Zakończenie obecnego sezonu będzie dla kibiców Udinese Calcio szczególnym wydarzeniem niekoniecznie ze względu na pozycję zajętą w tabeli włoskiej ekstraklasy. Odejście zapowiedziała już grająca legenda klubu z północy Włoch – Antonio Di Natale.
– Nie przedłużę w czerwcu mojego kontraktu. Opuszczę Udine – powiedział na początku lutego zawodnik, którego słowa należy cenić jak mało czyje.
Niemal ćwierć wieku „Toto” czekał na debiut w Serie A. Musiał być bardzo głodny gry, skoro tak znakomicie wpisał się w realia włoskiej ekstraklasy. W pierwszym sezonie późniejsza legenda drużyny ze Stadio Friuli trafiała do bramek rywali 13 razy. Potem w FC Empoli nie szło mu tak dobrze, a ręce po zawodnika postanowili wyciągnąć decydenci Udinese Calcio.
Nie mogli sobie wówczas zdawać sprawy, że ich drużynę zasili człowiek-instytucja. Kto dzisiaj jednoznacznie nie kojarzy Zebrette z filigranowym napastnikiem? Jak można pominąć dokonania snajpera, który w klasyfikacji strzelców Serie A prześcignął szereg legend? Urodzony na spalonym Filippo Inzaghi, długowłosy Gabriel Batistuta, elegancki Alessandro Del Piero, wicemistrz świata Giuseppe Signori – ich wszystkich urodzony w Neapolu gracz ma już za sobą. Na celowniku „Toto” jest obecnie Roberto Baggio – ostatni, którego w barwach bianconerich pokona.
Do wyrównania osiągnięcia il Divin Codino napastnikowi Udinese brakuje już tylko trzech bramek, a te do końca sezonu z pewnością zdobędzie. Wypada więc wziąć słowa napastnika o odejściu na serio. Piłkarz znany jest z wywiązywania się z obietnic.
Gdy w 2012 roku na boisku zmarł jego przyjaciel, Piermario Morosini, Di Natale nie ograniczył się do kondolencji. Natychmiast zadeklarował, że zaopiekuje się niepełnosprawną siostrą piłkarza, równocześnie załatwiając z klubem niezbędne na ten cel fundusze. Jak piłkarz, który przedwcześnie musiał pożegnać się z własną matką, tłumaczył swoją wielkoduszność? – Piermario doskonale rozumiał, co czuję. Sam przeżył śmierć rodziców i brata. Pomagał mi w trudnych dla mnie chwilach. Teraz ja mogę się odwdzięczyć ukochanej przez niego osobie – mówił, nie koloryzując.
Charakter Di Natale wystawiany był na próbę nie raz. Kibice jednak z pewnością zapamiętają mu odrzucenie ofert bezpośrednich rywali Udinese – Milanu oraz Juventusu. Turyńczycy byli bardzo blisko pozyskania napastnika latem 2010 roku. Jak piłkarz odpowiedział na zaloty Starej Damy? Krótko: „No, grazie”. Jak później mówił, był zbyt przywiązany do klubu, rodziny, dzieci i wreszcie do kibiców, by spokojne Udine zamienić na tętniący życiem Turyn.
Śledzący losy Serie A z pewnością mają przed oczami pożegnalne spotkania Del Piero czy Javiera Zanettiego. U obu nieczęsto zdarzało się widzieć łzy, ale rozstanie z drużyną, w której spędziło się połowę życia, musiało wzruszyć.
Teraz czas na kolejne addio. Jeżeli nie stanie się nic nieprzewidzianego, Di Natale po raz ostatni zagra na Stadio Friuli 24 maja przeciwko US Sassuolo. I z całą pewnością trudno będzie na przebudowywanej arenie znaleźć kibica, któremu dokonania „Toto” nie staną w jednym momencie przed oczami. Nawet jeśli wśród tych sukcesów nie było żadnych tytułów zdobytych z drużyną…