Przejdź do treści
Daniel Iwanowski walczy o powrót do zdrowia. Niespotykany przypadek

Polska Ekstraklasa

Daniel Iwanowski walczy o powrót do zdrowia. Niespotykany przypadek

Wielkanoc kojarzy się wszystkim zazwyczaj dobrze. To czas dla rodziny. Nie inaczej było z Danielem Iwanowskim. Było, bo właśnie pierwszego dnia tych świąt z potwornym bólem brzucha trafił do szpitala i został tam na pięć tygodni, a potem były kolejne. W sumie od kwietnia w różnych szpitalach spędził 70 dni. Lekarze nie postawili do tej pory jednoznacznej diagnozy. Ale teraz przynajmniej nie boli, przyjmuje silny steryd, po którym nie spał ostatnio cztery dni.

Daniel Iwanowski walczy o powrót do zdrowia

Jakub Błaszczykowski na wylocie z Borussii?! – KLIKNIJ!

Najpierw byli na mszy, potem tradycyjne wielkanocne śniadanie. Zjadł trochę żurku i ból się nasilił. Wrócił z narzeczoną Marzeną do domu. Położył się, ale to nie pomagało, trzeba było pójść do szpitala. Ważył wtedy 84 kilogramy, dziś waży 62, tkankę tłuszczową ma na poziomie 4,3 procent. Ale waga już nie spada.

– Lekarze mówią, że znikam im w oczach. Dobrze, że byłem sportowcem, wiadomo, miałem trochę więcej mięśni. Gdyby nie to, wyglądałbym jak szkieletor, sama skóra i kości. Na szczęście ostatnio sytuacja się unormowała – opowiada Daniel Iwanowski. – Mogę przyjmować tylko płyny, zero innego jedzenia. I to też nie wszystkie płyny, tylko sam rosół. Albo zblenderowaną marchew z odrobiną ziemniaków lub makaronu. Żadnej śmietany, nabiału, nic. Energii czasem brakuje, były momenty, że miałem problem z dojściem do ubikacji.

Szczęście bramkarza

Występował głównie w niższych ligach. Jako młody chłopak podpisał pięcioletnią umowę z Amiką Wronki. Grał tam w rezerwach, choć jak sam zaznacza kilka razy siedział na ławce rezerwowych w Ekstraklasie. To był czas, kiedy we Wronkach były duże pieniądze i dobrzy zawodnicy. W pierwszym zespole główną rolę odgrywali Paweł Kryszałowicz i Marek Bajor, do głosu dochodziło pomału młodsze pokolenie z Jarosławem Bieniukiem na czele, przyszedł Grzegorz Szamotulski, trenerami byli Stefan Majewski czy Paweł Janas.

– Dużo pomagał mi Czesiu Michniewicz, który najpierw był bramkarzem, a potem przygotowywał się do roli trenera. Zresztą tak już potem było przez całą karierę, często właśnie z Czesiem konsultowałem zmiany klubów, on mi podpowiadał jako starszy kolega, bo nigdy nie miałem menadżera – wspomina. – Wszyscy młodzi zawodnicy chcieli grać we Wronkach. Mieliśmy zapewnione mieszkania i wyżywienie, stypendia. A za wygrany mecz w rezerwach dostawaliśmy 1200 złotych premii. To była końcówka lat dziewięćdziesiątych, więc taka kwota była naprawdę poważna, zwłaszcza dla młodych chłopaków. Konkurencja była jednak ogromna, przecież do rezerw schodzili zawodnicy z pierwszej drużyny, dlatego nie zawsze było można na premię się załapać. Do klubu przyszedł też Maciej Mielcarz, mój rocznik, z Lecha Poznań i jemu na pewno było łatwiej niż chłopakowi z małego Zambrowa. Trzymałem z Bartkiem Koniecznym, Darkiem Dudką, Szymonem Sawalą. Fajne czasy, choć społeczność we Wronkach była specyficzna, czasem wystarczyło potknąć się o krawężnik, a już całe miasto mówiło, że Amikowcy chodzą po mieście pijani. Życie jednak szybko mija, a co dopiero kariera piłkarska…

Do Wielkanocy trenował. W Ruchu Wysokie Mazowieckie, czyli nieopodal rodzinnego Zambrowa. W Ekstraklasie nigdy nie dane mu było zadebiutować. Za to znalazł normalną pracę i łączył ją z treningami. Ze zderzeniem z szarą rzeczywistością nie miał problemu. Ktoś dał mu numer telefonu, zadzwonił, dostał pracę.

Mieć kobietę w domu

– Szczęście bramkarza – śmieje się. – Dobra robota w zakładach mięsnych. Nie to, że fizyczna. Pracowałem w kontroli jakości, mięso z naszych zakładów trafia potem do Francji i Portugalii. Pewna praca, to ważne. Kiedyś w Kozienicach grałem z Grześkiem Seremakiem. Niezły napastnik, strzelał naprawdę dużo bramek, miał propozycje z wyższych lig. Ale w Kozienicach dostał robotę na basenie i został. Tam w ogóle powstał wtedy nowy stadion, właśnie ten basen, wszystko budowała firma prezesa klubu. Dostawał zlecenia, bo miał utrzymywać zespół. Zawodnikom jednak zapominał płacić.

W Zambrowie, wspólnie z narzeczoną, wziął kredyt i kupił mieszkanie. Na nowym osiedlu, schludnie urządzone. Poznali się, kiedy bronił w ŁKS Łomża. Blisko 4 lata temu. Pracowała w sklepie w Zambrowie, zresztą obecnie też pracuje. Po treningach robił tam zakupy: – Przyszedłem raz, drugi, trzeci, myślę: kurde, wpadła mi w oko – uśmiecha się sam do siebie. W październiku tego roku mieli wziąć ślub, wcześniej miały być wakacje w Chorwacji. W związku z chorobą Daniela, plany trzeba było odłożyć.

– Przy Marzence dopiero zrozumiałem, co to znaczy mieć kobietę w domu. Wcześniej miałem różne dziewczyny, ale od żadnej nie dostałem tyle ciepła. Bardzo mi pomaga. Jak miała dwa tygodnie urlopu, a ja leżałem w szpitalu w Białymstoku, nie odchodziła od mojego łóżka. Jak z kolei leżałem w Łomży, nie wiem, co to był za pech, że jak tylko do mnie przychodziła, dostawałem ataku bólu. Marzenka wychodziła z pokoju i płakała – denerwuje się. – Chciałem tylko z nią porozmawiać… To tak musiało być? Akurat wtedy musiałem zwijać się z bólu? Potem lekarze podawali mi silne środki przeciwbólowe z morfiną na czele. Po takich lekach człowiek obojętnieje, zamienia się w roślinę, przykładasz głowę do poduszki i zasypiasz. Właśnie w święta mieliśmy informować rodzinę o naszych planach na życie…

Koszty leczenia są duże. W zakładach mięsnych zatrudniony jest na umowę o pracę, więc ma opłacane ubezpieczenie zdrowotne. To oznacza, że za pobyt w szpitalu i wizyty u kolejnych lekarzy nie trzeba płacić. Przynajmniej w teorii, bo zwłaszcza w przypadku szczegółowych badań terminy są odległe. A czas dla procesu leczenia ma kluczowe znaczenie, organizm trzeba na bieżąco monitorować, żeby wiedzieć czy choroba nie postępuję.

Skąd to cholerstwo

– Chciałem zapisać się na badanie, a pani w okienku mówi, że zaprasza za pół roku – znów podnosi głos. – A przecież trzeba działać szybko, gdzie czekać pół roku! Muszę korzystać z oszczędności, ale są już na wykończeniu. Wychodzisz do lekarza, bierzesz ze sobą 2 tysiące złotych, myślisz, że to dużo, a wracasz i masz 200 złotych w kieszeni. Taka to jest darmowa służba zdrowia. Badanie tomografem kosztuje około 700 złotych, do tego kontrast za około 150 złotych, żeby sprawdzić czy jelita się udrożniają, sama wizyta u wysokiej klasy specjalisty od ręki, to kolejne 150 złotych. Badania krwi, gastroskopia, kolonoskopia, sterydy też nie są refundowane. I nie idziesz raz na pół roku, ale raz, czasem dwa razy w miesiącu. Skąd na to brać? Oboje z Marzenką pracujemy, ja właściwie jestem na zwolnieniu, a na umowie miałem minimum krajowe. Na szczęście prezes przedłużył mi umowę, a nie musiał, wygasała 1 czerwca, już byłem chory – dobry człowiek. A przecież jest jeszcze życie, opłaty, kredyt… Dlatego jestem niezwykle wdzięczny kibicom Stomilu Olsztyn, w którym też grałem. Zwłaszcza Emilowi. Człowiek spędził tam dwa lata, ale zapracował sobie na sympatię. Napisali, że jestem jednym z nich. Kibice zebrali dla mnie trochę pieniędzy w trakcie obchodów 70-lecia klubu, piłkarze też przekażą koszulkę na licytację – dzwonił ostatnio kapitan Stomilu Janusz Bucholc.

Lekarze nie postawili jeszcze ostatecznej diagnozy. Kilka razy przymierzali Iwanowskiego do operacji, potem jednak rezygnowali. Mówią, że to niespotykany przypadek, nikt nie potrafi powiedzieć nie tylko co dokładnie się dzieje, ale także skąd ta choroba się wzięła. W końcu to były piłkarz, nigdy nie palił papierosów, większość czasu spędzał na powietrzu, a nie w jakiejś zatęchłej fabryce, był w ruchu. W teorii okaz zdrowia.

– Czasem siadamy z Marzenką i zastanawiamy się skąd to cholerstwo – opowiada. – Żeby człowiek chorował wcześniej, miał objawy, a tu nic. Normalnie żyłem. Praca, treningi. W rodzinie też nie było takich przypadków, jeśli były problemy, to z sercem. W szpitalu w Łomży leżałem kilka tygodni, nic nie było wiadomo, aż nagle na obchodzie lekarze mówią: operacja. Jak to operacja? To tyle czasu nic nie był wiadomo, a teraz nagle pod nóż? Wystraszyłem się, jakby mnie otworzyli i zaraz zamknęli, bo tak mogłoby być, byłaby to jeszcze większa trauma.

W chorobie nie został sam, to najważniejsze. Jest Marzena, jest mama, która wybłagała, żeby przyjęli go do szpitala MSWiA w Warszawie, są też starzy znajomi z boiska. Dzwonią, interesują się, na przykład Szymon Sawala, z którym znają się od czasu Amiki.

Nie walczy się od razu

– Rzuca go coraz bliżej Zambrowa, najpierw Bełchatów, teraz Dolcan Ząbki, niedługo spotkamy się na kawie. To znaczy ja na wodzie, bo kawy mi nie wolno – śmieje się. Jest w stałym kontakcie z braćmi Łukaszem i Rafałem Gikiewiczami, z Grzegorzem Sandomierskim, ostatnio dzwonił Janusz Niedźwiedź, który też był w Amice. Proponował, że może wyniki badań Daniela podrzucić do konsultacji śląskim lekarzom. Z pomocą przyszedł też, a może przede wszystkim, ŁKS Łomża. Prezes klubu Jarosław Kulesza i trener Mateusz Miłoszewski zapraszają Daniela na treningi, dba o niego pani Ania, która jest dyrektorem w ŁKS. Na ile może pomaga bramkarzom, udziela rad.

– Mogę się wyrwać z domu. Siedzisz w czterech ścianach i nie ma siły, żebyś nie myślał o chorobie. To niemożliwe. Co innego jak masz zajęcie – opowiada z wigorem. – Mogę wyjść z domu w konkretnym celu, porozmawiać z ludźmi, być bliżej piłki. A skoro mogę pomagać bramkarzom ŁKS, to i w domu mam dodatkowe zajęcie. Ostatnio rozrysowuję im treningi, znalazłem nawet informację o kurso-konferencji dla trenerów bramkarzy, podobno mają być takie zajęcia w Warszawie. Może spróbuję? Planuję przyszłość. Prezes Kulesza obiecał, że jak tylko wrócę do lepszej formy, wejdę w skład sztabu szkoleniowego, zostanę trenerem bramkarzy ŁKS. Zresztą już teraz tak mnie traktują, choć wiadomo – nie zawsze mogę być na treningach.

Operacja, na którą jeszcze się nie zdecydował, wiąże się z tym, że do normalnego życia wrócić będzie ciężko. Dlatego ją odwleka. Na szczęście jest młody, niedługo skończy dopiero 35 lat. Profesor Marek Durlik ze szpitala MSWiA w Warszawie w trakcie spotkania z jego mamą zapytał o wiek pacjenta. Kiedy usłyszał odpowiedź, od razu nakazał stawienie się u niego jeszcze tego samego dnia. Sam Daniel podzielił chorobę na etapy, jak w piłce – okres przygotowawczy i okres startowy.

– Kiedy dowiadujesz się, że jesteś poważnie chory, w jednej sekundzie nie podejmujesz decyzji: będę walczył. No chyba że ktoś nie ma układu nerwowego – opisuje. – U mnie trwało to trzy dni. Wtedy zadawałem sobie te wszystkie pytania: dlaczego ja, co dalej, jak będzie wyglądało życie, czy w ogóle będzie. Potem odstawiłem to na bok. Na boisku nigdy się nie poddawałem, teraz również nie zamierzam. Na koniec tego drugiego etapu chciałbym móc normalnie jeść. To znaczy wiem, że już zapewne nigdy nie zjem normalnie, ale chociaż produkty gotowane na parze.

Przemysław PAWLAK

Jeśli ktoś z Czytelników „PN” chciałby wesprzeć finansowo Daniela w walce z chorobą, poproszę o kontakt pod adresem mailowym: [email protected]


Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej