Śląsk Wrocław wraca z tarczą do domu. Piłkarze z Dolnego Śląska pokonali krakowską Wisłę 3:1 i zgarniają komplet punktów.
Zdecydowanie lepiej mecz zaczęli piłkarze Śląska Wrocław. Przyjezdni bardzo szybko przejęli prym w tym spotkaniu i zepchnęli gospodarzy pod ich pole karne. W 17. minucie fatalny błąd zaliczył Janicki, który niezrozumiale dograł piłkę we własne pole karne z bocznej strefy boiska. Praszelik przejął dograną futbolówkę, jednak został sfaulowany przez Szotę kilka metrów przed bramką. Sędzia Marciniak wskazał na 11. metr i szansę pewnie wykorzystał Robert Pich.
Śląsk prowadził, jednak piłkarze Lavicki zamiast przejść do intensywniejszych ataków, cofnęli się na własną połowę i oddali inicjatywę gospodarzom. Bardzo dobre spotkanie zagrał Ghańczyk Yaw Yeboah. Pomocnik krakowskiej Wisły świetnie rozgrywał piłkę przed polem karnym Śląska, kilkukrotnie uderzył nawet na bramkę Putnocky’ego. Bardzo dobrze wyglądała jego współpraca z Kubą Błaszczykowskim. W 40. minucie Yeboah próbował uderzać i piłkę w locie trącił Pawelec. Ta zaskoczyła bramkarza Śląska i 34-letni defensor wpisał się do protokołu meczowego z golem samobójczym.
Na początku drugiej odsłony meczu lepsi wydawali się Wiślacy, którzy próbowali zagrozić w polu karnym rywala. Rozegranie i kreowanie akcji mogło się podobać, gorzej było z wykończeniem. Katastrofalnie zagrał nowy nabytek krakowskiego klubu Fatos Beqiraj. Napastnik był kompletnie niewidoczny, nic nie wniósł do gry swojej drużyny i zasłużył na szkolną pałę. Kwadrans przed końcem spotkania Robert Pich podwyższył prowadzenie po asyście Mateusza Praszelika. W 84. minucie cios ostateczny wyprowadził Waldemar Sobota, który trafił do siatki z rzutu karnego.
Śląsk świetnie rozpoczął sezon. Dwie wygrane na start sprawiają, że znajdują się w ścisłym czubie tabeli. Zdecydowanie gorsze nastroje panują w krakowskim obozie. Gra Wisły nie wygląda aż tak źle, jednak kilka mankamentów sprawia, że traci gole po prostych błędach i gubi punkty na ligowym szlaku. Artur Skowronek na pewno ma nad czym myśleć.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.