Przejdź do treści
Diabeł w żółtym swetrze

Polska Ekstraklasa

Diabeł w żółtym swetrze

Najlepszy polski bramkarz w historii? Na tak postawione pytanie jedni wskażą na Jana Tomaszewskiego, drudzy na Józefa Młynarczyka. Ci młodsi będą mieć w pamięci znakomity mecz Jerzego Dudka w Stambule, czy popisy Artura Boruca na mistrzostwach świata oraz Europy. Nieco w ich cieniu pozostaje inny znakomity golkiper, człowiek, z którym w bramce Polska zdobyła pierwsze i jedyne jak do tej pory złoto w piłce nożnej.




GRZEGORZ GARBACIK

Nad Wisła i Odrą zawsze mieli rękę do bramkarzy. Na wielu pozycjach nasza kadra miewała braki większe lub mniejsze, ale o to, kto stanie w bramce, zazwyczaj nie trzeba było się obawiać. Gdyby cofnąć się w przeszłość, do lat 60. i 70. to w tym okresie absolutnym dominatorem był Hubert Kostka (na zdjęciu). Z legendą polskiego futbolu, wybitnym piłkarzem, ale również świetnym trenerem spotkaliśmy się w jego domu w Markowicach, które dziś są częścią Raciborza.

DIABEŁ W ŻÓŁTYM SWETRZE

Mówisz – Kostka, myślisz – Górnik Zabrze i jego dekada wielkich sukcesów na arenie krajowej, ale także międzynarodowej. A chociaż wszystko tak na dobrą sprawę zaczęło się pamiętnym dwumeczem z Tottenhamem, to o zabrzanach i ich bramkarzu głośno zrobiło się tak naprawdę podczas sezonu 1967-68, kiedy to Górnik wyrzucił za burtę Pucharu Europy Mistrzów Krajowych znakomite Dynamo Kijów. Kiedy pierwsze spotkanie dobiegało do końca, sędzia podyktował rzut karny. Jozef Sabo, który wcześniej prawie nie mylił się z jedenastu metrów, tym razem nie zdołał skierować piłki do siatki. W książce „Od Realu do Ajaksu” można natrafić na wzmiankę, że nasz bramkarz był pewny obrony strzału, ale sam zainteresowany podkreśla, że było zupełnie inaczej. – To są jakieś bzdury. Czasem przewidzisz kierunek karnego, ale niczego nie możesz być pewnym – powiedział, po czym od razu przedstawił receptę na to jak zachowywać się przy próbie oko w oko z rywalem. – Ja nigdy nie wybierałem z góry rogu. Dziś zachowują się tam niemal wszyscy bramkarze i już pół godziny przed strzałem leżą na murawie. Mnie się to nie zdarzało nigdy, zawsze czekałem do samego końca – dodał.

Górnik ostatecznie wygrał 2:1, by po remisie 1:1 na Stadionie Śląskim, świętować awans do ćwierćfinału i wyrzucenie za burtę Dynama. Tego samego Dynama, które wcześniej odprawiło z kwitkiem obrońcę tytułu, a więc szkocki Celtic. Plotka głosiła, że po drugim spotkaniu kilku piłkarzy z Kijowa zostało mocno poturbowanych przez kibiców. Hubert Kostka potwierdził te informacje. – To był taki dziwny okres, bo w kraju doszło do bardzo poważnych podwyżek cen produktów, ludzie byli wściekli. I kiedy awansowaliśmy, to te wszystkie emocje, wraz z kibicami, a przecież stadion był pełniutki, wylały się na boisko. Próbowaliśmy ochraniać zawodników Dynama, ale kilku z nich faktycznie oberwało. Tuż po meczu Ukraińcy poprosili o podstawienie autokaru. Do Polski przylecieli samolotem, ale chcieli jak najszybciej jechać do domu – stwierdził.

Ten dwumecz zapoczątkował właściwie okres, w którym o Górniku było głośno na całym kontynencie. Co prawda Manchesteru United nie udało się wyeliminować w ćwierćfinale, ale jedno starcie z Anglikami udało się wygrać i zabrzanie zostali tym samym zespołem, który jako jedyny w PEMK pokonał „Czerwone Diabły” w ich marszu po trofeum. – Już wcześniej mieliśmy dobry zespół, ale dopiero przyjście do klubu Gezy Kaloscaya otworzyło nam oczy na wiele spraw i zaczęliśmy dorównywać najlepszym. Wcześniej nie dorośliśmy jednak do wielkiej piłki, chociażby organizacyjnie. Pamiętam, że musieliśmy grać w butach kolarskich nabijanych kołkami, z czego po 10 minutach połowa z nich była już złamana – wspomina. – A na spotkanie ze „Spurs” polecieliśmy do Londynu z jednym trenerem i dziesięcioma działaczami. O czym tu mówić?

NAUKI U WĘGRA

Wszystko zmieniło się dopiero wraz z przyjściem wspomnianego Kaloscaya, trenera, który w 1954 roku był członkiem sztabu szkoleniowego Węgrów. Tych samych, którzy mając najlepszy zespół na świecie, sensacyjnie przegrali finał mundialu z RFN. – To był doktor prawa, bardzo inteligentny facet, który wprowadził nas na uniwersytet, jeśli chodzi o futbol i to jak można trenować. O wielu rzeczach wcześniej po prostu nie mieliśmy pojęcia – mówił z pełnym przekonaniem Kostka.

Wspomniany Manchester United okazał się zbyt mocny, ale polski bramkarz zyskał sobie przydomek „Diabła w żółtym dresie”, a o jego występie na Old Trafford bardzo szeroko rozpisywały się lokalne media. „The Times” zauważył, że Hubert Kostka był jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji, którzy w tamtym okresie mieli okazję zagrać przeciwko United na jego stadionie. Sam zainteresowany pamięta, że rywale upamiętnili… a może chcieli upamiętnić go w szczególny sposób. – Z drużyn swoich rywali po drodze do finału, Anglicy wybierali po jednym piłkarzu, takim który zrobił największe wrażenie i zapraszali go na finał. Podobno takie zaproszenie przyszło też do mnie, ale dowidziałem się o tym już po meczu. Nie jestem w stanie tego potwierdzić na 100 procent, ale za mnie poleciał chyba jakiś działacz – wspomina.

Nie udało się z drużyną z czerwonej części Manchesteru, gorzką pigułkę trzeba było również przełknąć po porażce z zespołem, który reprezentował błękitną część tego robotniczego miasta. W finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku Górnik przegrał na wiedeńskim Praterze i chociaż do dziś jest to największy klubowy sukces polskiej drużyny, to sam Hubert Kostka uważa, że o prawdziwym osiągnięciu można by mówić, gdyby finał udało się wygrać. – Niestety, ale zajęliśmy tylko drugie miejsce. Kiedy sportowiec się na nim znajduje, to jest przegrany. Doszliśmy do finału, ale tam już niczego nie uzyskaliśmy – powiedział.

TYLKO ZWYCIĘSTWO

Nasz znakomity bramkarz bardzo zwinnie przekuł temat wspomnianego spotkania z City, na to co w 1972 roku stało się w Monachium. – Walczę z tym, napotykam na spory opór, ale będę to powtarzał do znudzenia. Polska w całej historii swojego piłkarstwa tylko raz wywalczyła złoty medal. Mieliśmy srebra w Montrealu i Barcelonie, mieliśmy trzecie miejsca na mundialach w 1974 i 1982 roku, ale zwycięzcami byliśmy tylko w Monachium. Inni przegrywali, a każdy wynik oprócz wygranej, to przecież porażka – podkreśla.

Kostka zawsze mierzył wysoko, ale przecież nie zawsze bywało kolorowo. Zdarzały się mecze, w których rywale bardzo mocno go doświadczali. Tak było chociażby podczas delegacji do Londynu, gdzie Górnik przegrał z Tottenhamem 1:8. – Przejechał po nas walec – wspomina. Również ciężko było w trakcie spotkania z NRD w Rostocku, gdzie Polska przegrała 0:5, a media winą za klęskę obarczyły właśnie bramkarza. – Ten mecz toczył się w skrajnie trudnych warunkach. Stadion tuż obok Bałtyku, ulewa i wichura. Dla bramkarza to najgorsze co może się zdarzyć, bo przy tak mocnym wietrze ciężko celnie wyskoczyć do piłki. A próby jej wykopu z pola karnego? Wiało tak, że wszystko wracało z powrotem. Koszmar! – usprawiedliwiał się.

Pomyliłby się jednak ten, kto uważał, że Hubert Kostka łatwo dawał za wygraną. Mimo tego, że z kadry po tym nieudanym spotkaniu został skreślony, to na Igrzyska pojechał, a do domu wrócił ze złotym medalem. Przed decydującym starciem z ZSRR nie było to jednak takie pewne. – To był czas ataku na wioskę olimpijską i tak naprawdę nie było wiadomo, czy cała impreza nie zostanie przerwana. Mecz już miał się zacząć, to znowu kazano nam zejść do szatni. Potem cała procedura się powtórzyła, nie wiedzieliśmy nic. W końcu sędzia powiedział „Panowie, nie będziemy robić tu z siebie idiotów. My zagramy, a wy potem sobie postanowicie czy spotkanie będzie ważne”. – Przez 70 minut Ruscy nie mieli dla nas litości. Grali świetnie, prowadzili i mieli finał na wyciągnięcie ręki. Wtedy wejścia na boisko odmówił Andrzej Jarosik, a trener Kazimierz Górski zachował spokój i wpuścił do gry Zygę Szołtysika. To zmieniło wszystko. Nie tylko odrobiliśmy straty, ale także pokonaliśmy ZSRR. Coś niewiarygodnego.

Pamiętnych zdarzeń świadczących o tym, że Kostka nie był człowiekiem, który dawał sobie w kaszę dmuchać było więcej. – Graliśmy kiedyś sparing w Anglii i przy okazji pierwszego dośrodkowania wpadł we mnie wielki, łysy napastnik rywali. Nokaut. Myślałem, że mam połamane wszystkie żebra. Pozbierałem się jakoś i już w następnej akcji w ogóle nie myślałem o piłce, ale o przeciwniku i wymierzyłem mu cios pod oko. Od razu wyrosła mu wielka śliwa, ale nie miał pretensji. Potem już nie było złośliwości, ale tak trzeba było grać. Jak Anglicy dostrzegli, że jesteś słaby, to mogli cię zmieść z murawy – przyznał.

MIMO WSZYSTKO

Zresztą, Kostka mocny był nie tylko na boisku. Wychowany przez matkę, która musiała zarobić na niego, dwóch braci i dziadków, od małego wiedział, co znaczy etos ciężkiej pracy. – Do dziś nie wiem jak mama to zrobiła, że udawało się jej to wszystko znieść i utrzymać? Mieliśmy bardzo mało i pamiętam, że za gówniarza dostawałem 50 groszy, by móc sobie raz w tygodniu kupić katowicki „Sport”. Zawsze brałem ten z poniedziałku, ale to był jedyny luksus. Do 18 roku życia praktycznie nie miałem pojęcia co to pieniądze – przyznał. Słynny bramkarz wiedział więc, że musi postawić na edukację – a że uczyć się lubił, to nie sprawiało mu to problemów – a także na sport, który mógł i ostatecznie okazał się dla niego odskocznią od szarej rzeczywistości. Jeśli chodzi o szkołę, tu również bywało pod górkę, szczególnie kiedy w klasie maturalnej zawieszono go za domniemane pobicie sędziego, który prowadził mecz o wejście do A Klasy. – Rywal przywiózł swojego arbitra, na spotkaniu była cała wieś, a co ten zaczął drukować to głowa mała. Po wszystkim został pobity, a że miał przy sobie jedynie protokół z zawodów, to wskazał na prezesa, kapitana, bramkarza i mnie, bo strzeliłem wtedy trzy gole. Zostałem zawieszony w prawach ucznia, ale także jako piłkarz. Do tej pory zresztą nie wiem, czy zostałem oficjalnie odwieszony, więc może te wszystkie moje tytułu z Górnikiem nie są wywalczone zgodnie z przepisami (śmiech). A jeśli chodzi o szkołę, to miałem świadków i szybko zostałem oczyszczony z zarzutów – przyznał.

Kostka zdementował także niektóre plotki krążące na temat jego edukacji. – To prawda, że próbną maturę z matematyki napisałem w godzinę i od razu z egzaminu pojechałem na mecz Unii Racibórz, która szukała bramkarza, a która chciała mnie sprawdzić. Nieco wcześniej za namową kolegów zgłosiłem się na testy, obroniłem chyba ze 150 strzałów no i mnie zaprosili – wspomina. – Bzdurą kompletną jest jednak to, że zaliczyłem jakiś epizod na studiach teologicznych i miałem ksywkę „Farorz”. W 1956 roku był w Unii taki bramkarz, który dwa dni po zakończeniu rozgrywek poszedł do Seminarium, nawet nieco do mnie podobny. Bernard Gryszczyk, który pracował wtedy w „Sporcie” przypisał to mnie, w gazecie pojawiła się relacja „Farorz w bramce Unii” i tak jakoś zostało – dodał.

Czasy jeżdżenia na mecze Unii wozem drabiniastym czy prania sznurówek, żeby jak najdłużej utrzymywały biel, minęły bardzo szybko. Później przyszedł okres sukcesów przy Roosevelta, europejskie puchary i gra w reprezentacji. A chociaż Kostka miał zawód i mógł pójść w sektor górniczy, to uznał, że chce być związany z piłką, także po tym jak zakończył zawodowo grać. Jedną z jego pierwszych przymiarek było przygotowanie do mundialu w 1974 roku Jana Tomaszewskiego, o co poprosił go sam trener Górski. – Trenowaliśmy bardzo ciężko i tak po prawdzie myślałem, że pojadę na ten turniej. Zamiast mnie do Niemiec pojechało jednak dwóch takich cichociemnych – przyznał.

Kostka zdołał postawić na nogi Górnika, który po swoich złotych latach przeżywał kryzys i wywalczył z nim dwa tytuły mistrzowskie. – Tak naprawdę cztery, bo drużyna, którą zbudowałem dominowała po moim odejściu do Szwajcarii jeszcze przez dwa kolejne sezony – stwierdził. Do największego sukcesu w historii udało mu się także doprowadzić Szombierki Bytom, które z kandydata do spadku zamienił na mistrza ekstraklasy, a oprócz tego zawsze cieszył się posłuchem i szacunkiem u piłkarzy. To właśnie on wyciągnął dłoń do Andrzeja Iwana w czasie, kiedy inni postawili na nim krzyżyk. Ten zresztą zdradził w autobiografii „Spalony”, że bał się swojego trenera. – Pewnie, że się bał. Przecież on wtedy pił, a ja powiedziałem, że jak raz go złapie po alkoholu , to wylatuje i przez rok z tego strachu trzymał się dzielnie. Na pewno miał wielki talent, a na końcu okazał się łachudrą wyjątkowej klasy. To jednak temat na inną opowieść – powiedział.

Hubert Kostka to nie tylko legenda polskiej piłki, wybitny piłkarz i dobry trener. To osoba, która czuje futbol jak mało kto w naszym kraju. Potrafi zadawać pytania i ma przygotowane odpowiedzi. Jego opinie, często kontrowersyjne i niepopularne, wciąż mogą być ważne i liczące się. Trzeba tylko słuchać.


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Polska Ekstraklasa

Raków Częstochowa wypożyczył piłkarza

Raków Częstochowa wydał komunikat, za pośrednictwem którego poinformował o wypożyczeniu piłkarza.

2024.11.24 Czestochowa
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2024/2025
Rakow Czestochowa - Korona Kielce
N/z Stadion Rakowa
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.11.24 Czestochowa
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2024/2025
Rakow Czestochowa - Korona Kielce
Stadion Rakowa
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Oto następca Rochy w Zagłębiu

Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.

Magdeburg, Sachsen-Anhalt, Deutschland, 03.08.2025: Avnet Arena: 1. Spieltag, Saison 2025/26, 2. Fussball-Bundesliga: 1. FC Magdeburg - Eintracht Braunschweig: Levente Szabó 11, Eintracht Braunschweig *** Magdeburg, Saxony-Anhalt, Germany, 03 08 2025 Avnet Arena 1 Matchday, Season 2025 26, 2 Soccer Bundesliga 1 FC Magdeburg Eintracht Braunschweig Levente Szabó 11, Eintracht Braunschweig Copyright: xdtsxNachrichtenagenturx dts_77384
2025.08.03 Magdeburg
pilka nozna , 2. liga niemiecka
1. FC Magdeburg - Eintracht Braunschweig
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Motor Lublin przedłużył kontrakt z kluczowym zawodnikiem

Motor Lublin ogłosił przedłużenie kontraktu z jednym z najważniejszych członków drużyny. Solidnie zabezpieczył jego przyszłość.

2025.07.20 Lublin pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026 
Motor Lublin - Arka Gdynia
N/z  Bartosz Wolski
Foto Ireneusz Wnuk / PressFocus

2025.07.20 Lublin Football - Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026 
Motor Lublin - Arka Gdynia
Bartosz Wolski
Credit: Ireneusz Wnuk / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Hit staje się faktem! Adrian Przyborek trafi do wielkiego klubu Serie A!

Adrian Przyborek będzie grał w Serie A! Polski zawodnik trafi na Półwysep Apeniński, a Pogoń Szczecin zarobi spore pieniądze na swoim zawodniku.

2025.11.09 Szczecin Stadion im. Floriana Krygiera
pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Pogon Szczecin - Jagiellonia Bialystok
N/z Adrian Przyborek
Foto Szymon Gorski / PressFocus

2025.11.09 Szczecin Stadion im. Floriana Krygiera
football Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Pogon Szczecin - Jagiellonia Bialystok
Adrian Przyborek
Credit: Szymon Gorski / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Media: Utalentowany obrońca zagra w Ekstraklasie

Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.

2024.09.30 Rzeszow
Pilka nozna Betclic 1 Liga sezon 2024/2025
Stal Rzeszow - GKS Tychy
N/z Michal Synos
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2024.09.30 Rzeszow
Football Polish First League season 2024/2025
Stal Rzeszow - GKS Tychy
Michal Synos
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus
Czytaj więcej