Z właściwą odpowiedzią na pytanie o najlepiej zarabiającego piłkarza w Serie A powinien mieć problem nawet ktoś całkiem dobrze zorientowany w niuansach calcio.
TOMASZ LIPIŃSKI
Gdzie indziej najbogatszego szukamy wśród zagranicznych gwiazd albo napastników okupujących czołowe miejsca w klasyfikacji strzelców. I trafiamy. We Włoszech – nie.
Przed Argentyńczykami
Pierwszeństwo należy się rzemieślnikowi, wprawdzie bardzo dobremu, ale tylko rzemieślnikowi, który sam meczów nie wygrywa, chociaż potrafi pociągnąć zespół do zwycięstwa. Ktoś bardzo normalny z zachowania i wyglądu (bliższy niechlujstwu niż metroseksualności, a to u piłkarzy rzadkość), z którym utożsamia się każdy kibic Romy. Dla nich jest wart tyle złota, ile waży. Oni bardziej nad zdolność do improwizacji i techniczne fajerwerki cenią u niego zdolność do poświęceń. I wierność.
Daniele De Rossi oddał Romie całe piłkarskie życie, za co ona odpłaca 6,5 miliona euro rocznie. To zgodnie z kontraktem przedłużonym w lutym 2012 roku na dalszych pięć lat. Na takie warunki przystali już amerykańscy właściciele, którzy w pierwszych miesiącach działalności także ze względów prestiżowych nie mogli pozwolić odejść symbolowi klubu. A De Rossi miał wtedy, jak wcześniej i później, oferty od chyba wszystkich najbogatszych klubów Europy. Od Realu Madryt do Manchesteru United. Niezmiennie odpowiadał, że Roma jest najważniejsza i żałuje tego, że może jej poświęcić tylko jedną karierę. Podczas wielu już lat wzorowego małżeństwa tylko raz miał pokusę na skok w bok.
W sezonie 2012-13 jego pozycję w drużynie zmarginalizował Zdenek Zeman, który w przypływie szaleństwa ocenił, że Grek Panagiotis Tachtsidis lepszym pomocnikiem jest, i obrzydził rzymskie dolce vita De Rossiemu. Nacisnął mocniej Manchester United, Włoch prawie uległ i wtedy… zmienił się trener. A jak już nastały rządy Rudiego Garcii, to sielanka wróciła. De Rossi ponownie stał się niezbędny i nietykalny. Pomocnik do wszystkiego. Pierwszy, który daje sygnał do walki, ostatni, który się z niej wycofuje. Trenerzy – z jednym wyjątkiem – od takich jak on zaczynają ustalanie składu.
(…)
Cały artykuł w najnowszym numerze tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!