Przejdź do treści
Dogrywka z Grzegorzem Boninem. Zahartowany przez Nawałkę

Polska Ekstraklasa

Dogrywka z Grzegorzem Boninem. Zahartowany przez Nawałkę

Wiosna w wykonaniu Górnika Łęczna daleka jest od ideału. Także dlatego, że Grzegorz Bonin nie daje tyle zespołowi, ile dawał jesienią: – Jakby tak było, dziś miałbym w 20 bramek na koncie. W Łęcznej poprawiłem statystyki, ale wiosną gramy słabiej jako cały zespół, przecież jeden zawodnik, wszystko jedno Bonin, Piesio, Nowak czy ktoś inny, nie weźmie piłki pod pachę i nie będzie biegał po całym boisku – mówi pomocnik, który jeszcze niedawno myślał… o zakończeniu kariery.

Słabsza forma Bonina przekłada się na gorsze wyniki całego Górnika

Najświeższe doniesienia z Ekstraklasy na PiłkaNożna.pl – KLIKNIJ!


rozmawiał Przemysław PAWLAK

– Trochę szybko chciałeś dać sobie spokój z grą w piłkę. Miałeś niespełna trzydzieści lat.
– Klubu nie miałem, z ekstraklasy propozycje nie przychodziły, menedżer dzwonił do klubów pierwszoligowych, ale odpowiedź była jedna – na niego nas nie stać – opowiada Bonin (na zdjęciu). – Nikt nawet nie zapytał, za ile ten Bonin chce grać. Z łatką gościa zarabiającego nie wiadomo jakie pieniądze, nie łatwo szuka się pracy.

– Dlatego myślałeś o zakończeniu kariery?
– Co pół roku zmieniałem klub. To był gwóźdź do trumny. Przychodziłem do jednego zespołu, oczywiście z tą swoją łatką, więc oczekiwano ode mnie cudów, do klubów trafiałem jednak w różnych etapach przygotowań, w takich okolicznościach trudno o dobrą formę, brakuje stabilizacji. Błąkałem się tak chyba przez dwa lata. Miałem dość, rodzina też ciężko znosiła kolejne przeprowadzki. Jakbym miał jechać z Pomorza, skąd pochodzę, gdzieś na drugi koniec Polski do Kolejarza Stróże, siedzieć tam z dwójką dzieci za pięć tysięcy złotych, wolałbym dać sobie spokój z piłką. Nie chciałem obijać się o jakieś drużyny z niższych lig, grać właściwie bez perspektyw.

– Miałeś przygotowany plan B na życie po piłce?
– Nie, nad konkretami nie zastanawiałem się. Z menedżerem mam przyjacielskie relacje, więc może jakiś wspólny biznes byśmy rozkręcili. W każdym razie piłka zostałaby bardziej na poziomie amatorskim. Szukałem klubu, ale sam ze sobą przecież nie podpiszę kontraktu. A później już ci co mnie nie chcieli, żałowali. Dzwonili i mówili, że szkoda, iż z takiego założenia wychodzili.

– Jakiego?

– Że Bonin przyjdzie, nie dość, że trzeba będzie mu nie wiadomo ile zapłacić, to jeszcze będzie psuł szatnię. Skąd to się brało? Chore.

– No przecież wiesz skąd. Polonia Warszawa, tam podpisałeś ponoć bajoński kontrakt. To paradoks, że w gruncie rzeczy spędziłeś w stolicy nieco ponad pół roku, a ten krótki czas w ujęciu całej kariery mocno zdefiniował twoją osobę, konkretnie prezes Józef Wojciechowski, który głośno mówił o zarobkach Bonina.

– Dziwne to było. Tym bardziej że nic nie wskazywało, że ja z Polonii będę nagle odchodził. Pod koniec stycznia dostałem jednak krótką informację, albo schodzę z warunków, albo mogę szukać nowego klubu. Sprawę rozwiązania kontraktu załatwiliśmy w godzinę. W swoim czasie w Wiśle Nowe dostawałem pięć złotych za trening, ale w talonie na mięso, bo sponsorem klubu była masarnia. Nie jestem pazerny na pieniądze. Nawet prawnik Polonii powiedział, że po prostu na mnie trafiło, nie poszło o grę, tylko o wysokość wynagrodzenia. Ale dla jasności, ja wcale w Polonii nie zarabiałem najwięcej, było kilku chłopaków z wyższymi umowami.

– To dlaczego padło na ciebie?
– Nie wiem. Chłopaki w szatni też śmiali się, że znów ja w mediach obrywam. Dziwny okres w moim życiu, dziennikarze jakby siedzieli w moim kontrakcie, bo była tam jeszcze kwestia kwoty za podpisanie umowy z Polonią, a żaden nie zadzwonił do mnie i nie zapytał, czy to wszystko faktycznie prawda.

– Czyli to nie była prawda?
– Nie była. Po tym jak już rozwiązałem umowę w Warszawie w wywiadach mówiłem, że nie zarabiałem takich pieniędzy, ale o tym głośno już się nie robiło, trudniej przedrzeć się z taką informacją.

– Nie powiesz chyba, że w Polonii źle zarabiałeś?
– Oczywiście, że nie. Zanim jednak związałem się z klubem z Warszawy, mogłem przedłużyć kontrakt z Górnikiem Zabrze. I to na lepszych warunkach, niż te, które otrzymałem w Polonii. To były dopiero duże pieniądze, w dodatku miał trwać pięć lat, czyli jeszcze dziś by obowiązywał. Widziałem jednak, że w klubie są problemy, chciałem też spróbować czegoś innego, miałem bodaj 28 lat i ambicję gry o wyższe cele. Potem w Górniku dziękowali mi, że nie podpisałem z nimi tego kontraktu, bo dopiero byłby problem z wypłacalnością… A mówiąc poważnie, zakładam, że w Zabrzu dopóki byłbym na topie, wszystko przebiegałoby zgodnie z planem, ale i tam też szybko pojawiłyby się głosy po kilku słabszych meczach, że mi się już nie chce, bo dostałem wysoki kontrakt.

– Cała sprawa z Polonią też wpłynęła na myśli o zakończeniu kariery?

– Nie. Tu chodziło głównie o stabilizację dla rodziny.

– W ogóle się tym nie przejmowałeś?

– Pewnie większość zawodników powie, że się nie przejmują tym, co piszą o nich w gazetach, więc ja mówię: jak byłem młodszy, trochę na pewno tym się przejmowałem. Tyle że problem polegał głównie na tym, że w związku z tym co się o mnie pisało i mówiło, nie mogłem znaleźć klubu.

– Stabilizację znalazłeś dopiero w Łęcznej – w Górniku grasz już prawie trzy lata.

– Jest kilku chłopaków, którzy są w klubie od początku kadencji trenera Jurija Szatałowa. Między innymi ja, bo trafiłem do Łęcznej bodaj trzy tygodnie później. Teraz Velo Nikitović, Tomek Nowak, Serek Prusak, Paweł Sasin, trzymamy szatnię Górnika, na razie jeszcze nam się udaje. Ktoś puszcza hip-hop, ktoś disco polo i wszystko kręci się.

– Na pewno powiesz, że Górnik nie spadnie z ekstraklasy, więc od razu pytam na jakiej podstawie?
– Jesteśmy w trudnym momencie, wiadomo. Choć jest już nieco lepiej, bo były mecze, w których mieliśmy olbrzymie kłopoty ze stwarzaniem sytuacji podbramkowych. Tu się ruszyło. Pytanie jednak czy realnie patrząc na sprawę, stać nas na coś więcej niż walka o utrzymanie. Zaczynając sezon każdy w klubie, zarząd, sztab szkoleniowy, piłkarze mieliśmy świadomość, że będziemy musieli bronić się przed spadkiem. Jesteśmy przygotowani pod względem psychicznym na walkę o życie.

– Dla mnie to spore zaskoczenie, że tak spokojnie o tym wszyscy w Łęcznej mówią.
– No, ale spójrzmy przez pryzmat budżetu – mamy jeden z najniższych w lidze, może nawet najniższy.

– I połowę bierze Bonin?
– Tak, i sam będzie strzelał wszystkie gole. Na serio jednak, nie możemy porównywać się z innymi drużynami, bo większość ma szersze kadry, bardziej wyrównane… Mieliśmy dobre momenty w tym sezonie, ale też strasznie słabe. Choć trzeba sobie powiedzieć otwarcie, w ekstraklasie nie ma trudnych i nie ma łatwych meczów, bo poza Legią Warszawa, każdy zespół jest w naszym zasięgu, o wyniku decyduje dyspozycja dnia. Zresztą z Legią też potrafiliśmy wygrać. Nie mam na myśli tabeli, ale umiejętności. Nie jest więc tak, że już przed meczem jesteśmy skazani na porażkę. Nie czujemy się tak. Mamy przed sobą rundę finałową, wszystkie zespoły startują praktycznie od zera, różnice punktowe są naprawdę niewielkie. Mamy jednak świadomość, że od momentu wejścia w życie nowego systemu rozgrywek, zespoły, które skończyły rundę zasadniczą w strefie spadkowej, nie potrafiły z niej się wydostać.

– Zespół Górnika robi postępy pod okiem Szatałowa? W zeszłym sezonie była walka tylko o utrzymanie, teraz jest tak samo.
– Odkąd trener pojawił się w Łęcznej, zespół odżył. W pierwszej lidze nie rysowały się przed nami jakieś piękne perspektywy, mimo tego weszliśmy do ekstraklasy, potrafiliśmy ją w zeszłym sezonie obronić. Kibice wrócili na stadion, to są efekty naszej wspólnej pracy. W niektórych polskich klubach często odwołują się do tradycji, ale w gruncie rzeczy też nie mają nie wiadomo jak dobrego piłkarskiego materiału, ale skoro historię mają bogatą, szukają zmian, wykonują nerwowe ruchy, rotują. Czy to jest dobre? A my wiemy, czego spodziewać się, trener Szatałow jest w Górniku trzy lata, dla mnie jest to OK.

– Niedawno przedłużyłeś kontrakt do 2018 roku. Nie za szybko, spadek na poważnie zagląda Górnikowi w oczy?
– Nie brałem tego pod uwagę. Inna sprawa, że w kontrakcie mam zapis, że nawet jeśli spadniemy do pierwszej ligi, umowa będzie nadal wiążąca – oczywiście na innych warunkach finansowych. To ważne o tyle, że zmieniły się przepisy i teraz jak klub spada z ekstraklasy, może przedstawić ci warunki nowego kontraktu, a jak nie zgadzasz się, dostajesz miesięczne wypowiedzenie i możesz szukać nowego miejsca pracy. Kluby w ten sposób zostały zabezpieczone na wypadek znacznego zmniejszenia wpływów po spadku z ekstraklasy. Chyba skorzystał z tego przepisu Bełchatów po zeszłym sezonie.

– Czyli twojego przypadku ten przepis nie dotyczy?
– Dokładnie. Dobrze się czuję w klubie, dzieci zaczęły chodzić do szkoły w Lublinie. Po prostu zależało mi, żeby zostać w Górniku dłużej.

– Jak wspominasz pracę z Adamem Nawałką?
– Już za moich czasów w Górniku Zabrze mówił, że chce być selekcjonerem. Wszystko miał poukładane od A do Z. Pod względem warunków stworzonych piłkarzom do pracy, organizacja na najwyższym poziomie. A pamiętajmy, Górnik to był klub, który miał problemy finansowe. Nawet sami się śmialiśmy, że nie było wypłat dla zawodników, a mieliśmy potrzebne odżywki i dobre warunki na zgrupowaniu, bo Nawałka o to dbał. Byliśmy w Turcji na obozie, sztab miał dopracowany pobyt do tego stopnia, że rozpisany był czas potrzebny do przedostania się z jednego boiska na drugie, a chodziło o dwie czy trzy minuty. Innym razem lało, wszystkie drużyny, które były w Turcji nie trenowały, nasz autokar zalany do połowy, ale jedziemy i znajdujemy boisko płaskie jak stół, możemy trenować. Nawałka miał plan B nawet na opady. Przed wyjazdem do Wronek, asystent Bogdan Zając pojechał do tej miejscowości sprawdzić czy trawa na boiskach jest skoszona na odpowiednią wysokość. Nawałka pod tym względem jest pedantem.

– A jeśli chodzi o trening?
– Treningi były strasznie długie. W innych klubach okresy przygotowawcze czy mikrocykle w tygodniu wspominam jak spacerki. W Zabrzu trening trwał około trzech godzin. I znów, wszystko zaplanowane w najmniejszych szczegółach. Nawet przejście między jednym a drugim miejscem zajęć, czy przerwa na picie – wszystko musiało być w truchcie. Poszliśmy do Polonii we trzech, oprócz mnie jeszcze Daniel Sikorski i Robert Jeż, przerwa na picie na treningu, a nasza trójka truchtem do wodopoju, reszta sobie spokojnie idzie i gada. U Nawałki by to nie przeszło, chodziłeś jak automat.

– Co było z zawodnikami, którzy nie mieli ochoty podporządkować się?
– Nie było wyjścia, musiałeś się dostosować. Dyscyplina i motywacja. Trener przejął nas jeszcze w pierwszej lidze, po spadku, potrafił odbudować pod względem mentalnym, wywalczyliśmy awans. A odpowiednia motywacja jest niesłychanie ważna, myślę, że w dużej mierze dzięki tej umiejętności został selekcjonerem. Spójrzmy na reprezentację Polski. Trener przejmował zespół w trudnym momencie, większość ludzi od kadry odwracała się, nie było wyników. A ostatnie mecze towarzyskie pokazały, że ten zespół gra na luzie, jest pewny siebie, nie musi szarpać się o każdego gola, o każdy wynik.

– Zagadnienia taktyczne?
– Konik trenera to wysoki pressing, gra na wysokim tętnie. Biegasz, a nie czaisz się. Po to te treningi były tak ciężkie, żeby w meczu po każdej stracie od razu szedł atak na piłkę. Graliśmy sparing z Zenitem Sankt Petersburg, mija pół godziny, a my cały czas press, press, press. W końcu zdziwieni Rosjanie zaczęli się nas pytać na boisku, czy my tak zawsze, czy będziemy biegać tak dziewięćdziesiąt minut, bo oni spokój, granie piłką, a my na żyle. I kadra też gra wysoko, na dwóch napastników, zawodników już mieliśmy dobrych, była kwestia dotarcia do ich głów.

– Dzisiaj fajnie powspominać, ale wtedy, kiedy mieliście te długie treningi, kiedy wszystko musieliście robić w biegu, kiedy obowiązywała dyscyplina, byliście wkurzeni na szkoleniowca?
– My, Polacy lubimy pomarudzić, więc kto by nie był trenerem, zawsze znajdą się tacy, którym coś będzie przeszkadzać. Nie każdy musiał być zadowolony, że po meczach rozruch trwał… dwie godziny. Nie tylko biegaliśmy wokół boiska, ale szliśmy też na siłownię na takie zajęcia, że w innych klubach lżej trenowało się przed sezonem. Wspinaliśmy się po linie, nie można było jednak zeskoczyć, tylko trzeba było po niej zejść. Hartowaliśmy się.

– Pomogło?
– Tak. W kolejnych klubach, w których byłem, treningi, okresy przygotowawcze były lekkie. A przynajmniej dla mnie lekkie, nie pamiętam, żebym miał zakwasy. Inna sprawa, że kiedyś też było inaczej, każdego wrzucali do jednego wora i biegałeś równo z wszystkimi, dziś obciążenia są dostosowane do każdego zawodnika.

– Nawałka w reprezentacji jest, ty miałeś mniej szczęścia. Po tournee w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, na którym Franciszek Smuda nie pozwolił ci zagrać nawet minuty, dość ostro wyraziłeś co myślisz na ten temat.
– Ja powiedziałem tylko, że nie czuję się gorszy od tych, którzy grali i skoro już pojechałem na to zgrupowanie, powinienem był dostać szansę w mniejszym czy większym wymiarze. Widziałem po treningach jak to wszystko wyglądało… Tyle że potem znów czytałem o sobie, że czuję się lepszy od Błaszczykowskiego – akurat od Kuby, bo to moja pozycja. Dziennikarze mnie o to poważnie pytali. I rozmawiaj z takimi gośćmi.

– Te słowa to była odwaga czy realna ocena sytuacji, gdyż mogłeś podejrzewać, że Smuda do kadry już cię nie powoła.
– Raczej większych szans sobie nie dawałem, skoro nie zagrałem nawet przez minutę na drugim końcu świata. Byłem wtedy w gazie, wymieniano mnie wśród najlepszych bocznych pomocników ekstraklasy, była presja na selekcjonerze, żeby mnie powołał.

– Selekcjoner szykował sobie alibi?

– Nie wiem. W każdym razie nie poczułem nawet przez moment, że będę potrzebny tej kadrze.

– W ogóle z tobą nie rozmawiał?
– Nie rozmawiał, tyle że to akurat nic nadzwyczajnego. W klubie też tak jest, że trener liczy się ze zdaniem kluczowych zawodników. Kadrę Smudy ciągnąć mieli Błaszczykowski, Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i z ich zdaniem liczył się selekcjoner. Normalne.

– Przynajmniej trafiłeś na zgrupowanie, po którym z kadry Smudy wylecieli Artur Boruc i Michał Żewłakow. Będzie co wnukom opowiadać.
– Szkoda gadać… Byłem zdziwiony, że wokół tej sprawy zrobiła się taka afera. Lecieliśmy francuskimi liniami, więc siłą rzeczy wino do posiłków było podawane, ale ciężko nawalić się trzema małymi winkami w dziesięć godzin. Nic się nie działo, Boruc i Żewłakow niczego złego nie zrobili. A miałem dość dobry pogląd na sytuację, gdyż w samolocie siedziałem rząd za nimi.



Cały wywiad ukazał się w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej