Największe święto klubowego futbolu odbędzie się w miejscu, gdzie nikomu do śmiechu być nie powinno.
Twierdza Interu i Milanu
Najświeższe doniesienia z Serie A na PiłkaNożna.pl – KLIKNIJ!
Zdobycie Pucharu Włoch przez Milan i zajęcie czwartego miejsca przez Inter – i to w najlepszym wypadku – wystarczy ledwie na otarcie łez po sezonie krótkich wzlotów, bolesnych upadków i mnożenia niewiadomych. A przecież to już teraz za małą stabilizacją w obu klubach miał pójść skuteczny atak na Ligę Mistrzów. W tym i w następnym sezonie piłkarze oraz kibice Interu i Milanu będą mogli zobaczyć ją na żywo tylko raz: 28 maja, w dniu wielkiego finału.
(…)
Niechciany trener
Inter od Milanu najbardziej różni pozycja trenera. Mancini jest wyrocznią, punktem odniesienia dla wszystkich w klubie, z jego zdaniem każdy się liczy. Sinisa Mihajlović był najemnikiem i na dodatek zatrudnionym nie przez najważniejszego człowieka w Milanie. Wygląda to tak, jakby Silvio Berlusconi z Adriano Gallianim się umówili i na zmianę wybierali trenerów. Jak Galliani namaścił Clarence’a Seedorfa, to Berlusconi odpowiedział Filippo Inzaghim, jak łysy dyrektor wytypował Mihajlovicia, to szef dał szansę Cristianowi Brocchiemu. Osoba Serba na krótko wstrzymała operację, którą na żywym organizmie od jakiegoś czasu przeprowadza Berlusconi. Otóż marzy mu się wyhodowanie Sacchielottiego, czyli trenera łączącego cechy Arrigo Sacchiego i Carlo Ancelottiego. Z jednej więc strony nieznany i bez pierwszoligowego doświadczenia, ale wizjoner, z drugiej – z piłkarską i milanową przeszłością. Po Leonardo, Seedorfie i Inzaghim Brocchi to już czwarty worek mąki na być może idealny chleb. Na razie wychodziły zakalce.
Każdy mu dobrze życzy, bo to wychowanek, który na boisku zostawiał całe serce, ale nikt mu nie wróży przyszłości dalszej niż do 15 maja, kiedy odbędzie się ostatnia kolejka. Nawet położenie obu rąk na Pucharze Włoch jego sytuacji raczej nie poprawi. Jeszcze nie teraz, może kiedyś.
Krytykowany jawnie lub zza węgła, ale za to bez wytchnienia przez Berlusconiego, Mihajlović zostawił drużynę bez tożsamości, którą najwyraźniej przytłaczał silną osobowością. Układ: nieufny prezydent-twardoręki trener-niewiedząca komu wierzyć drużyna, od początku był chory, więc skazany na porażkę. Oczywiście Berlusconi nie powinien prawie od początku sezonu (po porażce z Napoli 0:4 w 7. kolejce z 4 października) piłować gałęzi, na której siedział trener jego klubu, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że opinie o Mihajloviciu, tak jak o wspomnianych wyżej kilku piłkarzach Interu, są lepsze niż na to zasłużył. Na pewno jest wyrazisty, trudno go nie lubić za otwartość i szczerość, ale w jego duszy wojownika poza walką niewiele więcej gra.
(…)
Tomasz LIPIŃSKI
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”