Debata PN z Urbanem. O konflikcie z kibicami i zimowej wyprzedaży w Legii
Podczas pierwszej kadencji Jana Urbana w warszawskiej Legii prowadzony przez niego zespół musiał grać nie tylko przeciwko ekstraklasowym rywalom, ale także przeciwko pustym trybunom. Protest minął, na Łazienkowską wrócił doping i wydawało się, że straszne czasy ciszy na trybunach przejdą na zawsze do historii. Nie minęła nawet chwila, do Warszawy wrócił Urban i jak na złość sympatycznemu szkoleniowcowi… konflikt kibiców z klubem!
(…)
– Od niedawna również nie wszystko jest w porządku. Dlaczego? – Przez krótki czas wszystko było OK. Trybuny zapełniały się do ostatniego krzesełka podczas europejskich pucharów i na początku ligi. Ale skończyło się. Na przykład byłem bardzo zdziwiony, wręcz zaskoczony tym, że podczas meczu z Jagiellonią pojawiły się pod adresem drużyny wulgarne okrzyki. Jesteśmy liderem i przegrywamy z Jagą, ale myśmy już w tym roku przegrywali z Podbeskidziem czy Piastem, a publiczność nam wyłącznie pomagała. I dzięki temu goniliśmy wynik. A tymczasem, choć nie ma Żylety, na trybunach pojawia się wrogość. To chyba nie jest normalne, za to może być dziwnie sterowane. Odnoszę zresztą wrażenie, że jest inspirowane, i to z pełną premedytacją.
– Może akurat tym kibicom chodziło o to, że piłkarze zarabiają krocie, a na boisku tego nie widać? – Może i tak, ale akurat z tej beczki nie ma co zaczynać. Kibic mówi: – Gdybym ja tyle zarabiał co oni, to trawę bym gryzł. Nie można w ten sposób argumentować. Pewne jest jedno – w mojej drużynie występuje wielu młodych zawodników, którym brak dopingu po prostu nie pomaga. Oni pod wpływem zorganizowanej pomocy ze strony kibiców czują się po prostu pewniej. Są swobodniejsi w poczynaniach, a dzięki temu bardziej kreatywni. Potrafią się w takich okolicznościach lepiej sprzedać na boisku. Gdy spotykają się z szyderką, gubią się. Najgorzej jest wówczas, gdy kibic zareaguje śmiechem na nieudane zagranie albo ewidentny kiks. Taka reakcja jest mocno deprymująca, a już zwłaszcza wtedy, gdy adresatem jest własny młody gracz, który oczekuje otuchy i zupełnie nie jest przygotowany na złośliwości.
– Jakie pan widzi wyjście z sytuacji? To, że wojewoda zamknął trybunę, nie wyczerpuje problemu. A tym bardziej – nie rozwiązuje. – To jest skomplikowany problem. Naprawić sytuację usiłowało już wielu ludzi z tak zwanym autorytetem. Mówię o byłych piłkarzach, politykach, osobach publicznych. Negocjatorów było tylu, że trudno ich wszystkich zliczyć. Uważam, że w pierwszym rzędzie do porozumienia powinno dojść środowisko kibiców, bo wcale nie jest to jednorodna grupa. Tam też działają różne odłamy i frakcje. A wszystkim naraz nie sposób dogodzić. W ten problem osobiście nie ingeruję, bo też nie do końca orientuję się we wszelkich niuansach. Przy okazji należy zdawać sobie sprawę, że to nie jest tylko problem Legii, ale wręcz całego kraju. Ostatni mecz Lecha z nami dał się zapamiętać z powodu fantastycznej oprawy meczu i kapitalnego dopingu, ale podobno było to już ostatnie takie spotkanie przy Bułgarskiej.
(…)
– Ile jest prawdy w tym, że po jesieni Legia może być znacząco wyprzedana? Spodziewa się pan, że Artur Jędrzejczyk i Dusan Kuciak pójdą w pierwszej kolejności pod młotek? – No cóż, już się sporo o tym mówi i pisze o ewentualnych transferach. Przecież wszyscy wiedzą, że w jakiś sposób ten budżet trzeba będzie załatać. Jedyną niewiadomą jest, czy wystarczy sprzedać za dobre pieniądze jednego, czy dwóch zawodników, czy na przykład większą ich liczbę, ale taniej.
– A jaki model postępowania bardziej by panu odpowiadał? Pozbycie się jednego gracza czy hurtowa wyprzedaż? – Oczywiście, że ten pierwszy wariant. Tak zresztą odpowie każdy zdrowo myślący trener. Może odpaść jedno ogniwo – nawet najbardziej strategiczne – ale i tak łatwiej taką sytuację spróbować naprawić. W przypadku wyprzedaży masowej drużynę trzeba budować często od nowa.
– W Legii takim ogniwem strategicznym jest Danijel Ljuboja. Jest świetny, ale zaawansowany wiekowo. Zatem nie ma strachu – jego raczej nikt nie kupi. – Jest to rozumowanie z gruntu niewłaściwe. Ljuboja to zawodnik, którego zawsze ktoś może kupić. Na przykład z Azji. Za godziwe pieniądze dla zawodnika i niewielki, ale interesujący dla klubu ekwiwalent z tytułu przedterminowego zwolnienia go z kontraktu.
(…)
Debatę spisali Adam GODLEWSKI i Grzegorz PAZDYK
Cała debata do przeczytania w najnowszym miesięczniku Piłka Nożna Plus
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.