przeciwko Hull, Leicester i MU zgodną trójkę
obrońców tworzyli już Cesar Azpilicueta, David Luiz i Gary Cahill.
W
najnowszym ustawieniu teoretycznie najłatwiej powinien zaadaptować
się Cesc Fabregas, tymczasem forma sportowa nie upoważnia Hiszpana
do podobnych zamierzeń. Nie zostanie więc drugim Andreą Pirlo,
dzięki któremu Conte mógł w Turynie przemiennie testować
rozmaite systemy gry, bo genialny pomocnik w każdym się odnajdywał
i nawet nie bardzo było wiadomo, w którym jest lepszy. To jednak,
co dobre bywa we Włoszech, niekoniecznie musi się sprawdzić na
Wyspach. Między innymi na próbach przestawienia zespołu na grę
trójką obrońców poległ przecież w Manchesterze Louis van Gaal.
Niemniej przebudowa defensywy CFC jest potrzebą chwili i jeśli
komuś ma się to udać, to właśnie Conte; w poprzednim sezonie
londyński zespół stracił 53 bramki, przez trzy lata walki w Serie
A jego Juve straciło zaledwie kilkanaście więcej.
Niektóre
pomysły nowego coacha zostały już wdrożone w życie, kilka innych
czeka na realizację, głównie – uruchomienie przelewów. I
dopiero wtedy cała zabawa się rozkręci, a na pewno zacznie od
tyłu. Do Davida Luiza i Gary’ego Cahilla włoski trener nie ma
przesadnego zaufania, John Terry jest za stary, a Kurt Zouma wciąż
leczy kontuzję. Dlatego w ciągu najbliższych kilku miesięcy
(styczeń – lipiec) nawet 100 milionów euro zostanie przeznaczone
na pozyskanie dwóch defensorów, którzy pasować będą włoskiemu
taktykowi. Prawdopodobna trójka, spośród której będzie wybierał
gra obecnie w Serie A. Już latem za 60 milionów funtów Chelsea
zamierzała pozyskać z Napoli Kalidou Koulibaly’ego, ale odbiła
się od ściany – oferta zapewne zostanie ponowiona. Propozycję
The Blues odrzucił też Milan, nie chcąc oddać Alessio
Romagnoliego, 21-letniego reprezentanta Włoch, którego Anglicy
wycenili na 50 milionów funtów. Conte zapewne jeszcze nie
powiedział basta w tej sprawie. No i oczywiście wciąż żywe
pozostaje marzenie o Leonardo Bonuccim, jednym z
najinteligentniejszych środkowych obrońców świata, byłym
podopiecznym obecnego trenera Chelsea.
47-letni
Antonio musi także zmierzyć się z zagadnieniem środkowego
napastnika, czyli z… problemem, którego na pierwszy rzut oka nie
ma. Diego Costa odzyskał bowiem skuteczność i po ośmiu kolejkach
miał na koncie 7 bramek. Jaki jest koń, każdy widzi. Conte też
widział, że z Costą bywa trudno, jednak fochy reprezentanta
Hiszpanii zaczynają niebezpiecznie ewoluować. Już nie chodzi tylko
o kłótnie z sędziami, brutalną grę, czy miano najbardziej
znienawidzonego napastnika Premier League, bo Costa idzie dalej. W
meczu z Leicester snajper otworzył wynik, ale potem nie grał tak,
jak oczekiwał Conte. Instrukcje płynęły więc z ławki, zaś
Diego coraz bardziej się nimi irytował, aż w końcu poprosił o
zmianę. Włoch nie zareagował. Dogrywka zapewne nastąpiła w jego
gabinecie.
Bestia
(– Szatnia ze wściekłym Conte to jedno z najniebezpieczniejszych
miejsc na świecie – to opinia Pirlo), perfekcjonista, furiat,
bandyta (tylko z nim na wojnę zawsze gotów był ruszać Vidal),
człowiek uzależniony od futbolu (obmyślający taktykę do czwartej
rano) i nie uznający żadnych świętości (beształ nawet
Gianluigiego Buffona) ma jedną prostą zasadę: – Drzwi do mojego
zespołu są obrotowe.
I
o tym powinien pamiętać każdy z gwiazdorów CFC, bo teraz
największą gwiazdą jest tam trener.
Zbigniew
Mucha
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.