Lech Poznań zademonstrował pokaz siły. Bezbłędny „Kolejorz” zdeklasował beznadziejną Wisłę Kraków aż 5:0 w hicie ósmej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy.
„Czego mamy się bać?!” – rzucił w buńczucznym tonie na przedmeczowej konferencji prasowej Maciej Skorża. Tą zuchwałą pewność siebie trener zaszczepił wśród swoich podopiecznych. Lech nie przestraszył się presji rekordowej frekwencji na trybunach (około 27 tys. widów), ani będącej na fali wznoszącej Wisły.
To była demonstracja siły w pełnym tego słowa znaczeniu. Bo przecież jak inaczej nazwać zwycięstwo w stosunku 5:0 nad jednym z najlepszych zespołów w całej stawce po całkowitej dominacji i i równie bezkompromisowej kontroli przebiegu boiskowych wydarzeń od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego?
Poznaniakom od samego początku narzucili krakowianom własny styl gry. Liczne i pełne pasji akcje ofensywne „Kolejorza” aż nadto kontrastowały z bezradnością „Białej Gwiazdy”, która nie potrafiła przekuć długiego i bez pomysłu rozgrywania piłki na dogodne sytuacje podbramkowe.
Tego samego nie można powiedzieć o piłkarzach Lecha. Nie dość, że często gościli pod polem karnym rywali, to na dodatek jednocześnie ich ataki okazały się do bólu skuteczne. Na rozwiązanie worka z golami bynajmniej nie trzeba było długo czekać. Niespełna dwa kwadranse.
W 29. minucie Joao Amaral oddał mocny strzał z wysokości piętnastego metra. Piłka po jego uderzeniu leciała w środek bramki, więc wydawać by się mogło, że Paweł Kieszek nie będzie miał większych problemów z interwencją, lecz ten nieoczekiwanie rzucił się w drugą stronę, a futbolówka zatrzepotała w siatce.
W doliczonym czasie gry pierwszej połowy po zespołowej akcji Pedro Rebocho zagrał piłkę z lewej strony wzdłuż pola karnego w kierunku dłuższego słupka, gdzie czyhał zamykający atak Adriel Ba Loua, który z bliskiej odległości tylko dopełnił formalności, notując debiutanckie trafienie przy Bułgarskiej.
Tuż po zmianie stron, bo w 52. minucie, portugalski duet dał Lechowi trzeciego gola. Amaral wtargnął w pole karne i posłał podanie wzdłuż bramki, dopadł do niego Rebocho, któremu nie pozostało nic innego jak odpowiednio ułożyć stopę i cieszyć się wraz z kolegami z zespołu i kibicami.
W 60. minucie po błyskawicznym kontrataku Amaral obsłużył prostopadłym podaniem wychodzącego na wolne pole Mikaela Ishaka. Szwed znalazł się w sytuacji sam na sam z Kieszkiem i wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. Mocnym uderzeniem bez przyjęcia nie dał golkiperowi żadnych szans.
Zaś w 77. minucie wręcz go upokorzył Chwilę wcześniej Serafin Szota dopuścił się zagrania piłki ręką w polu karnym. Sędzia nie miał wątpliwości, gdy wskazał na wapno. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Ishak, który efektowną podcinką zamienił rzut karny na piątego i zarazem ostatniego gola.
Lech udowodnił że nieprzypadkowo jest niekwestionowanym liderem. Po ośmiu rozegranych kolejkach Skorża i spółka mają na swoim koncie 18 punktów i w dalszym ciągu dzierżą status niezwyciężonej drużyny. Jak dotąd nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.