Dogrywka z Pawłem Cibickim: Szwecja czy Polska? Decyzji nie podjąłem
Ostatnio w Malmoe FF
nie ma najlepszych notowań. W eliminacjach Ligi Mistrzów z Żalgirisem Wilno
został zmieniony po pierwszej połowie, w rewanżu na Litwie nie wszedł na
boisko. W pierwszym spotkaniu przeciw Red Bull Salzburg trener Age Hareide
ponownie nie skorzystał z usług mającego paszporty polski i szwedzki pomocnika.
ba, nie znalazło się dla niego nawet miejsce na ławce rezerwowych.
Paweł Cibicki zapewnia, że czuje się bardziej Polakiem niż Szwedem
– Nie jest pan brany
pod uwagę w planach Age Hareide w Malmoe FF?
– Każdy piłkarz
przeżywa lepsze i gorsze okresy – mówi Paweł Cibicki (na zdjęciu). – Staram się
pracować jak najlepiej na treningach. Zespół znajduje się w trakcie przebudowy,
odeszło sporo zawodników, doszła duża grupa i rotacje w składzie nikogo nie
dziwią. Pewnie, niezadowoleni są ci, którzy grają mniej, ale spokojnie trzeba
czekać na kolejne szanse.
– Obecne Malmoe jest
silniejsze niż rok temu, gdy wywalczyliście awans do fazy grupowej Champions
League?
Według mnie za
wcześnie na oceny. Jak wejdziemy do Ligi Mistrzów, będzie można stwierdzić, że
prezentujemy podobny poziom. W lidze szwedzkiej gramy słabiej, ale to można
wytłumaczyć zmianami w kadrze zespołu i zaangażowaniem w europejskie puchary.
Żalgiris Wilno stawił duży opór, a po remisie w Malmoe pokazaliśmy wyższość na
Litwie. Salzburg to ekipa z wyższej półki, ale przed rokiem to my okazaliśmy
się lepsi od mistrzów Austrii w eliminacjach.
– Czym wyróżnia się
trener Hareide?
To mistrz w zamykaniu
meczów, gdy my pierwsi strzelimy gola. Z Malmoe trudno grało się nawet
Juventusowi, czy Atletico Madryt, bo jesteśmy dobrze zorganizowani w defensywie
i ułożeni taktycznie.
– Skorzystał pan na
występach w fazie grupowej Champions League?
– Pewnie, kiedy oglądałem
w telewizji finał Barcelona – Juventus, od razu przypomniały mi się starcia
Malmoe ze Starą Damą. Gdy byłem chłopcem ekscytował mnie hymn Ligi Mistrzów, a
po latach mogłem go słuchać jako zawodnik, uczestnik elitarnych rozgrywek.
Spełniło się moje marzenie, mogłem rywalizować z najlepszymi na świecie. Jak w
meczu z Olympiakosem Pireus zabrałem futbolówkę Ericowi Abidalowi, wyłożyłem ją
Markusowi Rosenbergowi, który strzelił gola – poczułem się jak w siódmym
niebie. Warto się poświęcać dla przeżycia takich chwil.
– Markus Rosenberg
uchodzi za ikonę Malmoe FF. Dużo można się nauczyć od tego zawodnika?
– Wystarczy zerknąć na
CV Markusa. Niemcy, Hiszpania, Anglia, Ajax Amsterdam – gdzie on grał…
Wielokrotny reprezentant Szwecji, który z kadrą był na mundialu i mistrzostwach
Europy. To wzór do naśladowania dla każdego zawodnika Malmoe. Ma ogromne
doświadczenie, jest kapitanem z prawdziwego zdarzenia.
– Gdy Szwecja pod
koniec czerwca sięgała w Czechach po złoty medal młodzieżowego Euro czuł pan
nutkę zazdrości?
– Nie będę kłamał, że
nie. Pewnie, gdybym wybrał Szwecję, grałbym w tej drużynie, ale nie ma co
płakać nad rozlanym mlekiem. Fajnie oglądało się ten zespół w akcji, super też
została przywitana w Sztokholmie, gdzie czekało na nią 10 tysięcy kibiców. Moi
koledzy zasłużyli na złoto, a teraz są niesamowicie popularni. Szwecja oszalała
na ich punkcie.
– Może pojedzie pan z
nimi na igrzyska do Rio de Janeiro?
– Taka impreza też kusi
i to bardzo, ale to melodia przyszłości. A przecież trudno przesądzać, jak się
potoczą moje losy przez najbliższy rok.
– Zdecydował się pan
już – Polska czy Szwecja?
– Ostateczna decyzja
nie została podjęta. Najważniejsze, bym znajdował się w takiej formie, która
uprawniałaby do liczenia na powołania do obu reprezentacji.
– Utrzymuje pan kontakt
z kimś z PZPN?
– Ostatnio przez dwa
miesiące cisza. Mam pecha, bo jak przychodzi powołanie, doznaję kontuzji i tak
było w trzech przypadkach z rzędu. Nie wykręcam się od gry dla Polski i
denerwują mnie opinie, które czasami się pojawiają. Tym bardziej, że pochopnie
ocenia mnie ktoś, kto mnie nie zna.
– Zaprzyjaźnił się pan
z kimś z Polski?
Nie było na to za
bardzo czasu, bo nie zadomowiłem się w młodzieżowej reprezentacji.
Telefonicznie rozmawiałem tylko z Marcinem Dorną.
– To spytam wprost –
czuje się pan bardziej Polakiem czy Szwedem?
– Polakiem. Mieszkam w
Szwecji, urodziłem się w Malmoe, ale w domu mówi się u mnie po polsku. Rodzice
nie zapomnieli o korzeniach i też pewnie pragnęliby, bym występował dla Polski.
– W finałach Euro 2016
mogą zagrać i Polska, i Szwecja…
– Obydwu drużynom życzę
awansu. Mecze Polski staram się oglądać regularnie i bardzo mi się podoba gra
zespołu Adama Nawałki. A Robert Lewandowski to gość wyjątkowy, to co zrobił z
Gruzją zaliczając w kilka minut hat-tricka odbiło się szerokim echem także w Szwecji.
Fajnie byłoby występować z takim piłkarzem w reprezentacji Polski, ale na razie
wszystko pozostaje w sferze marzeń.
– Dlaczego nie
skorzystał pan z propozycji holenderskiego Groningen?
– Oferty się pojawiają,
w tym z Groningen, ale ja się skupiam na grze w piłkę, codziennej pracy. Mój
agent zajmuje się transferami, a póki co muszę odbudować pozycję w zespole
Malmoe i jesienią pokazać się z jak najlepszej strony w europejskich pucharach.
– Klub marzeń Pawła
Cibickiego?
– Raczej liga marzeń –
Primera Division. Liczę, że za kilka lat spróbuje sił w Hiszpanii.
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Sukces Ewy Pajor! Wygrana w El Clasico i kolejne trofeum do kolekcji
Barcelona Femeni sięgnęła po szósty tytuł Superpucharu Hiszpanii, odprawiając w sobotnim spotkaniu Real Madryt z kwitkiem. W podstawowym składzie Blaugrany wyszła napastniczka reprezentacji Polski, Ewa Pajor.
Michał Nalepa znalazł nowy klub! Opowiedział o życiu w Turcji
Był bez klubu od września, kiedy to rozwiązano z nim kontrakt ze względu na limit obcokrajowców, a po kilku miesiącach czekania wiemy, gdzie będzie kontynuował swoją karierę. Opowiedział nam o tym, jak żyje się w Kraju Półksiężyca.