Przejdź do treści
Dogrywka z Sewerynem Kiełpinem. Myszy w bucie

Polska Ekstraklasa

Dogrywka z Sewerynem Kiełpinem. Myszy w bucie

Do ekstraklasy wrócił po pięciu latach. Po przejściach, z dużo większym bagażem życiowego doświadczenia, przede wszystkim z zupełnie innym sposobem myślenia o sobie i piłce nożnej. I z bardzo dużym dystansem do rzeczywistości, o czym można się przekonać, czytając ten wywiad.


Jedenastka weekendu 12. kolejki LOTTO Ekstraklasy wg „Piłki Nożnej” – KLIKNIJ!

rozmawiał Przemysław PAWLAK

– Jakie masz rytuały przedmeczowe?
– Kiedyś przed meczami jeździłem na kawkę z kolegami z drużyny i jak wynik był pozytywny to stosowałem to co tydzień, kiedy jednak przydarzyła się porażka siedziałem w domu – mówi Kiełpin. – Rękawice też potrafiły mi długo służyć. Dopóki nie puszczałem bramki, broniłem w tych samych, choć nadawały się do wymiany. No i noszę na szyi kieł, mój talizman nie tylko na boisko, ale na życie. To pochodna od nazwiska Kiełpin. Ale grać w nim nie mogę, przepisy zabraniają, choć kiedyś zdarzało się przemycić coś niedozwolonego na plac gry pod koszulką termoaktywną, bo sędziowie tam nie zawsze zaglądali, teraz to już nie przejdzie. Z tych wszystkich różnych przyzwyczajeń został mi już tylko kolor stroju. Mam jeden ulubiony komplet zawsze. Z tym że też specjalnie nie chcę się do tego przywiązywać, gdyż z tymi rytuałami łatwo przesadzić – i potem siedzi w głowie, że skoro sędzia nakazał ubrać strój w innym kolorze, na pewno przegramy.

– Kto w szatni Wisły był w twoich czasach największym oryginałem?
– Zdecydowanie Paweł Magdoń. Buzia mu się nie zamykała. Ja mogę opowiedzieć historię, którą on nam przedstawiał, ale nie byłoby to samo. Wstawał, siadał, gestykulował, łapał się za głowę, spluwał, niesamowity facet, jeszcze z tej starszej epoki, nie do zdarcia. Do tej pory część tych jego zachowań funkcjonuje w szatni Wisły. A jak coś śmierdziało pod naszą bramką, napinał proste podbicie i robił porządek, bez zbędnych kombinacji. Wygrać z nim głowę było praktycznie niemożliwością. Nie dało się go nie lubić. Dobry kapitan, kilka razy dostał po uszach od góry, że za mocno broni spraw zawodników w rozmowach z prezesem. Nie zrażał się tym – kiedy prosił zespół, on szedł na negocjacje.

– A dziś kto zajmuje się takimi sprawami w Wiśle?
– Kapitanem zespołu jest Maks Rogalski, jak nie ma go na boisku i pod nieobecność Bartka Sielewskiego, ja przejmuję opaskę. Razem tworzymy też radę drużyny. Wszyscy razem staramy się śladami Pawła Magdonia negocjować z górą i być łącznikiem między drużyną a zarządem. Walczymy o premie, generalnie wszystko się kręci wokół kasy. To żart, chodzi bardziej o sprawy takie jak sprzęt do treningu, posiłki między zajęciami, ogólnie sprawy szatni, których jest mnóstwo.

– Ty jesteś od negocjacji, kto jest od żartów, bo w każdej szatni taki ktoś powinien być?
– Damian Piotrowski, o nieprzypadkowym pseudonimie Świrek. Wiele to o nim mówi. Potrafi rozluźnić atmosferę. Szkoda, że nie było go ostatnio z nami – dwa miesiące leczył kontuzję i dopiero wraca do zespołu. Czarek Stefańczyk to z kolei czarny humor. Taki trochę smerf maruda. Wygrywamy z Jagiellonią, która była liderem, po meczu zbijamy piątki, każdy uśmiechnięty, radość, a Czarek: – k…, wygrać tylko 1:0… Takie właśnie ma poczucie humoru.

– Piłkarze Wisły pracują z psychologiem sportowym Pawłem Frelikiem. Tobie to pomaga?
– Jak najbardziej i jak najbardziej korzystam z tej możliwości. Paweł Frelik pracuje z reprezentantami Polski, więc to już pokazuje, że jest bardzo dobry w swoim fachu. Rozmowy z nim sprawiły, że jestem w stanie skoncentrować się na jednej rzeczy, nie jest łatwo mnie rozproszyć. Wiadomo, bramkarz ma czasem trochę za dużo czasu na boisku, piłki może długo nie mieć. Miałem z tym problem, uciekałem myślami od wydarzeń na placu gry, zastanawiałem czy ktoś z rodziny dojechał na stadion, zwracałem uwagę na kibiców, ich okrzyki w moim kierunku, krótko mówiąc – łatwo się rozpraszałem. Spotkania z Pawłem pozwoliły mi to pokonać.

– W jaki sposób?

– Choćby dzięki ćwiczeniom, które sprawiają, że koncentrujesz się na jednej rzeczy. Na przykład ucho-broda, czy przemienne krzyżowanie palców przy składaniu dłoni, wtedy skupiasz się tylko na jednej rzeczy, a to pozwala być w grze cały czas. Proste rzeczy, ale pomagają. To tylko przykład, bo pracujemy na bardzo wielu płaszczyznach. Żałuję jedynie, że nie mogłem wcześniej pracować z taką osobą jak Paweł. W zespole mamy 18-letniego Krystiana Popielę, chłopak ma naprawdę duże szczęście, że już w tym wieku może pracować z psychologiem sportowym.

– Masz wrażenie, że byłbyś lepszym piłkarzem, gdybyś pracował z psychologiem wcześniej?
– Zdecydowanie. Nie przypadkiem się mówi, że kiedy grasz mecz w ponad pięćdziesięciu procentach o wszystkim decyduje głowa, dopiero potem dochodzą umiejętności czysto piłkarskie. Zobacz ilu jest zawodników treningowych. Na zajęciach umie wszystko, a w meczu nie potrafi poradzić sobie z presją.

– Dotyczy to także ciebie?
– Miałem różne problemy. Jeszcze jak grałem w Polonii Bytom traktowany przez kibiców byłem jak wróg, gdyż jestem wychowankiem Górnika Zabrze. Za bardzo interesowało mnie wszystko wokół meczu, niż on sam. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Wracając natomiast do Pawła Frelika, powtarza nam, że my nie możemy używać słowa: utrzymanie. Bo kiedy to wypowiadasz, podświadomie zakładasz, że to twój jedyny cel na ten sezon i siłą autosugestii właśnie to będziesz robił. A Wisła chce być jak najwyżej w tabeli, staramy się uniknąć sytuacji, w której po wygranym meczu będziemy klepać się po plecach i uspokajać, że kolejny mecz będzie mniej istotny, bo zdobyliśmy właśnie trzy punkty. W każdym spotkaniu mierzymy w zwycięstwo.

– Mówisz, że żałujesz, iż będąc dwudziestolatkiem nie miałeś tej głowy, co teraz. Jak sądzę, nie chodzi tylko o pracę z psychologiem.
– Dokładnie. Człowiek nabywa doświadczenie, zaczyna rozumieć co mu pomaga, a co niekoniecznie. Inna sprawa, że najlepiej uczyć się na własnych błędach. Ja lubię czytać książki o samorozwoju, w każdej powtarza się jedno – żeby się czegoś nauczyć, musisz najpierw popełnić ileś błędów. To tak jak z milionerami – ludzie, którzy dorobili się wielkiej kasy, często najpierw bankrutowali. Musieli dotknąć dna, poczuć je, żeby się odbić.

– Dużo czytasz o samorozwoju?
– Sporo. Stawiam na to. Po prostu lepiej czuję się z tym, gdy potrafię kontrolować nie tylko swoje ciało, ale również emocje i głowę. To jest mega ważne. Odkąd jestem w Wiśle zacząłem też indywidualną pracę z dietetykiem. Wiem, czego mój organizm nie toleruje. Teraz zawsze mam siłę w treningu, kiedyś zjadałem przed zajęciami spaghetti czy czekoladę i potem byłem trochę przymulony. Nie byłem świadomy tego, że to może mieć tak duże znaczenie. Natomiast kończąc wątek głowy, zadebiutowałem w ekstraklasie w Polonii, mając dwadzieścia lat i trochę głowa nie nadążała za sytuacją w jakiej się znalazłem, zaczęły się wyjścia ze znajomymi, rozglądanie za dziewczynami…

– Z tego akurat nie musisz się tłumaczyć.
– Wiesz jak jest, żeby poznać dziewczynę, zazwyczaj idzie się na imprezę…

– W Bytomiu nie było kolorowo pod względem organizacyjnym.

– Dochodziło do patologicznych sytuacji. Przyszedłem do klubu mając te dwadzieścia lat. Człowiek myślał, że teraz to się dopiero zacznie prawdziwe życie, że trafił na właściwe tory, że kariera będzie się rozwijać. A tu od stycznia do czerwca nie dostałem ani jednej wypłaty. Choćby złotówki! Ja rozumiem, że w czwartej lidze może się tak zdarzyć, ale w ekstraklasie? Mieszkałem wtedy jeszcze z rodzicami, dostaliśmy urlopy, chciałem pojechać na wakacje i musiałem pożyczać od nich kasę, a miałem już na koncie pierwsze mecze na najwyższym szczeblu rozgrywek w Polsce… Dziś na szczęście realia się zmieniły.


– Jak wyglądało codzienne życie w Polonii?
– Grałem również w Ruchu Radzionków, który zmagał się z wielkimi problemami finansowymi. Różnica była jedna – w Ruchu szatnia stanowiła jedność, bieda nas scalała, przekładało się to na boisko. W Bytomiu natomiast tak nie było i nawet nie bardzo być mogło, gdyż ktoś wymyślił, że starsi zawodnicy będą przebierali się w jednej szatni, a młodsi w drugiej. To jak mogła być spójność? W ogóle to w szatni zadomowiły się myszy, gdyż pod podłogą była piwnica. Przed treningiem wyciągam buty z dolnej szafki, a z korków wyskakuje mysz, tak naprawdę było. W dodatku budynek postawiony był krzywo, kładłeś piłkę na ziemi i zaczynała się turlać. Żeby zejść na murawę trzeba było pokonać chyba ze sto schodów, śmialiśmy się, że schodzisz po stopniach i od razu grasz mecz, w ogóle nie trzeba się rozgrzewać.

– A w Radzionkowie?
Dla mnie to dwie zupełnie inne bajki, choć łączył je ten sam finansowy wątek. Kibice Ruchu mieli do mnie szacunek, szatnia to była jedna – duża rodzina, lubiliśmy spędzać ze sobą czas nie tylko w klubie. Z brakiem pieniędzy łatwiej radzić sobie w takich okolicznościach. Inna sprawa, że w drugiej lidze wszystko płacone było na czas, problem pojawił się po awansie. Koszty zwiększyły się, doszli nowi zawodnicy, którym więcej szefowie naobiecywali. Najgorsze w tym wszystkim były właśnie niespełnione obietnice. Możesz dogadać się z klubem różnie, na większe czy na mniejsze pieniądze, ale jak już porozumienie jest, powinieneś dostawać to, co zostało umówione. W Ruchu, żeby klub miał mniejsze kłopoty, prezes poprosił, żebyśmy związali się umowami z nim, a nie z klubem. Wszystkie roszczenia, gdyż one do dzisiaj są i to całkiem spore, egzekwować muszę więc od prezesa. Tyle że to niewykonalne, bo ten umiejętnie się zabezpieczył, aby to uniemożliwić.

– Podobno jesteś bramkarzem, który lubi grać ryzykownie.
– Mnie się podoba gra Ikera Casillasa. Jestem jego idolem…

– … chyba on twoim.
– No tak o to mi chodziło, chociaż w sumie to nikt się go nie spytał, kto jest jego idolem, więc nigdy nie wiadomo. Ale OK, Casillas jest moim idolem ze względu na parametry, szybkość, skoczność, natomiast jeśli chodzi o nowoczesną grę bramkarza, podoba mi się Manuel Neuer. Gra wysoko, ryzykownie, dużo nogami, ma zaufanie drużyny, które ja chyba też mam, bo koledzy z drużyny nie boją się zagrywać mi piłki. Można to wyczuć.

– Pracujesz nad grą nogami? Kiedy Łukasz Fabiański czy Wojciech Szczęsny wznawiają grę, to piłka spada tam gdzie chcą, a u nas w lidze to różnie z tym bywa.
– Musisz częściej Wisłę Płock oglądać. Ja nad tym dużo pracuję. Wiadomo, w Anglii wymaga się tego od bramkarzy, w Polsce… nie wszyscy szkoleniowcy mają takie oczekiwania. Poprzednio w Wiśle pracowałem z trenerem Grzegorzem Pietrzakiem i zrobiłem spory postęp, teraz natomiast w klubie jest Andrzej Krzyształowicz, który przywiązuje do gry nogami bardzo dużą wagę. Spędził długi okres w akademii Manchesteru City, miał poważny kontakt z angielskim futbolem, a tam nacisk na grę bramkarzy nogami jest bardzo duży. Cieszę się, że mogę czerpać z jego doświadczenia. Wrócę do Neuera, przez śmiech mówiło się o tym, że w obliczu kontuzji jakiegoś środkowego obrońcy może go spokojnie zastąpić. Żarty, ale i tak to pokazuje, że bramkarz też może świetnie grać nogami. Mało tego, ja sobie daję rękę uciąć, że by sobie poradził. Widziałeś filmik, w którym odgrywa piłkę zagraną z połowy boiska w powietrzu na jeden kontakt piętą? Mega.

– Jak cię słucham, mam wrażenie, że jesteś pewny siebie. Zresztą sam kiedyś powiedziałeś, jeszcze grając w pierwszej lidze, że nie widzisz tu żadnych Casillasów czy Neuerów, więc dlaczego miałbyś mieć kompleksy.
– Jestem pewny siebie, zwłaszcza na boisku. Kompleksy w niczym w trakcie meczu nie pomagają, trzeba się ich pozbyć. Zresztą piłkarze pierwszej ligi wybrali mnie najlepszym bramkarzem. No chyba że tylko ci z Wisły Płock głosowali… Inna sprawa, że w sezonie, który okraszony został awansem do ekstraklasy cały zespół grał świetnie w defensywie, więc było mi dużo łatwiej dorzucić do tego cegiełkę. W najlepszych klubach, najlepsi bramkarze świata, też mają zazwyczaj zdecydowanie mniej roboty. Wtedy właśnie najważniejsze jest utrzymanie koncentracji na jak najwyższym poziomie, możesz cały mecz nie mieć roboty i będzie jeden strzał, który musisz obronić.

– W ekstraklasie masz więcej pracy?
– Niekoniecznie. Ostatnio rozmawiałem z Patrykiem Stępińskim i Przemkiem Szymińskim i doszliśmy do wniosku, że mecze w pierwszej lidze są mniej przewidywalne, przez co trudniejsze. Musiałeś zostawić więcej zdrowia na boisku, siła odgrywała większe znaczenie. W ekstraklasie pewne zachowania zawodników, sposób gry przeciwnika jest łatwiejszy do przeczytania. Wrócę do koncentracji, w pierwszej lidze czasem nawet najpoważniejszy błąd mógł ujść płazem, bo komuś mogło zabraknąć po prostu umiejętności czysto piłkarskich do jego wykorzystania, w ekstraklasie to już jednak niemożliwe – pomylisz się, przyśniesz, tracisz gola. Doskonale pokazuje to właśnie przykład Wisły i pierwszych kilku kolejek tego sezonu. Każdy, choćby drobny nasz błąd, kończył się golem dla rywali. Musieliśmy zapłacić frycowe.

– Psycholog w tym wypadku nie pomógł?
– Pomógł, ja dużo z Pawłem pracowałem przed pierwszymi meczami ekstraklasy w tym sezonie. Z jednej strony po to trenujesz, żeby grać na najwyższym poziomie w kraju, z drugiej – od poprzedniego mojego meczu w ekstraklasie minęło ponad pięć lat, pojawiła się większa presja niż w pierwszej lidze, stresik był. Może w mojej grze nie było tego widać, ale w głowie to mi siedziało, chciałem udowodnić sobie, że dam radę. Teraz wróciłem do swojej pewności gry… z pierwszej ligi.

– Presja z trybun jest większa w ekstraklasie, bo bramkarz sporo się musi nasłuchać w meczach wyjazdowych?
– Na Zagłębiu Lubin było dosyć ostro. Prowadziliśmy, graliśmy w 10 i ostatnie dwadzieścia minut w naszym wykonaniu to trochę taki murator. Do każdej piłki szedłem powoli, ustawiałem ją dokładnie, poleciało we mnie kilka zapalniczek. Ja je zbierałem, pokazywałem do kibiców: po co to robią, zachowałem spokój. Kilka lat temu by mnie to jednak rozbiło, dałbym się wyprowadzić z równowagi



Wywiad ukazał w nowym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

 

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej