Przejdź do treści
Czerpię pełnymi garściami

Polska Ekstraklasa

Czerpię pełnymi garściami

Marzył o debiucie w Ekstraklasie w barwach Lecha, ale w Poznaniu nie dostał poważnej szansy. Mateusz Lis odbudował się w drugoligowym wówczas Rakowie, a od dłuższego czasu jest pewnym punktem Wisły Kraków.

Mateusz Lis przeżywa dobry czas – i na niwie zawodowej, i prywatnej.

Jak odnajdujesz się w roli taty?
Rewelacyjnie – odpowiada Lis. – W zasadzie nie mogłem się doczekać, kiedy dziecko przyjdzie na świat, czekałem na ten dzień z niecierpliwością. Pomagam narzeczonej przy wszystkim: przewijam, przebieram, myję, czasami nawet karmię butelką. Synek lubi spać, w nocy wstaje tylko raz, kiedy zgłodnieje, więc nie narzekamy. Nie mam problemu z tym, aby wstać w nocy, kiedy na drugi dzień mamy tylko trening. Pierwsze dni były trudne, bo mimo że kładłem się spać, to cały czas czuwałem. Kiedy syn wydał z siebie jakiś dźwięk, od razu stawałem na baczność. Dzisiaj już jest inaczej. Zdaję sobie sprawę, że pierwsze miesiące mogą być męczące, ale na razie nie odczuwam żadnego zmęczenia. Jestem w stu procentach gotowy do gry.

Trener Peter Hyballa patrzy w twoją stronę trochę bardziej łaskawym okiem?
Nie potrzebuję tego i nie chcę, aby tak było. Mam nadzieję, że trener nie zwraca na to w ogóle uwagi, a ja po prostu robię swoje.

Pępkowe już było?
Delikatne, bez większej historii.

Jesteś zadowolony z wiosennej formy Wisły Kraków?
Gramy dobrze, regularnie punktujemy, strzelamy sporo goli, więc są powody do optymizmu. Wiemy jednak, gdzie mamy braki i nad czym musimy pracować. Początek sezonu był dla nas trudny, na pierwsze zwycięstwo czekaliśmy kilka tygodni, ale już pod koniec jesieni było widać światełko w tunelu. Ile meczów wygraliśmy jesienią? W Mielcu, z Podbeskidziem u siebie i w Poznaniu z Lechem. Wiosną już po pięciu kolejkach mieliśmy taką samą liczbę zwycięstw.

Co się zmieniło, że nagle zaczęliście punktować?
Na pewno duże znaczenie miała zmiana trenera. Dla nas był to nowy bodziec do pracy, pojawiły się nowe elementy w treningach i to przyniosło efekty. Kadra została w większości taka sama jak jesienią, ale gra diametralnie się zmieniła. Widać, że zmiana przyniosła odpowiednie efekty.

Słowo „gegenpressing” jest najczęściej używanym w trakcie treningów?
Tak można powiedzieć, to słowo każdemu weszło w krew. Wszyscy mamy już to zaszczepione, więc trener nie musi go tak często powtarzać jak na początku. Trener używa też kilku innych ciekawych słów, które tylko my jesteśmy w stanie rozszyfrować.

Na przykład?
Nie chcę zbyt dużo zdradzać, ale jednym z nich jest „iglo”.

Iglo?
Tak, chodzi o to, abyśmy byli razem, zmniejszyli odległości, ale nie chcę dokładniej wyjaśniać, bo to są takie słówka, których znaczenie zna drużyna i trener. Takich określeń jest sporo, wszyscy je rozumiemy i jesteśmy jeszcze mniej przewidywalni dla rywali, którzy nie wiedzą o co chodzi.

Przeciwnicy nie patrzą się na was dziwnie, kiedy słyszą te hasła?
My chcemy być wariatami na boisku, którzy orzą murawę i chcą zagryźć przeciwnika. Chcemy wywierać cały czas presję na rywalach i kontrolować mecze.

Czujesz się już wiślakiem?
Jestem w Wiśle od dłuższego czasu, zżyłem się z miastem i klubem, dobrze mi w Krakowie, tutaj urodził się mój syn, więc siłą rzeczy utożsamiam się z Białą Gwiazdą.

Do Wisły przyszedłeś z Lecha. Żałujesz, że nie udało się zaistnieć w Kolejorzu?
Kiedy występowałem w akademii Lecha marzyłem o występach na Bułgarskiej przy pełnych trybunach. Dzisiaj jak do tego wracam to pojawia się w głowie żal, że się nie udało… Im byłem starszy tym bardziej dojrzewałem do tego, że na Lechu świat się nie kończy. Byłem wypożyczany do różnych klubów, wiedziałem, że mogę zaistnieć gdzieś indziej i w końcu podjąłem decyzję o transferze definitywnym. Poznański rozdział odciąłem i zacząłem pisać nowy. Tak naprawdę to nie wiem, czy to ja mam żałować czy może Lech powinien żałować, że nie postawił na mnie. Dzisiaj gram w Ekstraklasie na dobrym poziomie i jestem z tego dumny.

Odważne słowa, że Lech może żałować.
Nie chcę, aby to zabrzmiało, że jestem jakiś zarozumiały czy coś w tym stylu. Lech ze mnie zrezygnował, oddał mnie do Wisły, w której wypłynąłem na głębokie wody. Jestem pewny swoich umiejętności, znam swoją wartość i uważam, że dobrze postąpiłem, bo cały czas się rozwijam.

Jak w ogóle trafiłeś do Lecha?
Jako dziesięciolatek przeniosłem się z Promienia Żary do UKP Zielona Góra, w którym występowałem przez kilka lat. Mieliśmy tam fajną ekipę, kilku z nas grało w kadrze województwa lubuskiego. Występowałem w jednej drużynie między innymi z Konradem Michalakiem, który dzisiaj gra w Turcji, Patrykiem Muchą, który jest w Widzewie Łódź czy Jakubem Szrekiem, który jest zawodnikiem Odry Opole. Mieliśmy wielu utalentowanych zawodników, ale tak naprawdę tylko nasza czwórka zaistniała w poważnym futbolu, reszcie nie wyszło z różnych przyczyn. Lech zaprosił mnie na trzydniowe testy po jednym z meczów reprezentacji województwa. Długo się nie zastanawiałem, spakowałem się i pojechałem do Wronek.

Co się dzieje w głowie szesnastolatka, kiedy dostaje zaproszenie od jednej z najlepszych akademii w Polsce?
Czułem olbrzymią radość, stresu w zasadzie nie było. Pochodzę z Zielonej Góry, wielu chłopaków z mojego miasta marzy o występach w Lechu, więc tym bardziej czułem się doceniony. Testy miały trwać trzy dni, a ja już po pierwszym dniu wiedziałem, że zostanę w Kolejorzu. Trenowałem pod okiem trenera Andrzeja Dawidziuka, spodobałem się mu i klub zapalił zielone światło na transfer.

Dlaczego ci się nie udało zaistnieć w pierwszym zespole Lecha?
Nie byłem jeszcze gotowy na występy w Ekstraklasie. Lech wypożyczał mnie do Miedzi Legnica i Podbeskidzia Bielsko-Biała, ale w tych klubach nie prezentowałem poziomu, aby w Poznaniu zobaczyli, że jestem gotowy na pierwszy skład. Cały czas czegoś brakowało, nie wiem czego… Był moment, kiedy pojechałem z pierwszym zespołem jako bramkarz rezerwowy. Pojawiały się wtedy głosy, że może wskoczę do bramki, ale ostatecznie tak się nie stało. Trener Dawidziuk miał na mnie inny plan. Chciał mnie przygotować do występów na najwyższym poziomie, wiedział, że mogę się spalić, a plan był taki, że jak już wejdę do bramki, to mam w niej zostać na stałe, a nie zaliczyć jednorazowy epizod.

Później trafiłeś do Rakowa, gdzie w końcu zacząłeś regularnie bronić. Jak wspominasz współpracę z trenerem Markiem Papszunem?
Do dzisiaj czasami potrafimy do siebie zadzwonić, pogadamy kilka minut i jesteśmy w dobrych relacjach. Rozstaliśmy się w pozytywnych stosunkach, przy okazji każdego spotkania z Rakowem lubię porozmawiać nie tylko z trenerem Papszunem, ale też z Maciejem Sikorskim – trenerem bramkarzy. Sam pobyt w Częstochowie uważam za przełomowy w mojej dotychczasowej przygodzie z piłką. Wolałem przejść do drugoligowego zespołu, czyli wykonać tak naprawdę krok w tył, aby później postawić dwa do przodu i wskoczyć do Ekstraklasy.

Pomogłeś w awansie do pierwszej ligi, w której również regularnie broniłeś. Poczułeś, że twój czas nadchodzi?
Na pewno nie poczułem się panem bramkarzem i nie odbiła mi sodówka. Byłem zadowolony, że trafiłem na takich ludzi i zespół, w którym mogę się rozwijać i regularnie grać. Złapałem pewność siebie, zebrałem doświadczenie, pojawiło się zainteresowanie Wisły Kraków i miałem przeczucie, że jestem już gotowy na Ekstraklasę.

Przechodziłeś do Wisły z zapewnieniem, że będziesz pierwszym bramkarzem, czy sprowadzano cię jako zmiennika?
Żadne deklaracje nie padły. Nikt nie może nikomu obiecać miejsca w wyjściowym składzie jeszcze przed pierwszym treningiem. Przychodziłem do Krakowa, aby wywalczyć miejsce w jedenastce, nie chciałem nic za darmo. Od pierwszego treningu ciężko pracowałem na zaufanie trenera. Wisła miała na mnie plan, a ja chciałem się odwdzięczyć za daną szansę. W końcu doczekałem się debiutu w Ekstraklasie.

Pamiętasz ten mecz?
Tego nigdy nie zapomnę. Graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku, Michał Buchalik dostał czerwoną kartkę, wszedłem do bramki z marszu, bez żadnej rozgrzewki. Niby mówi się, że bramkarz rezerwowy musi być zawsze gotowy do wejścia, ale na 100 meczów 99 razy spędzasz 90 minut na ławce. Na wejściu od razu musiałem wyjąć piłkę z siatki, Arvydas Novikovas uderzył z rzutu wolnego, ja zdołałem jeszcze odbić futbolówkę, ale dobił ją Roman Bezjak. Ostatecznie okazało się, że piłka już przekroczyła linię bramkową przy strzale z rzutu wolnego i gola przyznano Novikovasowi. Później, kiedy oglądałem powtórki tej interwencji, to widziałem, że jak na wejście bez rozgrzewki i tak zrobiłem bardzo dużo, aby gola nie było, dobrze zebrałem się do tej interwencji i nie miałem sobie niczego do zarzucenia.

Wszedłeś do bramki i nie oddałeś już miejsca w składzie do końca sezonu. Całkiem nieźle jak na debiutancki rok w Ekstraklasie.
Małe sprostowanie: oddałem na kilkadziesiąt minut meczu z Cracovią. Przed derbami trener stwierdził, że musi coś zmienić i znowu postawił na Michała Buchalika. Po trzydziestu minutach Michał złapał kontuzję i wróciłem do bramki. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i oddało to, co zabrało w pierwszych dwóch kolejkach sezonu. Przed inauguracją doznałem kontuzji, choć dochodziły mnie słuchy, że to ja zacznę rozgrywki w pierwszym składzie. Tydzień przed pierwszym meczem z Arką naciągnąłem więzadła poboczne w kolanie i występ był niemożliwy.

Generalnie twój początek z Wisłą to niezła huśtawka nastrojów: kontuzja przed startem sezonu, debiut z ławki, później regularna gra, a na koniec rundy jesiennej przygoda ze słynnym inwestorem Vanną Ly.
Trochę się działo, na nudę nie mogłem narzekać. Dużo już przeżyłem w Krakowie. Najpierw brak pieniędzy, później wymyślony właściciel, klub był już prawie w rękach niewłaściwych ludzi – nazbierało się… Pamiętam jak przed meczem z Lechem Vanna Ly przyjechał z dwiema osobami na rozmowę z nami, obiecywał, przekonywał, wierzyliśmy mu. Czuliśmy, że wszystko jest już blisko, oczekiwaliśmy zmian, a po kilku dniach słuch o nim zaginął. Śledziliśmy dokładnie wszystkie doniesienia, czekaliśmy na ten legendarny przelew, ale się nie doczekaliśmy…

Ale doczekałeś się występów w jednej drużynie z legendą polskiej piłki – Jakubem Błaszczykowskim.
Przyjście Kuby do Wisły to było olbrzymie wydarzenie dla klubu. Do dzisiaj robi na mnie wrażenie, że mogę dzielić szatnię z takim zawodnikiem. Nigdy bym nie pomyślał, że będę kolegą z takim zawodnikiem jak Kuba. Od początku było widać po nim, że grał na bardzo wysokim poziomie, ale przy tym ma kapitalną osobowość i każdy trening czy mecz z nim to wielka przyjemność. Czasami kontuzje go dotykają i przeszkadzają, ale kiedy jest zdrowy to jego obecność na boisku jest dla nas olbrzymim wzmocnieniem.

Pamiętasz waszą pierwszą rozmowę?
Nie mówiłem do niego na pan, choć mam do niego olbrzymi szacunek i zwracałem się bardzo grzecznościowo. Pierwszą rozmowę odbyłem na treningu, kiedy mieliśmy grę na utrzymanie i podpowiedział mi, abym lepiej się ustawił, co natychmiast pomogło mi oraz drużynie.

Pojawiają się w twojej głowie myśli o transferze zagranicznym?
Jako młody chłopak marzyłem o debiucie w Ekstraklasie, później o regularnej grze. To się udało zrealizować, dlatego trzeba stawiać sobie kolejne cele, a jednym z nich jest transfer zagraniczny. Jestem ambitnym człowiekiem, podnoszę sobie poprzeczkę i w przyszłości chciałbym spróbować sił w mocniejszej lidze. Czerpię pełnymi garściami z życia i chcę wycisnąć z siebie jak najwięcej.

Rozmawiał: Paweł GOŁASZEWSKI

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Polska Ekstraklasa

Raków Częstochowa wypożyczył piłkarza

Raków Częstochowa wydał komunikat, za pośrednictwem którego poinformował o wypożyczeniu piłkarza.

2024.11.24 Czestochowa
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2024/2025
Rakow Czestochowa - Korona Kielce
N/z Stadion Rakowa
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.11.24 Czestochowa
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2024/2025
Rakow Czestochowa - Korona Kielce
Stadion Rakowa
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Oto następca Rochy w Zagłębiu

Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.

Magdeburg, Sachsen-Anhalt, Deutschland, 03.08.2025: Avnet Arena: 1. Spieltag, Saison 2025/26, 2. Fussball-Bundesliga: 1. FC Magdeburg - Eintracht Braunschweig: Levente Szabó 11, Eintracht Braunschweig *** Magdeburg, Saxony-Anhalt, Germany, 03 08 2025 Avnet Arena 1 Matchday, Season 2025 26, 2 Soccer Bundesliga 1 FC Magdeburg Eintracht Braunschweig Levente Szabó 11, Eintracht Braunschweig Copyright: xdtsxNachrichtenagenturx dts_77384
2025.08.03 Magdeburg
pilka nozna , 2. liga niemiecka
1. FC Magdeburg - Eintracht Braunschweig
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Motor Lublin przedłużył kontrakt z kluczowym zawodnikiem

Motor Lublin ogłosił przedłużenie kontraktu z jednym z najważniejszych członków drużyny. Solidnie zabezpieczył jego przyszłość.

2025.07.20 Lublin pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026 
Motor Lublin - Arka Gdynia
N/z  Bartosz Wolski
Foto Ireneusz Wnuk / PressFocus

2025.07.20 Lublin Football - Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026 
Motor Lublin - Arka Gdynia
Bartosz Wolski
Credit: Ireneusz Wnuk / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Hit staje się faktem! Adrian Przyborek trafi do wielkiego klubu Serie A!

Adrian Przyborek będzie grał w Serie A! Polski zawodnik trafi na Półwysep Apeniński, a Pogoń Szczecin zarobi spore pieniądze na swoim zawodniku.

2025.11.09 Szczecin Stadion im. Floriana Krygiera
pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Pogon Szczecin - Jagiellonia Bialystok
N/z Adrian Przyborek
Foto Szymon Gorski / PressFocus

2025.11.09 Szczecin Stadion im. Floriana Krygiera
football Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Pogon Szczecin - Jagiellonia Bialystok
Adrian Przyborek
Credit: Szymon Gorski / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Media: Utalentowany obrońca zagra w Ekstraklasie

Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.

2024.09.30 Rzeszow
Pilka nozna Betclic 1 Liga sezon 2024/2025
Stal Rzeszow - GKS Tychy
N/z Michal Synos
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2024.09.30 Rzeszow
Football Polish First League season 2024/2025
Stal Rzeszow - GKS Tychy
Michal Synos
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus
Czytaj więcej