Porażka Dunek z Niemkami oznaczała, że już przed pierwszym gwizdkiem włoskiej sędziny Marii Caputi było jasne, że jeśli Polki chcą pozostać w szwajcarskim turnieju to ze Szedkami nie mogą przegrać. W stosunku do pierwszego meczu Nina Patalon zdecydowała się na trzy zmiany w składzie. Jedną wymuszoną – bo uraz Pauliny Dudek okazał się na tyle poważny, że liderka defensywy nie była gotowa do gry i zastąpiła ją Oliwia Woś – i dwie dobrowolne. Do podstawy wskoczyły Nadia Krezyman i Dominika Grabowska, które po przerwie rozruszały grę z Niemkami, a na ławce pozostały Ewelina Kamczyk i Natalia Padilla-Bidas.
Pierwsza połowa pokazała, że nie były to zmiany trafione. Patalon bez wątpienia liczyła na szybkie kontry. Tych się nie doczekaliśmy, za to w defensywie Polki nie grały tak kompaktowo, blisko siebie i przede wszystkim skutecznie jak cztery dni wcześniej. Już w 3. minucie po strzale Kosovare Asllani, i 10 minut później po główceMadelen Janogy ratowała je poprzeczka. Wydawało się, że to siedzący za plecami Kingi Szemik polscy kibice skutecznie jej bramkę zaczarowali. W 28 minucie czar jednak prysł gdy po dośrodkowaniu Asllani, Stina Blackstenius strzałem głową z bliskiej odległości w końcu pokonała Szemik. Polki starały się, walczyły ambitnie, ale poza strzałem Martyny Wiankowskiej z początku spotkania, z którym szwedzka bramkarka nie mogła mieć problemów, przed przerwą w żaden inny sposób rywalkom nie zagroziły. Same mogły stracić kolejne gole, na szczęście w sytuacji sam na sam Szemik okazała się tym razem lepsza od Blackstenius, a w innych momentach koleżanki tej drugiej były nieskuteczne.
Patalon w przerwie wróciła do ustawień fabrycznych, ściągnęła Krezyman i Grabowską, wpuściła Kamczyk i Paddilę-Bidas i przez 7 minut mogliśmy mieć nadzieję, bo Polki w końcu doszły do groźnych sytuacji. Mecz się jednak otworzył, a to nie mogło skończyć się dobrze. Dojrzalsze, bardziej doświadczone, i co tu dużo mówić, po prostu lepsze piłkarsko Szwedki, musiały odkryte Polki wypunktować i bezwzględnie to uczyniły jednocześnie wyrzucając z turnieju.
Wynik jest bezwzględny i z dyskutować z nim nie ma sensu. Trzeba jednak przyłożyć doń inną miarę niż do ubiegłorocznego występu w mistrzostwach Europy piłkarzy. Kobieca piłka nożna swoją popularność w Polsce dopiero buduje. Za takimi potęgami jak Niemcy czy Szwecja wciąż jesteśmy lata świetlne. Bez wątpienia w ostatnich kilku latach ten dystans ciężką pracą został jednak skrócony czego dowodzi sam fakt pierwszego historycznego awansu na Euro. Dały w nim polskie zawodniczki z siebie tyle ile mogły, co docenili obecni w Lucernie kibice wołając po meczu „chodźcie do nas” i gromko dziękując za ambitną postawę brawami. Patrząc na chłodno wydaje się, że na wiele więcej na dzisiaj Polek po prostu nie stać. Zamiast pompowania balona potrzeba dalszej systematycznej pracy i czasu. Po szwajcarskim doświadczeniu wydaje się, że fundament jest wylany.
Co do naszych dziewczyn to jest jeszcze jeden problem. Z pełnym zrozumieniem i z całym szacunkiem dla jej pracy, Nina Patalon jest po prostu słabym selekcjonerem. Warsztatowo i taktycznie to jest takie combo Czesia Michniewicza i Michała Probierza. Tej kadrze przydałby się solidny trener zza granicy, zwłaszcza że sytuację kadrową mamy analogiczną do męskiej reprezentacji. Jest Ewa, która odsadza resztę drużyny o lata świetlne, oraz gromada mniej lub bardziej uzdolnionych zawodniczek grających w niezłych klubach. Różnica polega na tym, że dziewczynom naprawdę się chce, więc ktoś kumaty mógłby z tego zrobić coś fajnego. Niestety Kulesza Niny nie zwolni, a nawet gdyby to wątpię żeby potrafił wybrać odpowiedniego kandydata, nawet gdyby ten wpadł pod jego auto.
Historyczny wynik! Polki zakończyły mistrzostwa Europy
Reprezentacja Polski kobiet po fazie grupowej pożegnała się z mistrzostwami Europy. Biało-czerwone pozostawiły po sobie jednak dobre wrażenie, a przecież grały w grupie śmierci.
Udział Polek na Euro powinien być kamieniem milowym. „Nie możemy zaprzepaścić szansy”
Obecność podopiecznych Niny Patalon na mistrzostwach Europy powinna być kamieniem milowym w rozwoju żeńskiego futbolu w Polsce. – Nie możemy zaprzepaścić szansy, jaką jest rekordowe zainteresowanie turniejem – przede wszystkim pod względem zachęcenia dziewczynek do uprawiania tej dyscypliny – wypowiada się trener Marek Chojnacki, niegdyś mistrz Polski z piłkarkami UKS SMS Łódź.
Rekordowa oglądalność meczów Polek. „Opinie ludzi, że żeńska piłka mało kogo interesuje nie przekładają się na rzeczywistość”
Ponad dwa miliony widzów zasiadło w piątek, 4 lipca, przed telewizorami, aby kibicować Polkom w spotkaniu z Niemkami w debiucie na mistrzostwach Europy.
Brawo Czrek i PZPR. KOLEJNY SUKCES
Co do naszych dziewczyn to jest jeszcze jeden problem. Z pełnym zrozumieniem i z całym szacunkiem dla jej pracy, Nina Patalon jest po prostu słabym selekcjonerem. Warsztatowo i taktycznie to jest takie combo Czesia Michniewicza i Michała Probierza. Tej kadrze przydałby się solidny trener zza granicy, zwłaszcza że sytuację kadrową mamy analogiczną do męskiej reprezentacji. Jest Ewa, która odsadza resztę drużyny o lata świetlne, oraz gromada mniej lub bardziej uzdolnionych zawodniczek grających w niezłych klubach. Różnica polega na tym, że dziewczynom naprawdę się chce, więc ktoś kumaty mógłby z tego zrobić coś fajnego. Niestety Kulesza Niny nie zwolni, a nawet gdyby to wątpię żeby potrafił wybrać odpowiedniego kandydata, nawet gdyby ten wpadł pod jego auto.