Czemu Real gra dobrze a Barcelona słabo? Głowa ryby
W 2014 roku Ligę Mistrzów wygrał Real, w 2015 Barcelona, w 2016 znów Real. Rysowała się pewna prawidłowość – triumfator kilka miesięcy po zwycięstwie padał ze zmęczenia. Niewykluczone, że cykl będzie trwał. Chociaż na razie nic na to nie wskazuje. Na nogach bowiem słania się Barca, Real tryska energią i imponuje formą. Konkluzji tej nie zmienia fakt, że w rewanżach ćwierćfinałów Copa del Rey Barcelona wygrała, a Los Blancos zremisowali.
Los Blancos najpierw wyrównali, a potem pobili osiągnięcie Barcelony Luisa Enrique sprzed dwóch lat. Do niedzielnego, zakończonego już po zamknięciu tego numeru „Piłki Nożnej” meczu ligowego z Sevillą przystępowali, mając na koncie 40 spotkań bez porażki, co jest hiszpańskim rekordem. Zamiast stracić formę po grudniowej wyprawie na klubowe mistrzostwa świata, zdecydowanie ją poprawili. W Japonii wygrali ledwo, ledwo, na krajowej arenie zdemolowali Sevillę i Granadę po czym w rezerwowym składzie zremisowali z tą pierwszą. Barcelonie zaś przerwa świąteczna zamiast pomóc – zaszkodziła. Dwa pierwsze mecze zagrała słabo, dopiero trzeci – rewanż z Athletikiem, kiedy stanęła pod ścianą, wyszedł jej dobrze. Jakie są dziś różnice między dwoma hiszpańskimi gigantami, różnice na korzyść Realu rzecz jasna?
(…)
2. Trener
Luis Enrique jest zmęczony i jakby lekko zblazowany. Przyznał ostatnio, że prowadząc Barcelonę czuje się, jakby był dwadzieścia cztery godziny na dobę w pracy. Myśli o tym, by wzorem Pepa Guardioli zrobić sobie roczne wakacje od futbolu. Miał być człowiekiem o wiele bardziej pragmatycznym, twardym, wytrzymałym, niepodatnym na wzruszenia od poprzednika, a tymczasem okazuje się słabszy. Pep bowiem wytrzymał przecież na ławce FCB cztery lata, a Lucho czuje się wycieńczony już po dwóch i pół. Wyraźnie brakuje mu weny jeśli chodzi o koncepcje taktyczne. Drużyna gra futbol rutynowy, bez elementu zaskoczenia. Od kilkunastu tygodni po prostu nic się w niej nie dzieje. Wszystko da się przewidzieć. On jednak po każdym niepowodzeniu oddala podczas konferencji prasowej zarzuty o spadek jakości gry zespołu, mówi o braku skuteczności, błędach sędziego. Lucho, który na początku rozgrywek udanie eksperymentował z systemem 1-3-4-3 teraz tego zaprzestał, doprawdy trudno zrozumieć, z jakiego powodu. Było w nim miejsce dla głodnego gry Rafinhii, a w podstawowym schemacie – nie ma; zresztą w środku pomocy zawodzi. Także nie sposób pojąć, czemu trener zrezygnował z bodaj najbardziej energetycznego zawodnika jakiego ma w kadrze, czyli z Aleixa Vidala. To piłkarz łamiący schematy, będący utrapieniem dla obrony każdego rywala. Luis Enrique wolałby mieć w kadrze zamiast niego Darijo Srnę – wyeksploatowanego Chorwata.
A Zinedine Zidane? Cieszy się pracą jak dziecko nową zabawką. By zrozumieć jego emocje, trzeba się trochę cofnąć w czasie. Otóż ZZ przez wiele lat nie potrafił podjąć decyzji o tym, że zostanie trenerem, bo nie wierzył w swoje możliwości. Wydawało mu się, że to zawód dla jakichś mózgowców, a on takim nigdy nie był. W 2013 roku skończył kurs marketingu sportowego, zastanawiał się, co dalej robić w życiu. Na ścieżkę prowadzącą do pracy w zawodzie szkoleniowca pchnął go dopiero Carlo Ancelotti. U niego Zizou zgodził się zostać asystentem, u nielubianego Jose Mourinho – nie chciał być. Carleto powierzył Francuzowi rolę luksusowego korepetytora: dostał pod pieczę napastników: Karima Benzemę, Alvaro Moratę oraz Jese i pracował z nimi nad techniką strzału. Osobne zajęcia prowadził z Isco, a ich tematem było rozgrywanie piłki. W tej roli nie mógł zachowywać ukochanego milczenia, musiał mówić, dużo mówić do zawodników, także rzeczy przykre, nazywać popełniane przez nich błędy. I właśnie wtedy przełamał się, otworzył. Okazało się, że potrafił dotrzeć do podopiecznych. Ci chwalili sobie zajęcia z nim, prawili mu komplementy. To wtedy Zizou pomyślał, że może jednak nie taki diabeł straszny, że nie trzeba koniecznie mieć błyskotliwości i złośliwości Mourinho, by poradzić sobie w tym fachu. A kiedy się udało, kiedy już wie, że się sprawdził, szybko nie wygaśnie w nim entuzjazm. Zizou sprawia wrażenie człowieka, który ma z tyłu głowy jeszcze ze sto rozmaitych pomysłów na wzbogacenie gry zespołu, zgromadzonych podczas lat zastanawiania się, czy się nada do zawodu. Jednocześnie jest na tyle inteligentny, by nie wprowadzać ich na siłę, tylko czekać z każdym na odpowiedni moment.
(…)
Leszek ORŁOWSKI
Cały tekst można znaleźć w nowym numerze tygodnika „Piłka Nożna”
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.