Przejdź do treści
Dogrywka z Denisem Popoviciem: Tiki-taka po krakowsku

Polska Ekstraklasa

Dogrywka z Denisem Popoviciem: Tiki-taka po krakowsku

Wisła pewnym krokiem zmierzała do I ligi, aż nagle, po pojawieniu się na trenerskiej ławce Dariusza Wdowczyka, karta się odwróciła. Biała Gwiazda to teraz jeden z najefektowniej grających zespołów w Ekstraklasie. Między innymi właśnie o cudzie nad Wisłą opowiada „PN” Denis Popović, filar środka pola drużyny z ulicy Reymonta.

Foto: W. Sierakowski

ROZMAWIAŁ PAWEŁ KAPUSTA

– Teraz gadać można dużo, wszyscy są mądrzy. W pewnym momencie sezonu byliśmy jednak w ciężkiej sytuacji – mówi Popović (na zdjęciu). – Za Kazimierza Moskala sytuacja w drużynie wyglądała bardzo dobrze, ale po przegranych derbach postanowiono go zwolnić i zostaliśmy bez trenera. Pojawiły się problemy z kontuzjami, w każdym kolejnym spotkaniu wypadał następny zawodnik. Przed meczem z Pogonią Szczecin urazy miało aż ośmiu piłkarzy z pierwszego składu.

Wisła też sama sobie strzelała w kolano. Był taki moment, gdy o klubie mówiło się tylko źle z powodu ciągłych zmian trenerów, zamieszania z Radosławem Cierzniakiem…

Sprawa z Radkiem nie miała w ogóle wpływu na grę. Dotyczyła tylko jednego zawodnika, a na boisku gra 11. Mieliśmy inne problemy. Trener Tadeusz Pawłowski przychodził do nas po serii sześciu porażek z rzędu, brakowało nam pewności siebie, wiary w swoje możliwości. Poprowadził nas tylko w trzech meczach, żadnego z nich nie potrafiliśmy wygrać. Nie wyglądało to dobrze.

Jak wspominasz współpracę z Pawłowskim?

Trudno jest powiedzieć coś więcej, bo trener był z nami tylko dwa miesiące. To dobry człowiek, miał ambicję wyciągnąć nas z kryzysu, ale się nie udało. Tak już jest, że gdy drużyna przegrywa, pierwszym do zwolnienia jest trener. Z kolei gdy wygrywa, robi się z niego króla.

Jak teraz z Dariusza Wdowczyka. Co zrobił, że Wisła zaczęła oddychać?

Można pomyśleć, że trener przyjechał do klubu i przeprowadził rewolucję. Tak nie było. Nie wprowadził wielu zmian, decydujące było pozytywne podejście do drużyny. Na każdym kroku powtarzał, że drzemie w nas ogromny potencjał, że umiemy grać w piłkę, tylko przez złe wyniki się zablokowaliśmy. Wymagał, żeby po stracie piłki nie pokazywać złych emocji, nie krzyczeć na siebie, tylko myśleć o kolejnej akcji. W taki sposób przyszła pierwsza wygrana, później kolejna i kolejna – gdy zwyciężasz, zyskujesz pewność siebie i jest o wiele łatwiej.

Była jakaś jedna przełomowa sytuacja, która utkwiła ci w pamięci?

Nie, ale mam w głowie ciągle powtarzane przez trenera słowa: poklepać oraz tiki-taka. Trener wymaga od nas gry w piłkę. Drużynie się to podoba, mamy w szatni wielu zawodników, którzy dobrze czują się w technicznej i kombinacyjnej grze.

Choćby Rafał Wolski. Można się spotkać z opiniami, że to on ciągnie Wisłę za uszy. Nie jest to trochę niesprawiedliwa ocena dla reszty zespołu?

Jeden zawodnik nie może wygrywać meczów, wiadomo, ale gdy zobaczyłem go podczas pierwszego treningu w Wiśle od razu wiedziałem, że to kawał piłkarza. Utrzymuje wysoką formę, strzelił kilka ważnych goli, dorzucił asysty. Gdy drużyna wygrywa, zawsze jeden piłkarz wysuwa się przed pozostałych, teraz jest to Rafał. Mamy jednak w zespole jeszcze co najmniej kilku świetnych piłkarzy. Dla mnie na przykład Arkadiusz Głowacki jest fantastyczny, to nasz lider. Jest najlepszym obrońcą polskiej ligi.

Jako obcokrajowiec zdajesz sobie sprawę, że Wisła jeszcze nie tak dawno była potęgą, zespołem, dla którego kopanie się w środku tabeli byłoby kompromitacją?

Oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę. W Słowenii kibice znają tylko trzy polskie kluby – Legię, Lecha i Wisłę, dlatego podpisując kontrakt w Krakowie doskonale wiedziałem, do jakiego klubu przychodzę. Kibice mają prawo być rozczarowani, że nie znaleźliśmy się w górnej połówce tabeli, sami zresztą czujemy się podobnie. Naszym celem jest zakończenie sezonu jako najlepszy klub grupy spadkowej, a w przyszłym sezonie powalczymy o coś więcej.

Ktoś ze sztabu reprezentacji Słowenii kontaktował się z tobą?

Nie, w sumie nie wiem dlaczego, bo nie jestem w Wiśle jedynym Słoweńcem, jest też Boban Jović. Nie wiem, dlaczego nikt ze sztabu nie chciał zobaczyć choćby jednego naszego meczu. Widziałem, że do kadry przychodzą teraz piłkarze ze słoweńskiej ekstraklasy, a przecież w Polsce jest wyższy poziom, to lepsza liga.

Łatwo było w Słowenii zostać piłkarzem?

Futbol jest w moim kraju dyscypliną numer jeden. Nie jest tak, że inny sport, na przykład zimowy, zabiera wszystkie utalentowane dzieciaki. Popularna jest też piłka ręczna, ale to my jesteśmy na samym szczycie. Nic dziwnego, bo mamy Maribor, który grał niedawno w Lidze Mistrzów, jest kilka innych klubów, które ocierały się o europejskie puchary. Na warunki do uprawiania piłki też nie ma co narzekać, więc odpowiadając na pytanie – aż tak trudno nie jest.

Ale w dzieciństwie przygodę z piłką zaczynałeś od kopania na ulicy do bramek ze starych opon. Ktoś mógłby pomyśleć, że początki miałeś trudne.

Coś ty, po prostu za dzieciaka wybiegało się na ulicę przed blok i grało cały czas, obojętnie w jakich warunkach. Przypomniałeś czasy, zanim trafiłem do NK Celje, czyli bardzo odległe. Do dziecięcej sekcji klubu tata zapisał mnie już w wieku sześciu lat.

Na Bałkanach twoje pokolenie miewało różnie. Luka Modrić w wieku przedszkolnym był świadkiem śmierci dziadka, sam przed działaniami wojennymi schronił się z rodziną w specjalnej strefie. Wielu uciekało za granicę.

Wojnę pamiętam bardzo słabo, jak przez mgłę, byłem wtedy bardzo mały. Zresztą jeśli mam być szczery – nie chcę tego pamiętać. Słowenię to nieszczęście dotknęło chyba najmniej spośród wszystkich bałkańskich krajów, u nas działania wojenne trwały raptem dziesięć dni. Ludzie mimo tego o niej pamiętają, wspominają. Duch tamtych wydarzeń unosi się nad regionem, rodzinę i przyjaciół mam nie tylko w Słowenii, ale też w Bośni oraz Chorwacji. Oni mieli o wiele trudniej. Wiem to z ich opowieści.

Antagonizmy między narodami byłej Jugosławii przetrwały do dzisiaj. W Słowenii również?

Przetrwały, to prawda, ale na szczęście nie w Słowenii. Być może dlatego, że jesteśmy najmniej doświadczeni wojną. W Chorwacji czy Serbii czuć to o wiele bardziej, u nas jest spokojniej, zresztą do mojego kraju przyjeżdża dużo ludzi z regionu, z wszystkimi żyjemy dobrze.

Kiedy zaczynałeś warunki do kopania piłki miałeś w Słowenii lepsze czy gorsze od tych, które mają dzieciaki w Polsce?

Porównywalne. W Polsce może jest pod tym względem trochę lepiej, ale wielkiej różnicy nie ma. W ojczyźnie grałem w dwóch klubach, NK Celje oraz FC Koper, zarówno w jednym, jak i drugim nie było się do czego przyczepić. W Celje mieliśmy do dyspozycji naturalne i sztuczne boisko. W Koprze było jeszcze lepiej, bo mieliśmy dwie naturalne i dwie sztuczne murawy. Przepaści nie ma. Zresztą gdyby było inaczej, w reprezentacji nie grałoby tylu zawodników z bardzo mocnych europejskich lig.

Ale nie jest to kadra, jak za Zlatko Zahovicia czy Milenko Acimovicia.

Jasne, że nie jest – dzisiejszy zespół narodowy Słowenii jest mocniejszy.

Serio? Na Euro do Francji przecież Słowenia nie jedzie.

Nie jedzie, ale przyjrzyj się składowi aktualnej kadry. Jest kilku piłkarzy z Serie A, choćby Fiorentiny czy Atalanty, zawodnicy z Bayeru Leverkusen, Granady, Villarrealu, do tego dwóch fantastycznych bramkarzy z europejskiej czołówki – Jan Oblak broni w Atletico Madryt, Samir Handanović w Interze Mediolan. Prawda, na Euro nie jedziemy, ale daleko od tego reprezentacja nie była, odpadła dopiero po barażu z Ukrainą. Trudno wskazać przyczynę, być może w trakcie eliminacji zachodziło w zespole zbyt dużo personalnych zmian, niemal w każdym meczu pojawiały się nowe twarze, nie było stabilizacji.

Niby teraz macie mocniejszą kadrę, lepszych piłkarzy, a to przecież w czasach Zahovicia graliście na mistrzostwach Europy i na mundialu.

To był zupełnie inny zespół, inaczej budowany. Wtedy na każde zgrupowanie przyjeżdżali ci sami piłkarze. Skład można było recytować z pamięci, bo się nie zmieniał. Kadra była zgrana, znała się na wylot, jej siłą był kolektyw oraz, rzeczywiście, wspomniany przez ciebie Zahović. To był idol takich młodych chłopaków, jak wtedy ja. Grał w wielkich klubach, FC Porto czy Benfice. Za dzieciaka siedziało się przed telewizorem, po historycznym awansie na Euro w kraju panowało szaleństwo, piłkarska gorączka. Wszyscy oglądali turnieje w 2000 i 2002 roku. Ja też siedziałem przed odbiornikiem, oglądałem mecze z wypiekami na twarzy, później szedłem na trening do klubu i chciałem grać jak reprezentacja.

Zaczynałeś w klubie dla słoweńskiej piłki zasłużonym, który nigdy nie spadł z tamtejszej ekstraklasy.

W Słowenii tylko trzy kluby mogą się pochwalić takim osiągnięciem. Obok Celje są to Maribor i Gorica. W czasach, o których mówimy, był to zespół należący do ścisłej czołówki – zarówno finansowej, jak i sportowej. Dzisiaj się odbudowuje, dyrektorem jest tam mój kolega, nie tak dawno powstał również kameralny stadion.

Liga w Słowenii jest jednak niezbyt mocna.

Poziom jest odrobinę niższy, niż w Polsce. Największa różnica jest jednak w całej otoczce. W Polsce macie piękne stadiony, prawie każdy klub gra na nowoczesnym obiekcie. Poza tym liga jest świetnie pokazywana w telewizji, a na trybuny przychodzi sporo kibiców. U nas tego nie ma, kultura piłkarska jest trochę uboższa. Ale też z drugiej strony nie ma się co dziwić – was jest blisko 40 milionów, nas tylko dwa. Ale żeby nie było – mamy dwa albo trzy kluby, które w polskiej lidze dałyby sobie spokojnie radę. Olimpija Lublana i NK Domżale to zespoły, które grałyby w środku tabeli ekstraklasy. Natomiast Maribor walczyłby w Polsce o europejskie puchary.

Poznałeś tam kilku kumpli, z którymi po kilku latach spotkałeś się w polskiej lidze.

Bobana Jovicia, z którym teraz gram w Wiśle, znam – żeby nie skłamać – już od około 20 lat. Mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, nasze domy dzieliło 50 metrów, graliśmy w piłkę na tej samej ulicy, chodziliśmy do tych samych szkół. Boban bardzo pomógł mi na samym początku pobytu w Krakowie.

Nie tylko w Wiśle grają twoi dawni znajomi.

Z Miroslavem Covilo grałem przez półtora roku w Koprze, bardzo dobrze znamy się też z Urosem Korunem, który jest dzisiaj w Piaście Gliwice. Przez dwa lata występowaliśmy razem w Celje. Covilo nie miał u nas łatwo, bo po przyjeździe do Słowenii zupełnie nie znał naszego języka. Trochę żartów i kawałów w szatni musieliśmy mu więc w związku z tym zrobić.

Dało się w Słowenii dobrze zarobić?

Pod względem finansowym Słowenia jest daleko za Polską. Tylko Maribor i Olimpija mogłyby się równać z polskimi zespołami. Maribor ma finansowe możliwości zbliżone do Wisły Kraków. Piłkarze grający w pozostałych klubach słoweńskiej ekstraklasy mogą liczyć na zarobki od tysiąca do maksymalnie trzech tysięcy euro.

Dlaczego więc do poważniejszej piłki trafiłeś tak późno?

W słoweńskiej ekstraklasie zagrałem około 100 meczów. Jeszcze w wieku 21 lat miałem kilka ofert, między innymi z Włoch i Polski, żadnej nie udało się jednak sfinalizować. Między innymi dlatego, że gdy miałem ważny kontrakt, prezes klubu nie chciał mnie puścić. Dopiero jak skończyła mi się umowa, mogłem wyjechać – do greckiej ekstraklasy.

Przez rok zagrałeś tam tylko kilka meczów.

To było dla mnie zdecydowanie za mało. Gdyby zależało mi tylko na kasie, siedziałbym tam na ławce i kasował dobrą pensję przez kolejne półtora roku. Nie chciałem tego, rozwiązałem kontrakt, wróciłem do domu. Zadzwonił do mnie agent, zaproponował podpisanie kontraktu w polskiej I lidze. Nie zgodziłem się, bo uważałem, że to dla mnie za mało. Ale po upływie dwóch tygodni stwierdziłem, że lepiej grać i być w rytmie, niż siedzieć na kanapie. Postawiłem na zaplecze w Polsce, ale z myślą, żeby się w niej pokazać i przenieść do lepszego klubu.

Dość duże ryzyko – mogłeś się w niej równie dobrze utopić, polska I liga zdążyła już pochłonąć kilku niezłych zawodników.

A co miałem do stracenia? Postawiłem jeden krok do tyłu, żeby później postawić dwa do przodu. Przyjechałem do GKS-u Tychy, zaliczyłem tam kilka niezłych meczów, po których kupiła mnie Olimpia Grudziądz. Tam była szansa przedostania się do ekstraklasy dzięki awansowi, ale zakończyliśmy sezon na czwartym miejscu. Wyszło ostatecznie na moje, bo do ekstraklasy i tak trafiłem. 

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ TAKŻE W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej