Przejdź do treści
Dogrywka z Włodzimierzem Lubańskim

Polska Ekstraklasa

Dogrywka z Włodzimierzem Lubańskim

28 lutego przypadają siedemdziesiąte urodziny jednego z najlepszych polskich piłkarzy w historii – Włodzimierza Lubańskiego. Chociaż od zakończenia przez niego kariery minęło już wiele lat i od dawna mieszka w Belgii, wciąż pozostaje w gronie najpopularniejszych naszych sportowców.

ROZMAWIAŁ ZBIGNIEW MROZIŃSKI

Co się czuje, gdy przy okazji urodzin, na specjalnej gali zorganizowanej w ambasadzie RP w Brukseli, otrzymuje się przyznaną przez ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego odznakę honorową „Bene Merito” w uznaniu zasług za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej?
Zacznę od tego, że propozycja gali była dla mnie miła, ale i zaskakująca – mówi były reprezentant Polski. – Pan ambasador Artur Orzechowski, który kilka miesięcy temu przyjechał do Belgii, żeby objąć placówkę dyplomatyczną w Brukseli, zaproponował zorganizowanie takiej uroczystości. Początkowo nie chciałem się zgodzić, bo tyle już lat minęło od czasu, gdy grałem w piłkę, ale w końcu przekonałem się do tego pomysłu.

Na zdjęciach zamieszczonych na stronie internetowej ambasady można zobaczyć wielu znamienitych gości, którzy 16 lutego byli obecni na wspomnianej uroczystości. Między innymi posłów do Parlamentu Europejskiego: Danutę Hübner, Jerzego Buzka, Ryszarda Czarneckiego, Tadeusza Zwiefkę i Bogdana Wentę. Ten ostatni, nasz były świetny piłkarz ręczny i trener, nie był zresztą jedynym przedstawicielem świata sportu, futbol reprezentowali bowiem pańscy koledzy z Górnika Zabrze – Józef Kurzeja i Zygfryd Szołtysik oraz były znakomity bramkarz biało-czerwonych Jan Tomaszewski.
A minister Andrzej Dera odczytał list od prezydenta Andrzeja Dudy. Żartuję, że przyszli politycy z różnych stron świata, bo reprezentujący różne partie polityczne. Byli obecni także przedstawiciele belgijskiej Polonii. Po części oficjalnej miałem przyjemność pokroić tort w kształcie boiska. Gościom, a przybyło 150 osób, czas umilał muzyką mieszkający w Belgii polski saksofonista Cezariusz Gadzina, który również promuje naszą ojczyznę za granicą.

Pan czyni to już od ponad półwiecza, poprzez mecze w reprezentacji Polski, w której pan zadebiutował jako szesnastolatek w 1963 roku, oraz przez wiele lat gry w Górniku Zabrze, który nie tylko świetnie radził sobie w europejskich pucharach, ale i z powodzeniem wojażował po obu Amerykach.
To było w czasach, gdy w Kostaryce, Gwatemali i Salwadorze, a nawet w Meksyku, Peru czy Kolumbii mało kto słyszał o Polsce. Dzięki naszej dobrej grze i zwycięstwom Górnika zaczęto pisać w tamtejszych gazetach o naszym kraju. A że ja podczas takich tournee strzelałem dużo goli, więc często pojawiło się w mediach nazwisko Lubański. Organizator tych wyjazdów, pan Magnosi, najpierw obserwował co potrafimy, a potem już zabiegał, żebyśmy przyjeżdżali tam regularnie. Pierwszy raz z Górnikiem za Atlantyk poleciałem w 1963 roku na Puchar Interligi do Stanów Zjednoczonych. Cóż to było za przeżycie dla chłopaka zza żelaznej kurtyny zobaczyć Nowy Jork.

Kim chciał być mały Włodek Lubański, powiedzmy pięcioletni, zanim został piłkarzem? Strażakiem?
Tylko piłkarzem! Innych możliwości już wtedy nie brałem pod uwagę.

Który trener miał największy wpływ na pana piłkarskie początki?
Najwięcej zawdzięczam Jerzemu Cichowi, pod okiem którego trenowałem i grałem w Gliwicach. Świetnie motywował mnie do pracy, mówił, że nigdy nie wolno zadowalać się tym, co się osiągnęło, że cały czas trzeba się doskonalić.

Czy był piłkarz, na którym wzorował się pan w dzieciństwie?
Chodziłem wtedy na mecze piłkarskie z tatą, był działaczem Sośnicy Gliwice, ale nie miałem idola. Można powiedzieć, że podziwiałem piłkarzy Górnika Zabrze takich jak Stefan Floreński czy Ernest Pohl, i marzyłem, żeby kiedyś zagrać z nimi w jednej drużynie. Nie sądziłem jednak, że nastąpi to tak szybko.

Górnik był jedynym klubem, który chciał pana do siebie sprowadzić?
Ponieważ nie byłem jeszcze pełnoletni, więc przedstawiciele klubów, a były mną zainteresowane trzy, rozmawiali z rodzicami. Poza ówczesnym wicemistrzem kraju Górnikiem, także mistrz Polski Polonia Bytom oraz zdobywca Pucharu Polski Zagłębie Sosnowiec. Z powodów finansowych i sentymentalnych padło na Górnika. Nie bez znaczenia było, że tata pracował w górnictwie. Życie pokazało, że to była najlepsza decyzja jaką można było wtedy podjąć. Górnik szybko stał się potęgą ekstraklasy.

Legia Warszawa nie chciała pana potem podebrać Górnikowi, powołując do odbycia służby wojskowej?
Wtedy piłkarze z klubów podlegających Ministerstwu Górnictwa i Energetyki nie byli raczej zabierani do tych, którymi zarządzało Ministerstwo Obrony Narodowej. Mieliśmy etaty w kopalniach i to chroniło nas przed wojskiem. Z tym że kiedy otrzymałem, jak każdy młody chłopak w Polsce, wezwanie na komisję wojskową, do WKU poszedł ze mną wiceprezes Górnika. Chyba się bał, że mnie porwą do armii.

Przez to stracił pan być może szansę gry w jednym zespole klubowym, czyli w Legii, z rówieśnikiem Kazimierzem Deyną. Przed takim duetem drżałaby cały Europa.
Za to super nam się grało w reprezentacji Polski. Zdobyliśmy złoty medal olimpijski na igrzyskach w Monachium, gdzie ja byłem kapitanem drużyny, a Kaziu został królem strzelców. W 1973 i 1977 roku awansowaliśmy do mundiali, co wcześniej reprezentacji Polski udało się tylko raz, i to jeszcze przed II wojną światową. Natomiast w Górniku najlepiej układała mi się współpraca z Zygą Szołtysikiem.

Apogeum nie tylko waszej współpracy z Szołtysikiem, ale całego wielkiego Górnika Zabrze, było dotarcie w kwietniu 1970 roku do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Do historii przeszedł przede wszystkim dramatyczny, bo trwający aż 330 minut półfinałowy trójmecz z AS Roma. Wtedy był pan w życiowej formie?
W wysokiej formie byłem nie raz, ale wiosną 1970 roku było to najbardziej nagłośnione właśnie ze względu na mecze z Romą. Transmisje telewizyjne ze spotkań Górnika oglądało po kilkanaście milionów ludzi. Nie miałem wtedy od dawna kontuzji, więc czułem się naprawdę mocny nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym.

Trzeba było mieć nerwy ze stali, żeby w 90 minucie drugiego meczu z rzymianami rozgrywanego na Stadionie Śląskim w Chorzowie podejść do rzutu karnego przy wyniku 0:1.
Byłem wyznaczony do wykonywania jedenastek, więc zrobiłem co do mnie należało. Czułem się pewnie, nie mogłem zawieść kolegów ani prawie 100 tysięcy kibiców na trybunach i strzeliłem mocno pod poprzeczkę. Na początku dogrywki trafiłem do siatki strzałem z niemal zerowego kąta i prowadziliśmy aż do 120 minuty, gdy Włosi wyrównali na 2:2. Sądziliśmy, że odpadliśmy, bo dwa tygodnie wcześniej w Rzymie było 1:1, a tymczasem według ówczesnego regulaminu przy równym bilansie dwóch meczów gole strzelone w dogrywce nie liczyły się podwójnie.

Nie było wtedy również jeszcze konkursów rzutów karnych. Trzeba było natomiast rozegrać trzeci mecz na terenie neutralnym.
Tydzień później w Strasburgu po solowej akcji strzeliłem gola zza linii pola karnego, ale mimo dogrywki padł remis 1:1 i o awansie decydował rzut monetą. Los sprzyjał nam i w finale zagraliśmy z Manchesterem City. Niestety, w Wiedniu przegraliśmy 1:2.

W tym samym sezonie 1969-70 Legia dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów, więc można tylko żałować, że reprezentacja Polski oparta na znajdujących się w świetnej formie piłkarzach naszych dwóch eksportowych drużyn nie zakwalifikowała się na mundial, który w 1970 roku odbył się w Meksyku.
W grupie eliminacyjnej wyprzedzili nas wtedy Bułgarzy i polecieli na mundial. Dopiero, gdy selekcjonerem został pan Kazimierz Górski, umiał nas przekonać, że zawsze trzeba grać do końca i z każdym rywalem można wygrać. Nie można zadowolić się pojedynczym zwycięstwem. W eliminacjach turnieju olimpijskiego Monachium ’72 duże znaczenie odegrało właśnie doświadczenie, które zdobyliśmy, grając w europejskich pucharach i tym razem prześladujących nas Bułgarów wyeliminowaliśmy. Już na igrzyskach w kluczowym meczu potrafiliśmy pokonać aktualnych wicemistrzów Europy – reprezentację ZSRR, a w finale odnieśliśmy zwycięstwo nad czwartym zespołem ME ’72 – Węgrami. Kilka miesięcy później w eliminacjach MŚ wygraliśmy natomiast z Anglikami.

Podobno przed tym meczem doznał pan urazu. Nigdy pan nie żałował, że wyszedł na boisko przeciw Anglii 6 czerwca 1973 roku? Strzelił pan wówczas gola, ale i doznał poważniejszej kontuzji, która zmieniła całe życie.
Nie było takiej możliwości, żebym nie zagrał wtedy w Chorzowie. Ale prawdą jest, że na jednym z treningów Górnika w starciu z Jurkiem Gorgoniem doznałem kontuzji kolana. Trzeba było zszyć skórę i na zgrupowanie przyjechałem dopiero trzy dni przed meczem. Na pewno mięśnie były osłabione przez wspomniany uraz i to mogło mieć wpływ na kontuzję, jakiej doznałem w 54 minucie spotkania z Anglią. Dzięki zwycięstwu 2:0 odżyły nadzieje na nasz awans do mistrzostw świata, który reprezentacja Polski wywalczyła cztery miesiące później.

Z powodu kontuzji ominął pana udział w finałach MŚ ’74, na których biało-czerwoni zajęli trzecią pozycję. Gdzie pan wtedy był?
Przebywałem w Wiedniu po operacji kolana i mecze reprezentacji oglądałem w austriackiej telewizji. Nie muszę opowiadać jak bardzo żałowałem, że nie mogę być z kolegami w RFN.

Rok później dostał pan zgodę na wyjazd do klubu zagranicznego, chociaż brakowało jeszcze dwa lata do regulaminowej trzydziestki. Początkowo podawano, że argumentem były nieodwracalne zmiany sprawnościowe po kontuzji i operacjach, co jednak potem zmieniono na potrzebę zmiany warunków klimatycznych. Ale dlaczego padło na szerzej wtedy nieznany belgijski zespół Lokeren?
Duże znaczenie miało to, że trenerem był tam Czech Ladislav Novak, z którym znałem się z boiska, bo gdy grał w Dukli Praga, rywalizowaliśmy w Pucharze Mistrzów. Wiedziałem, że przynajmniej nie będę miał kłopotów z porozumiewaniem się. Poza tym liga belgijska była wtedy o wiele wyżej notowana niż teraz, a FC Brugge i Anderlecht często dochodziły do finałów europejskich pucharów. Wyboru Lokeren nigdy nie żałowałem, po kontuzji mogłem spokojnie odbudować formę. Ale miałem też wtedy inne oferty, między innymi z AS Monaco i Atletico Madryt.

Przed kontuzją poważnie zainteresowany Lubańskim był jednak inny klub ze stolicy Hiszpanii – Real.
Jesienią 1972 roku Helenio Herrera, który był trenerem Romy, gdy grała z Górnikiem, powołał mnie do reprezentacji Europy na mecz z Ameryką Południową. Odbywał się w Bazylei pod patronatem UNICEF, a ja miałem okazję wystąpić w jednym zespole z wieloma wybitnymi piłkarzami. Wśród nich byli dwaj Hiszpanie Manuel Velazquez i Amaro Amancio. Po tym meczu powiedzieli, że chcieliby, żebym grał z nimi w Realu. Potem przyleciał do Warszawy prezes ich klubu, tyle że nic nie wskórał, a mnie nawet o tym nie poinformowano.

Niemal w tym samym okresie zupełnie legalnie udał się pan na rekonesans do Feyenoordu Rotterdam, który był wtedy całkiem świeżo po zdobyciu Pucharu Mistrzów i Pucharu Interkontynentalnego.
Dostałem paszport do ręki i do Holandii poleciałem prywatnie. Miałem się zorientować czy w ogóle możliwe będzie podjęcie rozmów z Feyenoordem. Spotkałem wielu ludzi i wróciłem do Zabrza. Zdałem sobie wtedy sprawę, że nie mogę liczyć na podpisanie kontraktu zawodowego z klubem zachodnioeuropejskim. Ktoś mówi teraz, że trzeba było zostać za granicą nielegalnie. Tyle że to wiązało się z rozstaniem z rodziną, roczną karencją bez możliwości gry w piłkę, a także pożegnaniem z reprezentacją.

Były kolega z boiska Jacek Gmoch jako selekcjoner dał panu szansę powrotu do reprezentacji po ponad trzech latach przerwy, w październiku 1976 roku. Pan siedem miesięcy później dwoma golami w meczu eliminacyjnym z Danią w Kopenhadze wygranym 2:1 pomógł awansować reprezentacji na mundial. Jednak w czerwcu 1978 w finałach MŚ w Argentynie już po dwóch meczach Gmoch przesunął Lubańskiego do rezerwy…
To była bardzo dziwna i niezrozumiała decyzja, bo w kilku meczach eliminacyjnych, w sparingach przed mundialem oraz w dwóch pierwszych spotkaniach argentyńskiego turnieju atak tworzył tercet: Grzegorz Lato, Andrzej Szarmach i Lubański. Natomiast w trzecim spotkaniu z Meksykiem w pierwszym składzie wybiegł tylko Grzesio, ja wszedłem na ostatnie piętnaście minut, a Andrzej wylądował na trybunach. Zespół, który miał potencjał, żeby przynajmniej powtórzyć osiągnięcie sprzed czterech lat, czyli zająć trzecie miejsce, nie awansował do czołowej czwórki turnieju. W Argentynie w drużynie nie było atmosfery. Potem jeszcze tylko raz wystąpiłem w reprezentacji Polski, ponad dwa lata później z Czechosłowacją, gdy selekcjonerem był już Ryszard Kulesza. Mój pożegnalny mecz odbył się na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Strzeliłem gola z rzutu karnego i zakończyłem przygodę z reprezentacją, a w piłkę grałem do połowy lat osiemdziesiątych.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej