We Wrocławiu w niedzielę oglądaliśmy niesamowite spotkanie. Miejscowy Śląsk podejmował Jagiellonię Białystok. Kibice obejrzeli sześć goli, a arbiter pokazał aż trzy czerwone kartki. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem.
Gospodarze na prowadzenie wyszli już w 10. minucie meczu. Ugochukwu Ukah faulował w polu karnym Rafała Grodzickiego. Do futbolówki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Cristian Omar Diaz i strzelił gola dla Śląska. W 37. minucie miejscowi podwyższyli swoje prowadzenie. Z rzutu rożnego piłkę wrzucił Sebastian Mila. Futbolówkę głową do bramki skierował Przemysław Kaźmierczak. Do szatni na przerwę piłkarze Śląska schodzili przy prowadzeniu 2:0.
W drugiej połowie trener Tomasz Hajto zdecydował się na nieco odważniejsze ustawienie. Euzebiusz Smolarek zastąpił Lukę Gusicia. Jednak cały plan Jagiellonii rozpadł się w 52. minucie. Ukah zobaczył drugą żółtą kartkę.
Grający w przewadze piłkarze Śląska w 58. minucie podwyższyli swoje prowadzenie. Ładnym uderzeniem popisał się Piotr Ćwielong. Wydawało się w tym momencie, że jest już praktycznie po meczu. Jednak w 70. minucie Amir Spahić został wyrzucony z boiska, a rzut karny wykorzystał Tomasz Kupisz.
Siły na boisku się wyrównały, a zaledwie dwie minuty później Jagiellonia zdobyła kolejną bramkę. Dawid Plizga w sytuacji sam na sam zachował ogromny spokój i precyzyjnym uderzeniem pokonał Mariana Kelemena. Goście byli wyraźnie uskrzydleni od tego momentu, a Śląsk przygasał z minuty na minutę. W 78. minucie Plizga ładnie wrzucił piłkę w pole karne Śląska. Na futbolówkę świetnie nabiegał Smolarek i wyrównał. Ze stanu 3:0 dla Śląska zrobił się remis 3:3!
Jak się okazało, to nie był koniec emocji. W 80. minucie arbiter pokazał już trzecią czerwoną kartkę w tym spotkaniu, którą obejrzał Filip Modelski z Jagiellonii. Chwilę później idealną okazję zmarnował Dalibor Stevanović. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 3:3.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.