Czesław Michniewicz z uśmiechem będzie mógł wspominać debiut w roli trenera Legii Warszawa. Jego drużyna wygrała 2:0 z kosowską Dritą Gnjilane i awansowała do czwartej rundy eliminacji Ligi Europy. Jakie zmiany było widać w grze mistrzów Polski?
1. Przesunięcie Karbownika
Wszystko wskazuje na to, że Michał Karbownik nie odejdzie w najbliższych dniach z Łazienkowskiej. Wychowanek Legii ma zostać na co najmniej pół roku i… grać w środku pola, co może podbić jeszcze jego cenę.
Już za kadencji Aleksandara Vukovicia młodzieżowiec dostawał krótkie epizody w środku pola, ale po przyjściu Michniewicza Karbo ma wrócić na swoją nominalną pozycję, na której występuje od dziecka. Z Dritą miał kilka ciekawych otwierających podań, ale generalnie spodziewaliśmy się znacznie więcej po jego występie.
2. Brak lagowania
W ostatnich meczach Legia raziła bezradnością w ataku pozycyjnym, skupiała się na setkach dośrodkowań i liczyła na znakomitą grę głową Tomasa Pekharta. Wczoraj dośrodkowania znowu były, ale w końcu nie raziły po oczach setki długich podań w kierunku czeskiego napastnika.
Jak wyglądała gra mistrzów Polski w ostatnich tygodniach? Środkowi obrońcy i bramkarz posyłali dziesiątki podań w kierunku Pekharta, który miał za zadanie wygrywać pojedynki główkowe. Wczoraj tego już nie było. Legioniści rozgrywali piłkę od tyłu, szukali krótkich podań, co jest zwiastunem kompletnie innego pomysłu na grę w kolejnych spotkaniach.
3. Powrót Luquinhasa
Brazylijczyk już w poprzednim sezonie pokazał, że jest kluczową postacią Legii. Vuković wymyślił znakomite rozwiązanie, przesuwając pomocnika ze skrzydła do środka pola. W bieżących rozgrywkach Luquinhas jednak znowu wylądował przy bocznej linii, na czym traciła cała drużyna.
Michniewicz powrócił do pomysłu z Brazylijczykiem na pozycji numer dziesięć i się nie zawiódł. Piłkarz był aktywny, brał na siebie ciężar rozgrywania akcji, dobrze rozumiał się z Karbownikiem i pokazał, że jego miejscem na boisku jest właśnie występowanie za napastnikiem. Nawet po zejściu z murawy Joela Valencii, Luquinhas nie przeszedł na skrzydło, a został w środku pola. Wydaje się, że właśnie w tym sektorze boiska widzi go Michniewicz.
4. Odważne ruchy
Postawienie na dwóch debiutantów w pierwszym składzie było dość sporym zaskoczeniem. Josip Juranović w końcu pokazał się szerszej publiczności, ale jego występ nie należał do wybitnych. Chorwat jednak miał kilka akcji, w których widać było potencjał, że może być ciekawą alternatywą dla kontuzjowanego Marko Vesovicia. Paweł Stolarski nie potrafił się dogadać z Michniewiczem w reprezentacji Polski U-21, więc wydaje się, że w najbliższych tygodniach to Juranović będzie pierwszym wyborem trenera na prawej obronie. Tym bardziej, że Karbownik ma występować w środku pola.
Drugim debiutantem w czwartkowy wieczór był Joel Valencia. Ekwadorczyk nie rozegrał wielkiego spotkania, był dość dyskretny, ale kilkukrotnie pokazał, że jeśli złapie rytm meczowy to będzie poważnym kandydatem do gry w wyjściowej jedenastce. Nieźle wyglądała jego współpraca z Filipem Mladenoviciem.
5. Nowe ustawienie
Teoretycznie Legia grała tak, jak w meczach poprzednich, czyli w ustawieniu 1-4-2-3-1. Vuković jednak z uporem maniaka stawał na dwóch defensywnych pomocników, co znacznie ograniczało możliwości mistrzów Polski w ataku pozycyjnym.
Michniewicz postawił na jedną typową szóstkę w osobie Bartosza Slisza. Karbownik i Luquinhas mieli znacznie więcej zadań ofensywnych od młodzieżowego reprezentanta Polski, który ze swojej roli wywiązał się znakomicie. Był wszędzie, zbierał drugie piłki, popisywał się dokładnymi przerzutami – zaliczył bardzo dobry występ.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.