Dogrywka z Mariuszem Lewandowskim. Osiem kilogramów obywatela więcej
Wielokrotny reprezentant Polski, zdobywca Pucharu UEFA, pięciokrotny
mistrz Ukrainy, Piłkarz Roku według Tygodnika „Piłka Nożna” w 2009,
człowiek, który dla polskiego futbolu… właściwie przestał istnieć.
Jeszcze w 2013 roku do kadry powołał go Waldemar Fornalik, niedługo
potem osiedlił się w Dubaju.
Mariusz Lewandowski zapisał piękną kartę w historii polskiego futbolu
– Co słychać? –
Wszystko w porządku, dzieci rosną – mówi Mariusz Lewandowski. –
Przygodę z piłką właściwie skończyłem, nadszedł czas na kolejny etap
życia. Grunt to być dobrze do niego przygotowanym, trzeba rozwijać się. – Mówi pan: przygodę z piłką właściwie skończyłem. To skończył pan czy pan nie skończył, bo jasna deklaracja nie padła? –
Wycofałem się trochę po cichu, rzeczywiście tak było. Moim zamiarem to
jednak nie było. Miałem w głowie myśli, że jeśli pojawi się fajna
oferta, być może z niej jeszcze skorzystam. Tyle że mimo kilku zapytań
jednak nie skorzystałem i już raczej nie skorzystam. Natomiast jeśli
chodzi o oficjalne zakończenie kariery jakimś przyjemnym dla kibiców
meczem – niedawno Zagłębie Lubin proponowało mi organizację takiego
spotkania. I zdecyduję się, pozostaje jeszcze kwestia ustalenia dobrego
terminu. Dla mnie i dla zawodników, których chciałbym zaprosić, żeby
kibice w efekcie dostali fajne show. Niczego w życiu nie robiłem na
łapu-capu, zawsze starałem się podchodzić do różnych tematów z głową,
aby wszystko miało ręce i nogi. I to też, tak to widzę.
– Nie było możliwości pogrania jeszcze w piłkę choćby w Zjednoczonych Emiratach Arabskich? –
Nie było. W Dubaju gram już tylko czysto rekreacyjnie. Osiem kilogramów
obywatela jest też więcej, ponad dwa lata profesjonalnie nie uprawiam
piłki nożnej, więc żeby dojść do pełnej sprawności, musiałbym pewnie
poświęcić ze trzy miesiące. Inna sprawa, że to wcale nie jest
niemożliwe, pytanie czy jest sens? Żeby w dobrej formie pokazać się w
meczu pożegnalnym, może być, ale czy jest mi to potrzebne, żeby pokopać
na poważnie w kilku spotkaniach – na pewno nie
– Przestał pan grać w
piłkę w wieku 34 lat. Wcześnie.
– Mogłem jeszcze
pograć, to prawda. Mało tego, wciąż czuję się na siłach. Zwłaszcza że poziom
ligi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na kolana nie rzuca… Nie byłoby więc
pewnie wyjątkowo trudno załapać się tu do jakiegoś klubu. Niczego nie lubię
jednak robić nie na sto procent. Wejść do klubu, podpisać kontrakt, żeby po
prostu zarabiać, a nie oddawać się temu w całości – to by nie miało sensu.
Wychodzę z założenia, że jak nie mogę z siebie dać maksa w danym temacie,
lepiej w ogóle się za to nie zabierać. Jeżeli nie jesteś gotowy na sto procent,
oszukujesz siebie, kibiców, ludzi, którzy ci zaufali. Grać, żeby grać, to nie
dla mnie. Wolę sobie wieczorkiem pokopać z kolegami. W trakcie kariery
występowałem jednak praktycznie co trzy dni, wielu tematów nie mogłem więc
należycie dopilnować czy ich w ogóle widzieć. Były sprawy, wpływały na
przyszłość moją i mojej rodziny, które musiałem uporządkować. Zdecydowałem, że
to jest czas, aby piłka zeszła na drugi plan.
– O co chodziło?
– Cenię sobie
prywatność, moi bliscy wiedzą w czym była rzecz i niech tak zostanie. Mogę
powiedzieć, że zawsze najważniejsza była dla mnie rodzina.
– A dlaczego postanowił
pan na stałe osiedlić się w Dubaju?
– Nie można się bać
podejmowania trudnych decyzji, ja podjąłem i dziś jestem zadowolony. Jak
wyjeżdżałem na Ukrainę też wszyscy pukali się w czoło, no i co? Przeżyłem. Źle
na tym nie wyszedłem. W Dubaju też przeżyję. Żonie bardzo podoba się to miasto.
Synowie są z kolei zadowoleni ze szkoły brytyjskiej, do której chodzą. Mają
dobre warunki do kształcenia się i rozwoju. Gdybyśmy wrócili do mojego
rodzinnego miasta, dzieci nie miałyby takich warunków. Musielibyśmy i tak
poszukać innego miejsca do zamieszkania. Głównie chodziło więc o synów. A babcie
regularnie nas odwiedzają, nie ma z tym problemu. Podobnie jak przyjaciele.
Śmiejemy się z żoną, że nasz dom to taki trochę dom wypoczynkowy, czasem nie
wiemy czy jesteśmy jeszcze w Polsce czy już w Dubaju… Różnicę robi tylko
pogoda. W każdym razie to Polska jest naszym krajem i tak pozostanie.
– Przyjaciele, czyli na
przykład Robert i Anna Lewandowscy, wasze wspólne zdjęcia pojawiały się na
Instagramie.
– Znaleźliśmy wspólny
język, przyjaźnimy się od lat. Od czasów, kiedy Robert grał jeszcze w Lechu Poznań.
Lewi trzymają się razem, to jest dobre. Szanowałem Roberta, kiedy wchodził do
reprezentacji Polski widziałem, że to ułożony chłopak, on chyba z kolei
doceniał, iż starałem się mu pomóc w tych pierwszych krokach w kadrze. Czy
bawimy się razem, czy odpoczywamy, zawsze jest miło spędzić czas we wspólnym
towarzystwie.
– Wrzucał pan też
zdjęcia z Willianem, dziś zawodnikiem Chelsea Londyn.
– Bo znamy się
znakomicie, graliśmy razem kilka lat w Szachtarze. Skromny chłopak, rozbrajał
sytuację tym swoim białym uśmiechem. W naszej znajomości nie ma jednak niczego
niezwykłego. Pewnie jak ktoś popatrzy na to z boku, może sobie pomyśleć: wow,
zna tego i tego. Ale to tak nie działa, jak siedziałeś z tymi ludźmi przy
jednym stole, nie podchodzisz tak do tego zagadnienia. Tak samo ma Jurek Dudek,
który zna cały Real Madryt czy właśnie Robert Lewandowski. Nie ma w tym więc
nic nadzwyczajnego, że zawodnicy, z którymi grałem, odwiedzając Dubaj,
odwiedzają przy okazji mnie.
– Brał pan pod uwagę
Ukrainę, jako miejsce, w którym mógłby pan osiąść na stałe? Spędził pan tam
ponad 10 lat.
– Nie braliśmy pod
uwagę takiej możliwości. Ukraina podobała nam się jako kraj, mamy do niego duży
szacunek za to co w nim osiągnęliśmy, zrobiliśmy, przeżyliśmy, ale na dłuższą
metę życie na Ukrainie nie miałoby sensu.
– Dlaczego?
– Choćby dlatego, że
sąsiadem Ukrainy jest Polska, kraj dużo bardziej rozwinięty. Synowie mieliby
się uczyć w szkole ukraińskiej? W Dubaju mówimy o zupełnie innych perspektywach
dla nich, o innym świecie.
-Swoją drogą, co pan
robi w Dubaju? Prowadzi pan interesy, czy po prostu żyje z procentów, większość
kariery spędził pan w Szachtarze Donieck, trudno było dobrze nie zarobić?
– Nie lubię rozmawiać o
pieniądzach. Dla mnie to też sfera prywatna. To co robię, niech zostanie dla
mnie i moich bliskich.
– Ma pan jeszcze jakieś
związki z futbolem?
– Robię papiery
trenerskie, niedługo będę zdawał najwyższą licencję UEFA PRO. Liczę, że w
przyszłości będą mógł poświęcić piłce nieco więcej czasu. Wcale niekoniecznie w
Europie, może również na rynku azjatyckim.
– Propozycja z Polski,
dajmy na to, z Zagłębia Lubin, byłaby dla pana atrakcyjna?
– Na razie mam inne
plany. Ale nigdy niczego nie wykluczam. Życie pisze tak różne scenariusze, że
żadna deklaracja w tym momencie nie będzie odpowiednia. Dziś mogę myśleć jedno,
ale jutro pod wpływem jakichś zdarzeń drugie.
– A nie chciał pan
zostać na przykład ekspertem lub komentatorem meczów w telewizji? To popularne
wśród byłych zawodników.
– Nie nadaję się do
tego. Jestem za bardzo impulsywny. Co chwilę byłoby tylko: pi, pi, pi. No chyba
że nie komentowałbym na żywo.
– Grający w Arabii
Saudyjskiej Adrian Mierzejewski opowiadał niedawno na łamach „PN” o różnych
codziennych problemach, z którymi musi borykać się człowiek wychowany w innej
kulturze, ale mieszkający w arabskim kraju. A jak się panu żyje w Dubaju?
– To dwa zupełnie inne
światy. Mierzej jest w mieście zdecydowanie bardziej ortodoksyjnym. Zjednoczone
Emiraty Arabskie są bodaj najbardziej otwartym krajem z wszystkich arabskich. W
Dubaju w porównaniu z innymi arabskimi miastami panuje najbardziej europejski
klimat. Na przykład kobiety mogą chodzić po ulicach normalnie ubrane, może ktoś
zwróciłby uwagę, gdyby jakaś pani miała zbyt krótką spódnicę lub za duży
dekolt. Jest normalnie. Co mi się podoba w tym kraju, trzeba respektować ich
zasady, ale oni też respektują zasady obcokrajowców. Przestępczość? Wszędzie
znajdą się chętni do robienia dużych przekrętów, ale tu generalnie jest
znikoma. Bezpieczeństwo? Na bardzo wysokim poziomie, i to również zdecydowało o
tym, że przenieśliśmy się do Dubaju. Bo to co dzieje się, wydawać by się mogło
w cywilizowanym świecie, mam na myśli zeszłotygodniowe zamachy terrorystyczne w
Belgii, fakt, że nie można temu zapobiec, dla mnie jest niepojęte.
– Czyli generalnie dobrze
się panu tam układa. Zresztą zdjęcia na Instagramie zdają się to potwierdzać.
Można odnieść wrażenie, że żyje pan na bardzo wysokim poziomie. W co pan
inwestował w trakcie kariery?
– Zdjęcia nie zawsze
odzwierciedlają rzeczywistość… Staram się, żeby rodzina była zdrowa i
zadowolona, reszta jest mniej istotna. A co do inwestycji, niech każdy decyduje
o sobie. Lepiej być kowalem swojego losu, żeby potem ewentualnie mieć pretensje
do siebie, a nie do kogoś innego. Doradcy zawsze pojawiają się przy piłkarzach.
Najważniejsze to otoczyć się właściwymi ludźmi, tymi uczciwymi. Bo jak
wejdziesz w układ z oszustem, nic ci nie pomoże. W trakcie kariery i po
karierze. Na piłkarza czyha dużo pokus i… dużo hien. Tylko czekają, żeby
kosztem twoich ciężko zarobionych pieniędzy, samemu się nachapać.
-Ile razy spotkał się
pan z takimi sytuacjami, ile razy ktoś chciał na panu zarobić?
– Dużo. Ci wszyscy
doradcy pojawiają się niemal ze wszystkich stron, swoje pomysły przedstawiają
tylko w różowych barwach. Sam już nie wiesz co jest korzystne, a co nie. Ja na
szczęście mam mądrą żonę, która potrafi zaciągnąć mi hamulec. I najlepsze
interesy, które zrobiliśmy, to były jej interesy, bo moje nie za bardzo
wypalały. Żona zna się na tym, ma dobre wyczucie do biznesu. Dobrze, że możemy
się uzupełniać.
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.