Nikt dziś nie jest w stanie wymyślić finału Ligi Mistrzów, w którym Steaua Bukareszt pokonuje Barcelonę. Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, by bohater takiego meczunagle zniknął z futbolu. A tak się stało z bramkarzem, który wielkiej Barcelonie sprawił psikusa broniąc cztery rzuty karne. Kto jednak mógł tego dokonać, jak nie człowiek urodzony w prima aprilis.
ZBIGNIEW MUCHA
To, co dziś niemożliwe, trzy dekady temu było sporą niespodzianką lub co najwyżej małą sensacją. Kluby z Europy Wschodniej co jakiś czas, potrafiły płatać pucharowe figle. Droga do trofeum była uproszczona, a pieniądze dzielone przez europejską centralę nie pogłębiały, jak dziś, przepaści między bogatymi i biednymi.
Wejdź w jego głowę
A że akurat ówczesną Barcelonę można było ugryźć dowiedli wiosną 1986 roku, w półfinale rozgrywek, Szwedzi z Goeteborga. Solidny IFK wypracował w pierwszym meczu znakomitą zaliczkę – 3:0, a mimo to w rewanżu odpadł po serii rzutów karnych. Ale to był sygnał, że Barca w finale nie musi być drużyną poza zasięgiem rumuńskich czempionów. Była faworytem – to prawda, wspierali ją fani, których do Sewilli zjechało nieporównywalnie więcej niż Rumunów (tych ledwie kilkuset) – też prawda. Miała w składzie uznanych futbolistów, z jedną mega gwiazdą – Berndem Schusterem, ale nie miała już – Diego Maradony, a jeszcze nie – Ronalda Koemana czy Pepa Guardioli.
Zacznijmy tę historię od samego meczu. Drużyna Emericha Jeneia zaryglowała dostęp do własnej bramki. Środkiem defensywy rządził znakomity Miodrag Belodedici, reszta podporządkowała się narzuconej dyscyplinie taktycznej, w związku z czym 120 minut gry nie przyniosło gola. Jedenastki miały być atutem piłkarzy Barcy, którzy mieli świeżo w pamięci wygrany ich konkurs z IFK. I nawet lepiej rozpoczęli sewilską batalię, bo Javier Urruti zatrzymał uderzenie Mihaila Majearu. A mimo to wszystko na nic – ostateczny wynik 2:0 dla Rumunów brzmi nieprawdopodobnie, ale ich 27-letni bramkarz Helmuth Duckadam obronił wszystkie cztery strzały Katalończyków! Rzucił się trzykrotnie w swoją prawą stronę, aż doszedł do wniosku, że Marcos w końcu będzie chciał coś zmienić, wtedy poszedł w lewo. Przewidział wszystko z precyzją godną inżyniera, którym był z zawodu, albo też z wyczuciem zawodowego diagnosty i naprawiacza ludzkich umysłów, którym… mógł być.
– Gdybym nie został piłkarzem, z pewnością byłbym psychiatrą. Zawsze lubiłem chodzić po ulicach i patrząc na ludzi, myśleć: „Co im siedzi w głowach?” – cytował golkipera, ale prywatnie również zapalonego pokerzystę, Jonathan Wilson w książce „Bramkarz czyli outsider”.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (11/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.