Dogrywka z Martyną Pajączek. „Pierwsza liga nie jest niechcianym dzieckiem”
Prezes Miedzi Legnica, prezes pierwszej ligi piłkarskiej, wreszcie od niedawna pierwsza kobieta w historii w zarządzie Polskiego Związku Piłki Nożnej. Niejeden chłop na schwał mógłby tylu obowiązków nie udźwignąć. Martyna Pajączek plany dla rozrywek pierwszoligowych ma szerokie, bo nie dotyczy tylko kontraktu na piłkę z jednym z producentów, którą zespoły z tego poziomu rozgrywek zagrają z dużym prawdopodobieństwem w przyszłym sezonie.
– Ile razy pani usłyszała, że kobieta do piłki nie nadaje się? – Nie operuję tak dużymi liczbami – uśmiecha się Martyna Pajączek. – A tak na poważnie, nikt mi tego nigdy nie powiedział. Za plecami pewnie ludzie coś gadają. Taki stereotyp funkcjonuje, mam się tym przejmować? Zazwyczaj jak ktoś coś robi, komuś się to nie podoba i opowiada różne historie… Zostałam wybrana na prezesa Pierwszej Ligi Piłkarskiej przez 17 kolegów, więc chyba uważają, że się nadaję. Mnie się z kolegami pracuje dobrze, a nawet sympatycznie.
(…) – Czy pierwsza liga to wiarygodny partner? Ponad rok temu pytałem o to samo Michała Listkiewicza, wówczas był prezesem PLP, powołując się na przypadek Widzewa Łódź, który nie dograł sezonu do końca. Listkiewicz zapewniał, że nic takiego się już nie powtórzy, a niedługo potem mieliśmy sprawę upadku Dolcanu Ząbki… – Akurat sprawa Dolcanu była specyficzna, bo tam w poważne kłopoty wpadł właściciel klubu, więc trudno, żeby to nie rzutowało na działalność sportową. – Wciąż jednak nie jest to poważne, bo jaką pewność może mieć potencjalny sponsor, że liga w ogóle dojedzie do końca w pełnym składzie. – No dobrze, ale jeśli z ekstraklasy spada do nas klub z poważnymi kłopotami finansowymi, to co wtedy? Wie pan, ja naprawdę z dużą przyjemnością obserwuje jak pierwsza liga idzie do przodu. Pamiętam jacy ludzie przyjeżdżali na spotkania pięć lat temu, jakie tematy dominowały i wiem, jak to wygląda obecnie. Wiadomo jaka jest kondycja finansowa polskich klubów piłkarskich, wbrew logice – te pierwszoligowe są dość zdrowe. – Ponoć padła nawet deklaracja, że w kolejnym rozdaniu jest szansa, że prawa do ekstraklasy i zaplecza zostaną sprzedane razem. – Ze wspólną sprzedażą praw mediowych to jest tak, że my najpierw musimy coś zbudować, mieć mocny produkt, żeby zacząć się zastanawiać jak i z kim prawa dystrybuować. Zresztą to samo dotyczy pozyskiwania sponsorów. Nasze cele na najbliższe półtora roku są bardziej przyziemne, jesteśmy na etapie pracy u podstaw. Ale OK, dyskusja trwa. I nawet fakt, że nasz kontrakt kończy się za 1,5 roku, a ekstraklasy za 2,5 nie musi być kłopotem. Z mojego punktu widzenia problem jest gdzie indziej – ile ekstraklasa może nam zaoferować z całego tortu? Pięć procent? To ja nie chcę tak. Dlatego wspomniałam o tym budowaniu produktu, bo pierwsza liga musi urosnąć, żeby móc zawalczyć o coś większego. Nie chcę, żeby pierwsza liga była niechcianym, podrzuconym dzieckiem. Chcemy zbudować mocny produkt, maksymalizować na to szanse, abyśmy byli wartościowym partnerem do rozmów
(…)
Cały wywiad można znaleźć w nowym numerze tygodnika „Piłka Nożna”
Wieczysta rozbija bank! Drugi największy transfer w historii klubu
Wieczysta Kraków nie zwalnia tempa na rynku transferowym. Po tym, jak na Chałupnika trafił Paulinho z Oțelulu Gałacz, do I-ligowca ma dołączyć kolejny Portugalczyk z rumuńskiego klubu.