Nie było bardziej skrajnego zachowania w podobnej sytuacji, jak między Mauricio Pochettino a Jose Mourinho. Nad Tottenhamem świeciło słońce, gdy przez Old Trafford przeszła burza, Argentyńczyk pracował w spokoju, a Portugalczyk w atmosferze konfrontacji. Jeden stabilizację szanuje, drugi odbiera jako potwarz.
MICHAŁ ZACHODNY, ŁĄCZY NAS PIŁKA
A więc Tottenham Hotspur stał się pierwszym angielskim klubem, który od czasu ustanowienia letniego okna transferowego w 2003 roku nie zatrudnił żadnego nowego zawodnika. Na wciąż rosnącej skali absurdalnych wydatków drużyn Premier League – beniaminki, jak Fulham, szastają na wejściu do ligi sumami w okolicach stu milionów funtów – jest to osiągnięcie, które zasługuje na pamiątkową paterę, dyplom lub wyróżnienie. Czy jednak Mauricio Pochettino w ogóle by się z tych pochwał za transferową bierność Daniela Levy’ego cieszył?
Przede wszystkim argentyński szkoleniowiec jest racjonalistą i człowiekiem na tyle rozsądnym, by wiedzieć, w jakich warunkach działa on i jego klub. – Nasze cele transferowe to piłkarze na poziomie Realu Madryt, Manchesteru City czy United, ale z odmiennych powodów nie jesteśmy w stanie ich realizować. Więc jeśli nie mamy możliwości poprawienia swojego składu, to najważniejszym zadaniem jest niestracenie najlepszego zawodnika – podkreślał Pochettino, gdy… jeszcze mógł się łudzić. Trwała właśnie konferencja prasowa przed pierwszym meczem nowego sezonu, do końca okienka transferowego zostało kilka godzin, a menedżer twierdził, że klub próbuje coś zdziałać. Kto wie, może jeszcze się uda, choć będzie to możliwe na zasadzie półrocznego potwierdzenia z opcją wykupu, np. w styczniowym okresie transferowym. Ale to sprawia, że dogadanie detali będzie jeszcze trudniejsze, a ceny prawdopodobnie wyższe.
Oczywiście w Tottenhamie nic się nie wydarzyło, Jack Grealish na moment pisania tych słów – zostawmy sobie furtkę wobec wspomnianych możliwości – pozostawał piłkarzem Aston Villi. 22-latek, który po wielu problemach z ułożeniem sobie karierowych spraw we własnej głowie zaczął błyszczeć w poprzednim sezonie, i tak z miejsca nie podbiłby Tottenhamu. Miałby być wyłącznie jakościową opcją na czasowe zastępstwo dla Christiana Eriksena, którego eksploatacja – wystąpił w 37 kolejkach poprzedniego sezonu – była nawet nadmierna. A przecież do tego należy wymienić innych niezastąpionych: Jana Vertonghena czy Dele Allego (po 36 spotkań).
Osobna jest kwestia tego zawodnika, o którym Pochettino powiedział, ale którego nie wymienił z imienia i nazwiska – zatrzymanie najważniejszego piłkarza w klubie to oczywiście podpisanie nowej umowy z Harrym Kane’em. Nowej i dla Tottenhamu rekordowej, podwajającej jego zarobki – choć, po prawdzie, 200 tysięcy funtów tygodniowo to nie jest nawet czołowa piątka najlepiej zarabiających piłkarzy w angielskich klubach – ale także rozbijającej system płacowy klubu. – Przede wszystkim nie mogę się doczekać nowego stadionu, byśmy ciągle rozwijali się jako klub. Fantastycznie jest z sezonu na sezon grać w Lidze Mistrzów, jestem podekscytowany kolejną szansą, a także wyczekuję ligi oraz pucharu, by zajść jak najdalej. Nam chodzi przede wszystkim o rozwój – mówił przed mistrzostwami świata Kane.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (33/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.