Janos Csank, trener Artioma Rudniewa z węgierskiego Zalaegerszegi na łamach Super Expressu wspomina współpracę z gwiazdą Lecha. – Gdy do nas przychodził, nikt go nie chciał. Wzięliśmy go niemal za darmo – przyznaje.
– Jego agent rozsyłał CV Artioma gdzie się dało, przysłał też do mojego klubu. Poszukiwaliśmy wysokiego napastnika, ale Rudniew nie był na szczycie naszej listy. Tyle że inni kandydaci byli za drodzy. Wzięliśmy go głównie dlatego, że niemal nic nie kosztował – mówi Csank.
Jak wspomina węgierski szkoleniowiec, nikt w Rudniewie nie upatrywał lidera drużyny. Pierwotnym zadaniem napastnika było wchodzenie na podmęczonego rywala. Rudniew robił jednak potężne postępy, czym w osłupienie wprawiał całą węgierską ligę. – Z miesiąca na miesiąc poprawiał się o 20 procent! I w ciągu roku stał się gwiazdą ligi. Niesamowite! – dodaje.
Csank przyznaje, że węgierski zespół wygląda niecierpliwie transferu Rudniewa na Zachód. Dzięki temu Zalaegerszegi zyska 15 sumy odstępnego. – Te pieniądze bardzo nam się przydadzą. Jesteśmy w kryzysie i sportowym, i finansowym. Taki zastrzyk gotówki pomoże klubowi stanąć na nogi.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.