Piłkarski stadion jest dla nas, kibiców i dziennikarzy niczym świątynia. To właśnie tam krzyżują się nasze drogi, to właśnie tam udajemy się na nasze „nabożeństwo” i oglądamy w akcji piłkarzy. Są na świecie takie obiekty, które należą do tych najbardziej wyświęconych. Stadiony, które w swojej historii widziały tak wiele wydarzeń, gościły tak znakomitych zawodników, że przeszły do legendy i właśnie tymi chcemy się zająć w naszym cyklu. Oto jego dziesiątą część.
Real Madryt, podobnie jak inny hiszpański gigant – FC Barcelona, nie od początku swojego istnienia grał na stadionie, na którym ma dzisiaj swoją siedzibę. W latach 1924-1946 Królewscy występowali na nieistniejącym już dzisiaj Estadio Chamartin mogącym pomieścić jedynie 15 tysięcy widzów. W latach 40. stało się jasne, że jest to obiekt zdecydowanie za mały jak na potrzeby tak wielkiego klubu i dlatego zapadła decyzja o wybudowaniu nowego, spełniającego wszystkie wymogi i standardy giganta. Taką wizjonerską decyzję podjął legendarny prezydent Realu Madryt, Santiago Bernabeu. Śnił on piękny sen o potędze swojego klubu i dobrze wiedział, że jednym z etapów drogi do wielkości jest właśnie nowy stadion. W tym celu Bernabeu już w 1944 roku zdołał przekonać do swojego pomysłu banki (Mercantili Bank i Industrial Bank) i uzyskał ogromny kredyt, dzięki któremu budowa mogła ruszyć z kopyta. Trwała ona dwa lata, jednak końcowy efekt był olśniewający. Stadion według projektu Manuela Munoza i Luisa Alemany idealnie komponował się z architekturą Madrytu. Jego otwarcie zaplanowano na 14 grudnia 1947 roku. To właśnie tego dnia miejscowy Real rozegrał mecz z portugalskim zespołem Os Belenenses, który zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:1. Pierwszego gola w świeżo otwartym domu Realu strzelił Sabino Barinaga.
Nowy obiekt Los Blancos został bardzo szybko ochrzczony mianem Nuevo Estadio Chamartin, czyli po prostu nowym Estadio Chamartin. W 1947 roku mógł on pomieścić ponad 75 tysięcy widzów, z czego jedynie 27 tysięcy mogło zająć miejsca siedzące. Rzecz jasna, stadion Realu z drugiej połowy lat 40. nie ma za wiele wspólnego z tym, który znamy z przekazów spotkań Primera Division czy Ligi Mistrzów. Obiekt był cały czas rozbudowywany i unowocześniany. Już w 1954 roku jego pojemność została zwiększona do 125 tysięcy, co sprawiło, że Madryt mógł pochwalić się zdecydowanie największym stadionem na świecie. Nie bez kozery do Chamartin przyklejona została łatka „koloseum”, ponieważ wyglądem przypominał on słynną rzymską arenę walk gladiatorów. Rok później, czyli w 1955 podczas Walnego Zgromadzenia podjęta została decyzja o zmianie nazwy klubu na Estadio Santiago Bernabeu, oczywiście na cześć słynnego prezydenta, dzięki któremu pomysł o budowie mógł się ziścić. To jednak nie koniec wielkich zmian. Minęły kolejne dwa lata, a na obiekcie zamontowane zostało elektryczne oświetlenie. Inauguracja nowego, bardzo nowoczesnego jak na tamte czasy systemu miała miejsce podczas towarzyskiego starcia Realu z brazylijskim klubem Sport Recife. Mistrzostwa Świata
Czas płynął nieubłaganie i podobnie jak w przypadku innych europejskich stadionów, które powstawały w pierwszej połowie XX wieku, także i Santiago Bernabeu musiało przechodzić kolejne metamorfozy. Hiszpania już w 1966 roku otrzymała prawa do organizacji Mistrzostw Świata w 1982 roku (w tym samym czasie wybrano gospodarzy imprez w 1974 i 1978 roku), więc miała bardzo dużo czasu na odpowiednie przygotowanie się to turnieju. Centralna arena mundialu musiała mieścić się w stolicy, więc było jasne, że bez remontu madryckiego kolosa się nie obejdzie. Renowacja, a właściwie gruntowana przebudowa stadionu zaczęła się w 1980 roku. Kierowali nią słynni hiszpańscy architekci Manuel Salinas i Rafael Luis Alemany. Na przeprowadzenie zmian otrzymali oni łącznie 704 miliony peset, z czego aż 530 milionów pochodziło z kasy miasta. Prace trwały szesnaście miesięcy, ale zmiany jakich dokonano sprawiły, że Estadio Santiago Bernabeu stało się jeszcze piękniejsze. Pojemność – zgodnie z najnowszymi wymogami bezpieczeństwa – została zmniejszona ze 125 do 90 tysięcy, z czego blisko 25 tysięcy fanów piłki nożnej mogło zasiąść na trybunie przykrytej dachem. Odświeżeniu uległa fasada stadionu, wymieniono także system oświetlenia na jeszcze nowocześniejszy i mocniejszy, taki który umożliwiał przeprowadzanie transmisji telewizyjnych w bardzo dobrej jakości. Zmiany dotyczyły także spraw nieco mniejszych, jednak także ważnych. Poprawił się komfort piłkarzy, którzy otrzymali nowoczesne szatnie i sale do rozgrzewki. Na miejsce swojej pracy nie narzekali także dziennikarze, dla których przygotowano nową trybunę prasową oraz multimedialne – rzecz jasne jak na standardy panujące na początku lat 80. – centrum.
W trakcie mundialu Estadio Santiago Bernabeu gościło zawodników podczas czterech spotkań (Niemcy-Anglia, Niemcy-Hiszpania, Hiszpania-Anglia i oczywiście wielki finał, w którym Niemcy mierzyli się z Włochami).
A prace postępują
Wszyscy dobrze wiemy, że nie tylko futbol szedł z duchem postępu. Zmiany dotyczyły także stadionów i panujących na nich standardów bezpieczeństwa. Kamieniem milowym w tych sprawach, jak zapewne wszyscy kibice piłkarscy dobrze wiedzą była katastrofa do jakiej doszło na angielskim Hillsborough. Sternicy krajowych federacji zdawali sobie sprawę z tego, że na piłkarskich obiektach nie tylko musi być bezpiecznie, ale także komfortowo dla kibiców. Futbol powoli przestawał być „tylko sportem dla mas” i przechodził w fazę „ogólnoświatowego produktu”. Ten z kolei musiał być ładnie opakowany i ładnie podany do konsumpcji. Zmiany musiało przejść również Bernabeu. Do takich doszło na początku lat 90. czyli zaledwie dekadę po wcześniejszym remoncie i gruntownej przebudowie.
Ówczesny zarząd z prezydentem Ramonem Mendozą na czele zaaprobował projekt przygotowany przez konsorcjum Gines Navarro Costrucciones i 7 lutego 1992 roku ruszyły kolejne prace na tym legendarnym obiekcie. Trwały one dwa lata i pochłonęły łącznie ponad milion peset, co dość mocno zwiększyło zadłużenie klubu. Długoterminowe korzyści z faktu posiadania nowoczesnego stadionu wydawały się jednak czymś, co raz jeszcze można nazwać wizjonerskim spojrzeniem. Dodano nowe poziomy, wysokość stadionu zwiększyła się z 22 do 45 metrów, zainstalowano także nowe zadaszenie, no po prostu perełka architektury. Niestety, podczas całej tej zawieruchy związanej z przebudową zapomniano o czymś bardzo istotnym, a mianowicie o płycie głównej. Z powodu tak wysokich trybun boisko przez większość dnia pozostawało w cieniu, co nie sprzyjało wegetacji trawy i przeszkadzało szczególnie podczas miesięcy zimowych, kiedy płyta była mocno zmrożona. Problem naprawiono dzięki specjalnemu systemowi podgrzewania zamontowanemu pod murawą (także innowacyjny pomysł).
Myślicie, że to koniec remontów i modernizacji? Nic z tego. W 1998 roku prezydent Lorenzo Sanz podjął kolejną przełomową decyzję w historii Santiago Barnabeu. Po pracach z początku lat 90. pojemność obiektu wynosiła 110 tysięcy. Sanz postanowił zmniejszyć ją do 75 tysięcy, pozbywając się miejsc stojących i wprowadzając na wszystkich trybunach krzesełka. Swoją cegiełkę dołożył także Florentino Perez, pod którego rządami ostateczna liczba kibiców mogących wejść na obiekt zatrzymała się na 84 tysiącach.
Kontrowersyjna decyzja
Jaka przyszłość czeka ten wysłużony stadion? Bardzo możliwe, że w najbliższych miesiącach, być może latach ponownie zmieni on nazwę. Prezydent Perez ogłosił bowiem w ubiegłym roku, że klub szuka sponsora, który chciałby wyłożyć ogromne pieniądze za prawa do nazwy obiektu. W prasie można już było przeczytać, że Bernabeu zainteresowana była Coca-Cola i Microsoft, a wartość całej transakcji mogłaby przynieść Los Blancos nawet 400 milionów euro. Na takie stawienie sprawy nie zgadzają się oczywiście kibice. Dla nich domem Realu zawsze będzie stadion imienia legendarnego prezydenta. Człowieka, dzięki któremu Królewscy są dzisiaj jednym z największych klubów świata.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.