To był wyjątkowy wieczór dla kibiców Widzewa i Legii. Obie drużyny ponownie spotkały się na najwyższym szczeblu w legendarnym pojedynku. Dzisiaj lepsi okazali się zawodnicy z Warszawy.
Pierwszą połowę bez dwóch zdań zdominowała Legia. Drużyna Kosty Runjaicia w pełni kontrolowała przebieg meczu i dwukrotnie skarciła gospodarzy. Pierwsza bramka padła po akcji, którą fenomenalnym podaniem rozpoczął Josue. Portugalczyk „no look passem” zagrał do Pawła Wszołka, ten podał do Ernesta Muciego, a Albańczyk wycofał piłkę na szesnasty metr do Mattiasa Johanssona. Szwed z chirurgiczną precyzją przymierzył na dalszy słupek bramki Widzewa. Trafił idealnie.
12 minut później goście prowadzili już 2:0. Gola dał Legii praktycznie ten sam schemat, wykonawca tylko był inny. Najpierw Josue w ekwilibrystyczny sposób rozpoczął akcję, zagrał do Wszołka, 30-latek podał do Muciego, a ten wypatrzył w polu karnym Bartosza Kapustkę. 24-latek zdobył swoją pierwszą bramkę w lidze od 27 lutego 2021 roku. Większość poprzedniego sezonu były zawodnik Leicester stracił przez kontuzję, teraz wraca do wysokiej formy, a trafienie z Widzewem jest tego potwierdzeniem.
Zespół Janusza Niedźwiedzia, choć starał się budować akcje od bramki i wymieniać dużo podań, nie zdołał na poważnie zagrozić Kacprowi Tobiaszowi. Bramkarz Wojskowych nie miał w pierwszych 45 minutach dużo pracy. Gospodarze nie potrafili przeciwstawić się świetnie dysponowanej drużynie ze stolicy.
Widzew odważnie zaczął drugą odsłonę. Podopieczni Janusza Niedźwiedzia w pierwszych kilku minutach przeprowadzili więcej akcji niż przez całe poprzednie trzy kwadranse. Nie były to jednak próby mogące realnie zagrozić warszawskiej bramce. Legia pozwoliła gospodarzom przejąć inicjatywę, sama nieco się cofnęła.
Wydawało się, że w ostatnim fragmencie meczu Widzew złapie kontakt. Kapitan gospodarzy, Patryk Stępiński zdobył bramkę, ale po długiej interwencji VAR-u nie została ona uznana z powodu spalonego, którego dopatrzyli się sędziowie. Technologia wykazała, że zawodnik łódzkiego klubu znajdował się na minimalnym ofsajdzie.
Do końca spotkania Widzew mocno starał się o zdobycie bramki i w samej końcówce się to udało. Karol Danielak przyjął w bocznym sektorze górną piłkę i wrzucił ją w pole karne, gdzie znajdował się Patryk Lipski. Pomocnik gospodarzy udanie główkował, dzięki czemu pokonał Kacpra Tobiasza. Było jednak zbyt późno na to, aby móc odwrócić losy meczu.
Trzy punkty powędrowały więc do Warszawy. Legia rozegrała świetną pierwszą połowę, w drugiej cofnęła się, grała częściej z kontry, a bardziej wykazać się mógł Widzew. Podopieczni Janusza Niedźwiedzia po raz kolejny rozegrali całkiem przyzwoite zawody (szczególnie w drugiej części spotkania), ale nie mogli przekłuć tego na zdobycz punktową.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.