Remisem zakończył się pierwszy mecz Piasta Gliwice w eliminacjach Champions League. Mistrz Polski zdołał osiągnąć korzystny wynik podczas wyjazdowego starcia z BATE Borysów (1:1) i przed rewanżem znajduje się w korzystnej sytuacji.
Piast Gliwice rozegrał na Białorusi dobre zawody (fot. Irek Dorozanski / 400mm.pl)
Los nie był łaskawy dla mistrza Polski i już w I rundzie eliminacyjnej przyniósł mu najtrudniejszego możliwego rywala. Porównując bowiem doświadczenie Piasta na arenie międzynarodowej i CV BATE Borysów, bez większego problemów można było stwierdzić, kto ma większe szanse na to, by zameldować się w następnej fazie. Białorusini to etatowi uczestnicy rozgrywek europejskich i już nie raz i nie dwa byli w stanie utrzeć nosa dużo wyżej notowanym przeciwnikom, grając w Lidze Europy czy Lidze Mistrzów.
Drużyna Waldemara Fornalika to niemal nowicjusz na tym poziomie, ale już ubiegły sezon dobitnie pokazał, że jej lekceważenie to spory błąd. W rozgrywka ekstraklasy także niż nie wymieniał Piasta w kontekście walki o medale, a tymczasem przy ul. Okrzei udało się dokonać – tak się wydawało – niemożliwego i mistrzostwo kraju trafiło właśnie do Gliwic. Piłkarze BATE musieli brać na to poprawkę, tym bardziej, że tuż przed środowym meczem Piast urządził sobie trening strzelecki w starciu z Miedzią Legnica, gromiąc rywala aż 7:1.
Jak się okazało, Piast od początku nie odstawał od bardziej doświadczonego przeciwnika. Co więcej, to właśnie mistrz Polski był w stanie stworzyć sobie lepsze sytuacje bramkowa. Jedna z nich mogła, a właściwie powinna zakończyć się golem. Do znakomitej wrzutki Toma Hateleya dopadł Jakub Czerwiński, który był kompletnie niepilnowany w polu karnym i uderzył głową. Zabrakło centymetrów, by piłka wpadła do siatki.
Bliski szczęścia był również Patryk Dziczek, który zdecydował się na strzał z dystansu i zmusił bramkarza do interwencji. Gdyby uderzył nieco mocniej, Piast mógł wyjść na prowadzenie.
Nie udało się we wcześniejszych próbach, udało się w 36. minucie. Kolejny groźny atak Piasta zakończył się groźnym uderzeniem Jorge Felixa, który został odbity przez bramkarza, jednak dobitka Piotra Parzyszka znalazła już drogę do siatki. Pusta bramka, spóźnieni obrońcy i napastnik Piastunek jedynie dopełnił formalności. Absolutnie zasłużone prowadzenie mistrza Polski.
Można było się spodziewać, że od początku drugiej połowie BATE ruszy do ataków, wiedząc, że w kontekście rewanżu w Polsce, taki wynik jest skrajnie niekorzystny. Piast niczego jednak nie zmienił w swojej grze, nadal prezentował się bardzo dojrzale, imponując przy tym przygotowaniem kondycyjnym. Niestety, gospodarze zaczęli coraz mocniej naciskać, co w odstępie kilku minut przełożyło się na aż trzy żółte kartki dla zawodników Piasta.
Jedną z nich otrzymał Dziczek, który chwilę później szczęśliwie uniknął wyrzucenia z boiska. Fornalik nie czekał, ściągając pomocnika z boiska, a ten nie był z takiej decyzji zadowolony, dając upust swojej złości. Niezbyt eleganckie zachowanie młodzieżowego reprezentanta Polski.
Oddanie inicjatywy rywalowi w końcu się na mistrzu Polski zemściło. W 63. minucie Igor Stasiewicz znakomicie dograł w pole karne Piasta, a tam do piłki dopadł Stanisław Dragun, który płaskim strzałem pokonał Frantiska Placha. Obrońcy byli w tej sytuacji niestety nieco spóźnieni z interwencją.
Gliwiczanie zdołali w końcu złapać drugi oddech i niewiele brakowało, by w 82. minucie wrócili oni na prowadzenie. Świetnym strzałem z dystansu popisał się Mikkel Kirkeskov i kiedy wydawało się, że piłka zmierza w okienko bramki BATA, kunsztem wykazał się bramkarz, który znakomicie obronił. Ależ to by było trafienie.
Kiedy po koniec spotkania drugą żółtą, a konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Dragun, było już pewne, że Piast nie przegra, a przy odrobinie szczęścia może się pokusić o zgarnięcie pełnej puli. Wynik zmianie już jednak nie uległ, a remis i tak stawia drużynę Fornalika w bardzo korzystnej sytuacji przed rewanżem.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.