Nie było bardziej skrajnego zachowania w podobnej sytuacji, jak między Mauricio Pochettino a Jose Mourinho. Nad Tottenhamem świeciło słońce, gdy przez Old Trafford przeszła burza, Argentyńczyk pracował w spokoju, a Portugalczyk w atmosferze konfrontacji. Jeden stabilizację szanuje, drugi odbiera jako potwarz.
Podpisanie nowego kontraktu ze Spurs przez Harry’ego Kane’a jest najlepszym dowodem na stabilizację, która panuje w londyńskim klubie. (fot. David Klein/Reuters)
A więc Tottenham Hotspur stał się pierwszym angielskim klubem, który od czasu ustanowienia letniego okna transferowego w 2003 roku nie zatrudnił żadnego nowego zawodnika. Na wciąż rosnącej skali absurdalnych wydatków drużyn Premier League – beniaminki, jak Fulham, szastają na wejściu do ligi sumami w okolicach stu milionów funtów – jest to osiągnięcie, które zasługuje na pamiątkową paterę, dyplom lub wyróżnienie. Czy jednak Mauricio Pochettino w ogóle by się z tych pochwał za transferową bierność Daniela Levy’ego cieszył?
Przede wszystkim argentyński szkoleniowiec jest racjonalistą i człowiekiem na tyle rozsądnym, by wiedzieć, w jakich warunkach działa on i jego klub. – Nasze cele transferowe to piłkarze na poziomie Realu Madryt, Manchesteru City czy United, ale z odmiennych powodów nie jesteśmy w stanie ich realizować. Więc jeśli nie mamy możliwości poprawienia swojego składu, to najważniejszym zadaniem jest niestracenie najlepszego zawodnika – podkreślał Pochettino, gdy… jeszcze mógł się łudzić. Trwała właśnie konferencja prasowa przed pierwszym meczem nowego sezonu, do końca okienka transferowego zostało kilka godzin, a menedżer twierdził, że klub próbuje coś zdziałać. Kto wie, może jeszcze się uda, choć będzie to możliwe na zasadzie półrocznego potwierdzenia z opcją wykupu, np. w styczniowym okresie transferowym. Ale to sprawia, że dogadanie detali będzie jeszcze trudniejsze, a ceny prawdopodobnie wyższe.
Oczywiście w Tottenhamie nic się nie wydarzyło, Jack Grealish na moment pisania tych słów – zostawmy sobie furtkę wobec wspomnianych możliwości – pozostawał piłkarzem Aston Villi. 22-latek, który po wielu problemach z ułożeniem sobie karierowych spraw we własnej głowie zaczął błyszczeć w poprzednim sezonie, i tak z miejsca nie podbiłby Tottenhamu. Miałby być wyłącznie jakościową opcją na czasowe zastępstwo dla Christiana Eriksena, którego eksploatacja – wystąpił w 37 kolejkach poprzedniego sezonu – była nawet nadmierna. A przecież do tego należy wymienić innych niezastąpionych: Jana Vertonghena czy Dele Allego (po 36 spotkań).
Osobna jest kwestia tego zawodnika, o którym Pochettino powiedział, ale którego nie wymienił z imienia i nazwiska – zatrzymanie najważniejszego piłkarza w klubie to oczywiście podpisanie nowej umowy z Harrym Kane’em. Nowej i dla Tottenhamu rekordowej, podwajającej jego zarobki – choć, po prawdzie, 200 tysięcy funtów tygodniowo to nie jest nawet czołowa piątka najlepiej zarabiających piłkarzy w angielskich klubach – ale także rozbijającej system płacowy klubu. – Przede wszystkim nie mogę się doczekać nowego stadionu, byśmy ciągle rozwijali się jako klub. Fantastycznie jest z sezonu na sezon grać w Lidze Mistrzów, jestem podekscytowany kolejną szansą, a także wyczekuję ligi oraz pucharu, by zajść jak najdalej. Nam chodzi przede wszystkim o rozwój – mówił przed mistrzostwami świata Kane.
To było jak dwa nowe transfery: podpisanie umów z Kane’em i Pochettino. Sygnały świadczące o tym, że Tottenham trzyma się mocno i nie podda się zakusom większych oraz bogatszych klubów na swoje dwie najbardziej wartościowe karty. Jednak faktyczną siłą jest przekaz, jaki wychodzi od napastnika oraz jego szkoleniowca, jego spójność oraz przekonanie o słuszności kierunku. Kierunku, który choćby po najbliższych sąsiadach widać, że nie daje żadnej gwarancji stabilizacji.
Mowa oczywiście o budowie nowego stadionu. – Koszt będzie bliski miliarda funtów. To prawda, nie wierzcie w sumę 400 milionów. A przy brexicie jest nawet gorzej, bo koszt rośnie o 30 procent. To prawdziwy dramat, współczuję Anglikom. To, co robi i pokazuje nasz klub, jest bardzo odważne. Budowa nowego ośrodka treningowego była kolejną ogromną inwestycją – tłumaczył Pochettino. – Oczywiście ktoś może powiedzieć: „przecież Tottenham i tak nikogo nie kupił”. Ale po co kupować dla samego wydawania pieniędzy? To była decyzja klubu, choć pewnie będziemy jedynym zespołem w Europie, który nikogo nie zatrudnił. Może to źle wyglądać z zewnątrz, może wbrew historii piłki nożnej, ale zdecydowaliśmy się utrzymać skład i najlepszych zawodników. Nie czuję paniki. Niektórzy tworzą dramaturgię w futbolu, ale to inna sprawa. Piłka nożna to gra, w której trzeba być mądrym, wyznaczać sobie zasady działania, strategię i wygrywać mecze. Ale nie dramatyzować – dodawał.
Nawiasem mówiąc, Pochettino z kosztem brexitu ma rację. Porównując wartość funta do euro w ostatnim okresie transferowym do tego sprzed dwóch lat, kluby musiały latem dorzucić do transferów dodatkowe 90 milionów. Najwięcej z powodu osłabionej waluty musiały dołożyć Liverpool (17 milionów) oraz West Ham United (ponad 8 milionów).
Niemal równo za miesiąc z przytupem otworzy się nowy stadion Tottenhamu, do tego czasu z klubu wciąż mogą odejść niektórzy piłkarze (do klubów z kontynentu, których okienka transferowe są nadal otwarte), może nawet najważniejsi piłkarze Pochettino dojdą już do topowej formy. Bo problem nie jest w tym, że Spurs brakuje jakości – o jej mnogości świadczy dziewięciu piłkarzy w fazie finałowej mistrzostw świata – ale świeżość Kane’a, Allego, Eriksena, Llorisa i innych. Czy napastnik znów będzie w stanie zdobyć 30 goli, a rozgrywający dołożą 20 asyst? Nadmieńmy, że wspomniana dziewiątka do treningów wróciła w piątym i ostatnim tygodniu przygotowań do nowego sezonu, kilka dni przed startem ligi. Z Kane’a słychać śmiechy, że to napastnik, który nie zwykł strzelać goli w sierpniu, lecz tym razem dokonaniem (desperacją?) Tottenhamu będzie sam fakt jego występu, zwłaszcza że mundial kończył z kontuzją. Dla Pochettino będzie to piąty sezon w Tottenhamie i kolejny, w którym oczekiwanie na trofeum – jakiekolwiek, nawet puchar ligi – wyłącznie wzrośnie. Oczywiście można trzymać się opinii Argentyńczyka, że utrzymanie składu i stabilizacja wyłącznie wpłyną pozytywnie na grę drużyny, lecz jednocześnie trudno nie mieć wątpliwości wobec zespołu, który w ostatnich latach odpadał na ostatniej prostej z rywalizacji o mistrzostwo Anglii. Z jednej strony młodość drużyny może przeciwdziałać argumentowi, że ta grupa ludzi ma już najlepsze sezony za sobą, z drugiej – przy niepowodzeniach zarzut „braku dopływu świeżej krwi” będzie pierwszym podniesionym przez tłum krzykaczy. Dlatego Pochettino w okresie przygotowawczym wskazywał na zawodników z drugiego szeregu, dla których mundial i początkowa nieobecność kluczowych piłkarzy miały być szansą na wypromowanie samych siebie. Fani Tottenhamu powinni więcej oczekiwać od np. Lucasa Moury, ale też liczyć na powrót na właściwą ścieżkę rozwoju Harry’ego Winksa, który dopiero zaczyna treningi po ciężkiej kontuzji.
O ile więc okres przygotowawczy Tottenhamu upływał pod hasłem „niedramatyzowania”, o tyle lato fanów Manchesteru United było całkowitym tego przeciwieństwem. Nikt nie był w gorszym nastroju w tych ostatnich miesiącach niż Jose Mourinho. Uśmiechający się w rosyjskiej telewizji w trakcie mundialu Portugalczyk, po powrocie do pracy klubowej zmizerniał, zasępił się i generalnie krzywo patrzył na wszystko, co się wokół niego dzieje. Powód jest jeden: brak transferów. Pochettino stabilizacją składu się cieszy, dla Mourinho to powód do snucia najczarniejszych scenariuszy na najbliższy sezon. Zrzucanie presji na innych, wytykanie wydawania ogromnych sum pieniędzy Liverpoolowi, konflikt z Anthonym Martialem, kwaśne uwagi po mundialowym triumfie w stronę Paula Pogby, ironiczne podkreślanie braku aktywności na rynku transferowym… Gdy u innych świeciło słońce, Manchester United był w permanentnym stanie burzy.
Trudno się dziwić, skoro ostatniego dnia okienka transferowego – a było to najciekawsze wydarzenie w tym okresie – w angielskich mediach pojawiła się informacja, że szefostwo Manchesteru United zawetowało piłkarzy z listy życzeń Jose Mourinho. W relacjach klubu z Portugalczykiem nigdy nie jest to dobry sygnał, wręcz z miejsca oznacza otwarty konflikt i… nieuchronne rozstanie? Na razie z odpowiedzią na tę kwestię jeszcze się wstrzymajmy. Wróćmy do medialnych doniesień: Mourinho widziałby w swoim zespole klasowego środkowego obrońcę, by wzmocnić najsłabszą, choć dla niego najważniejszą z formacji. Dlatego Portugalczyk wskazał na Harry’ego Maguire’a oraz Toby’ego Alderweirelda, a także Diego Godina jako potencjalnych liderów jego defensywy. Problem polegał na tym, że na żadnego pieniędzy nie był skory wydać Ed Woodward, wiceprezes i dyrektor wykonawczy w jednym. A przecież 19-letniego Diego Dalota z Portugalii nie można uznać za piłkarza na tu i teraz – zwłaszcza wobec słów szkoleniowca, który o klubowej młodzieży wypowiadał się latem w sposób jednoznacznie stawiający juniorów w trzecioplanowej roli.
Największy konflikt był oczywiście o Martiala, który nawet nie w połowie spotkań poprzedniego sezonu ligowego wystąpił w podstawowym składzie. Zaczęło się od wyjazdu piłkarza na narodziny dziecka, spóźnionego powrotu i rosnącej irytacji oraz sposobu jej wyrażania przez Mourinho. – Na szczęście urodziło mu się piękne, zdrowe dziecko, ale powinien być już tu, z nami – mówił po towarzyskiej klęsce 1:4 z Liverpoolem. Dodatkowo w „Guardianie” można było przeczytać, że w zakulisowych rozmowach Portugalczyk jeszcze mocniej krytykował i jakość piłkarską, i podejście Francuza.
A klub? Gdy Woodward odbierał telefon od Levy’ego z Tottenhamu o możliwość wykupienia Martiala, to stanowczo temat przerwał. Dla United 22-latek o ogromnym i wciąż niezrealizowanym potencjale jest inwestycją w przyszłość, także taką bez menedżera, który swoich podopiecznych lubi mocno sprawdzać krytyką lub odsuwaniem od składu. Nie wszyscy sobie z tym radzą, a coraz mniej sam szkoleniowiec…
Oczywiście należy wspomnieć o transferze Freda, brazylijskiego pomocnika, który nada więcej równowagi w środkowej strefie i pozwoli na realizowanie tych taktycznych planów Mourinho, których wszyscy po United oczekujemy. Ma Portugalczyk rację, mówiąc, że w ocenie drugiego miejsca w poprzednim sezonie – choć aż 19 punktów za City Pepa Guardioli – przesadnie wskazuje się na porażkę jego zespołu, za to poważnym osiągnięciem określa się pozycje Liverpoolu czy Tottenhamu.
Jednak patrząc na to, kto i ile musi poprawić w swojej drużynie, to właśnie od jego pracy i United powinno oczekiwać się najwięcej. Niekoniecznie w kontekście transferów, ale właśnie rozwijaniu piłkarzy, których Mourinho już miał do dyspozycji. Martial jest tylko jednym przypadkiem, może najbardziej skrajnym, ale czy taki Marcus Rashford poczynił znaczący progres w swoich umiejętnościach pod wodzą Portugalczyka? Czy menedżer zdołał wydobyć maksimum z szerokiej kadry, z Romelu Lukaku, z obrońców, których sam dokupił (Erica Bailly’ego i Victora Lindeloefa)?
Mourinho stabilizację widzi w jednym sensie podobnie do Pochettino – lubi mieć ustaloną jedenastkę ludzi, którzy go nie zawodzą, realizują jego taktykę i po prostu wygrywają. W Manchesterze na razie trudno wskazać jeden spójny plan, pomysł na ustawienie i wykonawców, w przeciwieństwie choćby właśnie do Tottenhamu. Poza tym między Portugalczykiem a Argentyńczykiem są same różnice: pierwszy okazję do rozwoju widzi na rynku transferowym, drugi – w boisku treningowym. Mourinho chce nadawać wyłącznie ostatnie szlify do zakupionych diamentów, drugi może i też tak chciałby postępować, ale nie obraża się, gdy szefostwo mówi mu, by najlepiej ulepił coś po swojemu i z już dostępnego materiału.
Stabilizacja w Premier League czy w okienku letnim nie ma jednej definicji, nie ma przypisanego wydźwięku i jest argumentem stosowanym na skrajnie różne sposoby. Jak zwykle przed sezonem: dla niektórych szklanka jest w połowie pusta, gdy inni starają się wmówić, że jest do połowy pełna.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.