Swój sobotni mecz w La Lidze przegrało Atletico, ale na wysokości zadania stanął inny zespół ze stolicy – Real Madryt. „Los Blancos” pokonali przed własną publicznością Leganes (4:1).
Real Madryt nie dał rywalowi żadnych szans (fot. Javier Barbancho / Reuters)
Spotkanie na Estadio Santiago Bernabeu miało swojego wielkiego faworyta i przed pierwszym gwizdkiem raczej niewielu było takich, który wieszczyli w nim niespodziankę w postaci straconych punktów Realu Madryt.
Zgodnie z przewidywaniami, podopieczni Julena Lopeteguiego od razu przeszli do zdecydowanych ofensywy i bardzo szybko przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Na efekty ich dominacji nie musieliśmy zbyt długo czekać i już po nieco ponad kwadransie piłka zatrzepotała w siatce bramki Leganes po raz pierwszy. W 17. minucie Gareth Bale wykorzystał przytomne zgranie głową od Daniego Carvajala i strzałem pod poprzeczkę pokonał bramkarza. Ten miał co prawda piłkę na rękawicy, ale nie zdołał jej sparować.
Kiedy wydawało się, że „Królewscy” pójdą za ciosem, goście niespodziewanie odpowiedzieli. Casemiro sfaulował rywala w polu karnym i arbiter musiał wskazać na „wapno”. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Guido Carrillo i wszystko zaczęło się od początku.
W pierwszej połowie gospodarze nie byli już w stanie ponownie objąć prowadzenia, jednak podrażniony lew obnażył swoje kły po przerwie. W roli głównej wystąpił Karim Benzema, który najpierw wykorzystał znakomite dośrodkowanie Marco Asensio i głową posłał piłkę do siatki. Sędzia miał jednak wątpliwości, czy aby na pewno Francuz zdobył gola prawidłowo i nie sfaulował przed strzałem jednego z obrońców. Tu z pomocą przyszedł system VAR, który pomógł arbitrowi podjął właściwą decyzję i potwierdzić bramkę.
Real ewidentnie złapał wiatr w żagle i kilkanaście minut później dołożył trzeciego gola i ponownie na wysokości zadania stanął Benzema, który wykończył składną akcję drużyny i odegrania Luki Modricia, popisując się płaskim uderzeniem ze skraju pola karnego.
W tym momencie było już wiadomo, że Legenes się nie podniesie, a kiedy w 66. minucie Asensio został wycięty równo z trawą w polu karnym, a pewnym strzałem z jedenastego metra popisał się Sergio Ramos można było zacząć się zastanawiać, czy mecz nie zakończy się pogromem gości.
Real nie forsował już jednak tempa, w pełni zadowalając się wysokim prowadzeniem. Rywal nie miał z kolei sił i chęci, by choć spróbować powalczyć o zdobycie drugiego gola. Mecz zakończył się więc wynikiem (4:1) dla gospodarzy, którzy odnieśli tym samym trzecie kolejne zwycięstwo w tym sezonie i awansowali na pozycję lidera tabeli.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.