Jeszcze kilkanaście dni temu Legia Warszawa miała dziesięć punktów przewagi nad Pogonią Szczecin. Wydawało się, że losy mistrzostwa są już rozstrzygnięte i kwestią czasu pozostaje przypieczętowanie tytułu. Tymczasem na dzisiaj różnica pomiędzy liderem, a wiceliderem wynosi zaledwie trzy oczka.
Tak, Legia ma rozegrane jedno spotkanie mniej niż Portowcy, ale co z tego? Od momentu strzelenia czwartego gola w starciu z Pogonią, legioniści nagle jakby zapomnieli jak się gra w piłkę. Niby to oni dyktowali warunki gry w starciach z Lechem i Cracovią, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Mistrzowie Polski nie stwarzali sytuacji, nie gnietli rywala i wyglądali tak, jakby mieli już zapewnione mistrzostwo.
Andre Martins w wywiadzie dla „PN” mówił, że polska liga jest bardzo nieprzewidywalna, a przez to droga do mistrzostwa jest jeszcze daleka. Że wystarczy stracić punkty w dwóch meczach i zrobi się nerwowo. I się zrobiło. Z dziesięciu punktów zostały zaledwie trzy… Oczywiście, dzisiejsze ewentualne zwycięstwo znowu spowoduje, że sytuacja będzie spokojniejsza, ale wczorajszy triumf Pogoni nad Górnikiem Zabrze mocno komplikuje sprawę.
A o trzy punkty dzisiaj będzie najtrudniej jak można sobie tylko wyobrazić. Od dłuższego czasu, a w zasadzie od dwóch i pół roku, Waldemar Fornalik znalazł receptę na Legię i to niezależnie, kto ją prowadzi. Aleksandara Vukovicia ograł trzykrotnie, raz padł remis. Z Czesławem Michniewiczem również ma bilans dodatni: remis i zwycięstwo. Dzisiaj szkoleniowca Legii zabraknie na ławce rezerwowych, ponieważ w ostatnim meczu ligowym został ukarany czerwoną kartką, choć akurat okoliczności tej kary były kuriozalne…
Wróćmy jednak do spraw czysto sportowych. Ostatni raz warszawianie pokonali Piasta w grudniu 2018 roku, po golach Sandro Kulenovicia i Carlitosa, a przecież o obu napastnikach w stolicy już dawno zapomniano. Żeby uświadomić sobie jak dużo się zmieniło w Warszawie od tamtego czasu wystarczy prosta statystyka: na jedenastu piłkarzy z podstawowego składu, którzy zagrali wtedy w barwach Legii, dzisiaj szansę na występ ma tylko Artur Jędrzejczyk (grał jeszcze Marko Vesović, ale on powoli wraca do pełni formy po kontuzji i jego występ dzisiaj jest wykluczony).
Dla Piasta wcale nie będzie to mecz o pietruszkę. Gliwiczanie są w grze o miejsce dające prawo występu w europejskich pucharach. Po wczorajszej porażce Lechii szanse na umocnienie czwartej pozycji znacząco wzrosły, ale ekipa Fornalika myśli o czymś więcej – o brązowym medalu. To byłby dopiero numer: zespół, który przez sześć kolejek zajmował ostatnie miejsce w lidze, wywalczyłby trzecie miejsce! Z pewnością byłby to jeden z najbardziej spektakularnych powrotów w historii Ekstraklasy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.