Gole, passy i klasyfikacje przykuwają naszą uwagę w trakcie sezonu. Są jednak również historie, których wielkimi liczbami nie da się opowiedzieć i których bohaterowie z powodu boiskowych wyczynów na czołówki gazet nigdy nie trafiają.
TOMASZ LIPIŃSKI
Na stacji w miejscowości Circumvesuviana di Baiano, niedaleko Avellino, podczas rutynowego obchodu między wagonami konduktor odkrył w pociągu z Neapolu niespodziewanego pasażera na gapę. Pod jednym z siedzeń znalazł dużą torbę, taką, jakiej używa się na śmieci, a w niej noworodka, który urodził się co najwyżej dwa tygodnie wcześniej.
Chłopiec z pociągu
Znalazca natychmiast wezwał pogotowie i maluch został przewieziony do szpitala, gdzie okazało się, że nie wymaga długiej opieki lekarskiej. Trafił więc pod opiekę ośrodka zajmującego się nieletnimi. Całą sprawę nagłośniły lokalne i krajowe telewizje wszelkiej maści: od śniadaniowych do informacyjnych, pisały gazety, więc chyba każdy Włoch o niej słyszał. Wielu nie pozostawiła ona obojętnymi. Na adres ośrodka przysyłali pieniądze, ubranka, żywność dla porzuconego. Jednym z tych, który pospieszył z materialną pomocą, był Antonio Floro Flores.
To zawodnik Sassuolo, którego dwa gole w przedostatniej kolejce zdecydowały o pozostaniu beniaminka w Serie A. Dziś ma 30 lat, większe ambicje dawno zamknął w szufladzie i cieszy się opinią dobrego napastnika na miarę przeciętnych klubów. Jako nastolatek zaczynał w Neapolu, gdzie się urodził, ale w pogoni za pierwszoligowymi marzeniami (za czasów jego pierwszej młodości Napoli balansowało na krawędzi bankructwa i między Serie A a B) zaliczył piłkarskie Giro d’Italia. Przemierzył kraj z południa na północ, najwięcej czasu spędził w Udinese i Genoi. Może zabrakło mu talentu, może zbyt często zmieniał kluby, ale ostatecznie nie zrobił takiej kariery, jaką mu wróżono, kiedy miał 18 lat.
Floro Flores po rozmowach z żoną, z którą wychowują troje własnych dzieci, poszedł znacznie dalej niż inni poruszeni historią Carmine Francesco (takie imiona nadano chłopcu, drugie na cześć papieża). Zaproponował adopcję chłopca i przystąpił do załatwiania skomplikowanych procedur. – Czuję się szczęśliwcem, bo dobrze mi płacą za to, że gram. Dlatego postanowiłem podzielić się moim dobrobytem z dzieckiem będącym w potrzebie – tłumaczył swój gest piłkarz. Wcale nie jest pewne, że rodzina piłkarza Sassuolo otrzyma prawo do opieki nad chłopcem z pociągu, ale każde inne dziecko będzie w jego domu mile widziane i bardzo kochane.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!