Postawione powyżej pytanie zadają sobie po przeciętnym, jak powszechnie osądzono, ale znów zakończonym zwycięstwem meczu zespołu z Madrytu w Monachium wszyscy kibice i eksperci. I większość odpowiedzi zahacza o jakąś magię: oni to umieją, dla nich to rutyna, w Lidze Mistrzów grają 32 zespoły, a na końcu i tak wygrywa Real. Wreszcie, jak zwykle: mieli szczęście bo przeciwnik zmarnował kilka dogodnych sytuacji, znów po ich stronie był sędzia. Prawdą jest, że trudno znaleźć klucz do wyjaśnienia sekretu wczorajszej wiktorii, ale może zamiast manipulować przy zamku wystarczy lekko pchnąć drzwi, a same się otworzą?
Real Madryt rozegrał na Allianz Arenie bardzo dobre zawody (fot. Łukasz Skwiot)
Wyobraźmy sobie, że wczoraj na Allianz Arena tak jak Real i z takim samym rezultatem zagrał jakiś Augsburg, albo, żeby pozostać przy pucharowej konwencji, Betis. Wtedy nikt nie szukałby tajemnych wyjaśnień, lecz skoncentrowałby się na rzetelnej analizie przebiegu gry. Wyglądała ona zaś tak, że Bayern atakował, ale Real przez cały mecz był znakomicie zorganizowany w defensywie. Linia pomocy trzymała się blisko obrony wskutek czego przeciwnik miał naprawdę mało miejsca na rozgrywanie swoich akcji, zawodnicy z Madrytu perfekcyjnie się asekurowali, dzięki czemu – często w ostatniej chwili, ale nieuchronnie – zawsze któryś zdążył z przeszkodzeniem rywalowi w oddaniu strzału, a przynajmniej mu to zdanie utrudnił.
Był to przeciętny mecz Realu tylko przy założeniu, że zawsze musi on wygrywać demolując rywala. Ktoś, kto postrzega to w ten sposób (a i ja też na gorąco nie byłem daleki od podobnego poglądu) w istocie rzeczy żąda od „Los Blancos” by mieli manię wielkości. Tymczasem jest to zespól o wielu obliczach. Wczoraj pokazał twarz ekipy skromnej, darzącej wielkim (i zasłużonym, rzecz jasna) szacunkiem rywala. Wygrał przede wszystkim dzięki perfekcyjnemu rzemiosłu, w które od czasu do czasu tylko wplatał elementy sztuki. Zespół Zinedine’a Zidane’a tak też potrafi zwyciężać i dlatego jest wielki.
„Macie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walczenia – trzeba być lisem i lwem” – pisał Nicola Machiavelli w XVIII rozdziale swego traktatu „Książę”. Po wczorajszym meczu należałoby dopisać, że czasami trzeba też być wołem, jak wczoraj mistrz z Madrytu. Proszę Państwa, czas to jasno powiedzieć: ciężka praca na boisku nie hańbi nawet Realu.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.