W 2002 roku Senol Guenes poprowadził reprezentację Turcji do największego sukcesu w historii: trzeciego miejsca w finałach mistrzostw świata. Teraz być może znajduje się na drodze do największego sukcesu w historii występów tamtejszych ekip w Lidze Mistrzów. Dowodzony przez niego Besiktas Stambuł jak burza idzie bowiem przez fazę grupową i jest o kroczek od fazy pucharowej.
LESZEK ORŁOWSKI
Grupa G miała być najbardziej demokratyczna ze wszystkich. Znalazły się w niej bowiem: AS Monaco, FC Porto, RB Lipsk i Besiktas. Jeśli ktoś miał odstawać, to właśnie ekipa znad Bosforu. A tymczasem Besiktas zaprowadził prawdziwą tyranię. Ograł kolejno wszystkich rywali, jako pierwszy w historii turecki zespół zwyciężając trzy pierwsze mecze fazy grupowej Champions League, po czym zremisował z półfinalistą poprzedniej edycji i mistrzem Francji. Ma passę 11 meczów bez porażki u siebie w pucharach, ale świetnie gra także na wyjazdach. Nawet trener nie spodziewał się, że będzie aż tak dobrze. – W Monaco chciałem remisu, a moi piłkarze wygrali. Nasze sukcesy to przede wszystkim efekt ich wielkich umiejętności i talentów – powiedział Guenes po meczu rozegranym 17 października.
Czy aby jednak na pewno? Słowa szkoleniowca bardzo spodobały się piłkarzom, lecz nie oddają istoty rzeczy.
(…)
WYWAŻANIE DRZWI
Marzenia Ormana sięgają dalej niż ćwierćfinał. – Dotrzeć do półfinału i w nim zmierzyć się z Barceloną – to mi się śni – mówi. Porównuje liczbę widzów oglądających mecze Ligi Mistrzów z liczbą śledzących ligę turecką i wyciąga wniosek, że marka klubu może zostać spopularyzowana poza granicami kraju tylko poprzez puchary. Rzecz jasna nie podoba mu się to, że prawa do pokazywania SueperLig za granicą są nie do kupienia, ze względu na kontrakt z lokalnym nadawcą, który nie chce, by diaspora turecka rozsiana po Europie mogła docierać do transmisji z ekstraklasy innymi drogami niż poprzez tureckie dekodery. Zdaniem Ormana taka polityka to strzelanie gola do własnej bramki, najlepszy sposób, by do końca ukisić się we własnym sosie.
Tezy prezydenta Besiktasu dotyczące tureckiego futbolu można by referować długo. Ma zastrzeżenia do sędziów, którzy nie potrafią dyscyplinować piłkarzy, wskutek czego efektywny czas gry wynosi w SueperLig średnio 55 minut, podczas gdy na Zachodzie – 65. Uważa, że pozostałe kluby tworzące turecką wielką czwórkę (Galatasaray, Fenerbahce, Trabzonspor) źle czynią, strzegąc popularności, na przykład poprzez robienie czarnego PR nuworyszowi Istanbul Basaksehir, cieszącemu się poparciem władcy państwa Recepa Erdogana, bo liga potrzebuje więcej silnych i popularnych klubów. I tak dalej, i tak dalej. Wróćmy do Besiktasu, stwierdzając jedynie, że przyszłość tureckiego futbolu istotnie w największej mierze zależy od tego, czy idee Ormana się rozpowszechnią, czy tamtejsza piłka zdoła się wydobyć z obecnego stanu, który możemy chyba określić jako pułapkę średniego rozwoju.
Prezydent Besiktasu w zgodzie ze swym poglądem, że trzeba atakować Europę, kupił Guenesowi wielu znanych zawodników. Trzon stanowią gracze mający przeszłość w lidze hiszpańskiej: bramkarz Fabricio, obrońcy Pepe, Gary Medel i Adriano oraz skrzydłowi Ricardo Quaresma i Ryan Babel (kolejny zawodnik z La Ligi, Alvaro Negredo, usiłuje wywalczyć miejsce w składzie), wskutek czego hiszpańskie media dużo piszą o tym klubie. Niejeden turecki zespół miał w ostatnich latach takie nazwiska w kadrze, ale nie przekładało się to na wyniki w rywalizacji międzynarodowej, podczas gdy Besiktas, zamiast nieśmiało pukać do drzwi fazy pucharowej Ligi Mistrzów, po prostu je wyważa. To oczywiście efekt kunsztu trenera, który ze wszystkich podopiecznych potrafi wydobyć pełnię umiejętności, ale też przyzwolenia ze strony prezydenta do lekkiego odpuszczania meczów ligowych wypadających przed spotkaniami pucharowymi. Piłkarzom w to graj, oni zawsze chętnie się na taki układ zgodzą, wiedząc, że dobra gra w pucharach to w istocie rzeczy najkrótsza droga do jeszcze lepszego klubu i jeszcze większych pieniędzy. – W lidze jest jeszcze tyle czasu do końca sezonu, tyle kolejek, że zdążymy straty odrobić – przekonuje prezydent.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (45/2017) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.