Tak źle w Gliwicach nie było od dawna. Piast, który w ostatnich sezonach przyzwyczaił nas do tego, że walczy raczej o czołowe lokaty w tabeli PKO BP Ekstraklasy, od początku obecnej kampanii nie jest w stanie wygrać meczu i podobnie było w poniedziałkowy wieczór.
Piast na dnie ligowej tabeli (fot. Irek Dorazanski / 400mm.pl)
Żeby lepiej uzmysłowić sobie w jak poważnym kryzysie znajduje się drużyna Waldemara Fornalika, należy wrócić pamięcią do poprzedniego sezonu. Na jego zakończenie Piast przegrał na wyjeździe z Pogonią Szczecin (0:1) i zremisował z Cracovią (1:1) kończąc rozgrywki na trzecim stopniu podium.
Jak się okazało, już wtedy na projekcie byłego selekcjonera zaczęły pojawiać się pierwsze rysy i od początku nowej kampanii gra jego zespołu wcale nie wyglądała lepiej. W czterech kolejkach Piast wywalczył zaledwie jeden punkt za remis z Wartą Poznań, która dopiero co wróciła do elity, a jakby tego wszystkiego było mało, we wspomnianych meczach nie był w stanie zdobyć choćby jednego gola.
Do tego wszystkiego należało doliczyć pucharową podróż do Kopenhagi, gdzie gliwiczanie także dość gładko przegrali (wcześniej udało się im odprawić z kwitkiem Dinami Miński oraz Hartberg), znowu nie potrafiąc pokonać bramkarza rywali.
Mecz ze Stalą Mielec urastał więc dla Piasta do rangi zawodów o przełamanie, jednak nastąpiło ono tylko w jednym aspekcie. Zespół z Okrzei strzelił w końcu gola, a nawet dwa, jednak finalnie na nic się to nie zdało, ponieważ beniaminek zdobył trzy bramki i to on zgarnął pełną pulę.
Piast strzelił więc gola w PKO BP Ekstraklasie po 470 minutach oczekiwania, ale na wywalczenie trzech punktów jeszcze trochę poczeka. Po raz ostatni pokonać rywala na ligowej arenie drużynie Fornalika udało się 12 lipca i była to Jagiellonia Białystok (2:0).
O przełamanie czerwonej latarni tabeli łatwo jednak nie będzie. Już bowiem w najbliższej kolejce Piast zmierzy się z Lechem Poznań, a po przerwie reprezentacyjnej czekają go trudne starcia z Cracovią oraz Wisłą Płock.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.