Daria Antończyk, bramkarka Unii Racibórz dla PN: Baba nie do garów
Dobrych bramkarzy mamy w Polsce w bród i to nie tylko wśród płci tak zwanej brzydkiej. Daria Antończyk strzeże świątyni Unii Racibórz i czyni to na tyle skutecznie, że regularnie reprezentuje barwy narodowe. Daria ma jeszcze dwie kolosalne zalety – jest piękną kobietą, a przy okazji niezwykle miłą. Po prostu fajnie się z nią rozmawia.
– Patrzę na panią i oczom nie wierzę. Jak mogło się zdarzyć, że tak subtelna dziewczyna zaczynała karierę sportową od boksu? – Mogło dojść do klasycznego rozdwojenia osobowości – śmieje się Daria Antończyk. – Zarówno piłką, jak i boksem zajmowali się mój tata i dziadek. Opowieści domowych o sporcie nie było końca. W pewnym sensie byłam zatem na ten ring skazana. Geny zrobiły swoje. I dlatego zostałam bokserką w GKS Jastrzębie. Były to czasy biedniutkie, boks amatorski już mocno zmierzał ku upadkowi. Trenowałam wraz z koleżanką, a sparowałam z kolegami, którzy nie przenosili mnie wagą. Ale te walki wychodziły mi raczej średnio. Tak czy inaczej zdołałam wywalczyć brązowy medal podczas mistrzostw Polski. To największy sukces.
– Ale żeby od razu bić inną białogłowę po buzi. Pani Dario! – Wiem, że nie wszystkim taka filozofia życiowa się podoba. Ale nie zmienimy faktu, że panie boksują i jest to nic innego, jak próba sprawdzenia się. Mężczyźni też się biją w ringu, a później zostają dobrymi przyjaciółmi.
– W końcu ten boks pani zarzuciła. Po dziesięciu walkach. – Zawsze przychodzi czas na zastanowienie się. Pojawił się futbol i ciężko było trzymać dwie sroki za ogon. A w dwóch miejscach jednocześnie przebywać nie sposób. Boks musiał oddać pole piłce.
– I za to środowisko piłkarskie powinno pani z całego serca podziękować. – To ja dziękuję za miłe słowa.
– Zaczynała pani jako klasyczny napastnik. Czy napastniczka? – Mniejsza o nazewnictwo. I nawet zdarzało się, że strzelałam ładne bramki. Ale był to czas, gdy nasza drużyna dopiero się tworzyła i grałyśmy raczej radosny futbol. Z czasem pojawił się pomysł na tę bramkarkę i doczekał się urzeczywistnienia. Nie żałuję.
– Ciekawej rzeczy się dowiedziałem. Gra pani na najwyższym poziomie, natomiast nie do końca utożsamia z futbolem. – Nie jestem zagorzałym kibicem piłki nożnej. Nie wymądrzam się w towarzystwie i nie sypię jak z rękawa nazwiskami gwiazd. Nie rozprawiam godzinami o ich umiejętnościach i przewagach czy taktykach drużyn. Chętnie obejrzę dobre spotkanie, ale to wszystko. Mówiąc wprost, jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem. Skupiam się na faktycznej, a nie oglądanej w telewizji grze w piłkę. I chyba dobrze na tym wychodzę. Jakoś już tak mam.
– To znaczy, że nie utożsamia się pani z jakąś konkretną gwiazdą światowego futbolu. – I dotyczy to obu płci. Bezkrytyczne patrzenie na uznane wielkości nie ma najmniejszego sensu. Nie mam powodu, by do kogokolwiek na siłę się upodabniać.
– Mężczyźni lubią, niekiedy kochają kobiety. Ale generalnie nie znoszą, gdy uprawiają sport, który – ich zdaniem – zarezerwowany jest tylko dla facetów. – Zgadza się. Ale to nie było pytanie.
– Gdzieś czytałem słowa, których użycie przypisał pani jakiś dziennikarz. Miała pani użyć słów babochłopy, dresiary itp. – Dziennikarz, który mi to przypisał, powinien mocno się zaczerwienić i porządnie pokajać. Nigdy nic takiego nie powiedziałem. Natomiast prawdą jest, że jesteśmy postrzegane jednostronnie i często niesympatycznie. Przez facetów oczywiście, choć i panie potrafią być okrutne. Facet myśli tak: kobieta piłkarz? To ani piłkarz, ani kobieta.
(…)
Rozmawiał Grzegorz PAZDYK
Cały wywiad w najnowszym miesięczniku Piłka Nożna Plus
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.