Przejdź do treści
Dwadzieścia lat od wielkiego triumfu Depor

Ligi w Europie La Liga

Dwadzieścia lat od wielkiego triumfu Depor

19 maja 2000 roku Deportivo La Coruna zostało mistrzem Hiszpanii – po raz pierwszy i zapewne na zawsze już jedyny. Dwudziesta rocznica tego wydarzenia będzie hucznie celebrowana w galicyjskim mieście, bo jest to jedno z najważniejszych wydarzeń w jego kronikach.

Dwadzieścia lat minęło od wielkiego triumfu Deportivo (fot. Reuters)

LESZEK ORŁOWSKI


Dzieje powstania, triumfów i upadku wielkiego Deportivo są jedną z ostatnich romantycznych historii współczesnego futbolu. Dziś bowiem kopciuszki nie mają już w Hiszpanii szans na wielkie triumfy. 

Szef

Wszystko zaczęło się w 1988 roku, kiedy prezydentem klubu został niejaki Augusto Cesar Lendoiro. Jako młody człowiek uprawiał sporty, ale szybko musiał z nich zrezygnować ze względów zdrowotnych. Odkrył za to w sobie powołanie do działania. Najpierw szefował półamatorskiej drużynie piłkarskiej Ural La Coruna. Pełnił w niej także obowiązki trenera. Jego wychowankiem jest Paco Buyo, były bramkarz Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii. Potem rządził klubem o nazwie Liceo. Za jego kadencji hokeiści na wrotkach wielokrotnie zdobywali mistrzostwo Hiszpanii i Europy. Potem zajął się piłką kobiecą. Drużyna Karbo La Coruna w roku 1983, 1984 i 1985 zdobywała Puchar Królowej. W 1988 roku, jak zamierzał, został prezydentem Deportivo. – Po doświadczeniach z Uralem, Liceo i Karbo byłem pewien, że mi się uda, że wiem wystarczająco dużo o sporcie, by osiągnąć triumfy także z męską drużyną futbolową – wspominał po latach. 

Jednocześnie z menedżerką sportową prowadził działalność publiczną. Od 1987 zasiadał w radzie miasta, był też sekretarzem do spraw sportu w rządzie Galicji. Przeprowadzał inwestycje związane z budową obiektów sportowych, stał się człowiekiem powszechnie znanym. Jego atutem jako szefa Deportivo było to, że jako lokalny lider umocowany w samorządzie, mógł się w rozmaity sposób odwdzięczać sponsorom klubu, na przykład przydzielając kontrakty na realizację zamówień publicznych. Od pierwszego dnia mocno chwycił władzę i niechętnie się nią dzielił. Nikt, włącznie z akcjonariuszami klubu, nie wiedział nie tylko jak Lendoiro wydawał pieniądze, ale nawet skąd je brał – i do dziś nikt nie wie. – Byli ludzie, lokalni biznesmeni, którzy inwestowali kilkaset tysięcy peset w klub, nie informując o tym żon. Gdybym ich wsypał, skończyłoby się rozwodami, albo i morderstwami – tłumaczył.

Przez wszystkie lata długiej, trwającej do 2014 roku kadencji, Lendoiro samodzielnie decydował o transferach. Dyrektor do spraw sportowych zawsze w Deportivo był, ale miał mało do powiedzenia. Jabo Irureta, trener, który w sezonie 1999-2000 prowadził Deportivo, wystawił prezydentowi po latach znakomitą cenzurkę. – Lendoiro miał talent do transferów, za małe pieniądze pozyskał takich graczy jak Manuel Pablo, Valeron, czy Turu Flores, świetnie sprzedał Rivaldo i Makaaya. Nie miałem wtedy wrażenia, że za dużo wydawał albo żył ponad stan. Miałem poczucie, że klub jest dobrze zarządzany, że wszystko działa jak należy.

Prezydent pytany po latach o to, dlaczego Deportivo nie utrzymało miejsca na szczycie hiszpańskiego futbolu, nie ukrywał, że nie zależało mu na gromadzeniu pieniędzy, budowaniu fundamentów. Chciał osiągnąć jak najszybciej możliwie największy sukces, nie martwiąc się, co będzie potem. Dlatego nie sprzedawał gwiazd. A co zarobił, wydawał na transfery i pensje. Bilanse finansowe były drugorzędne, liczyły się sukcesy, sprawianie radości ludziom i rozsławianie nazwy miasta na świecie – co znakomicie mu się udało. 

Był też Lendoiro postacią bardzo malowniczą, uwielbiał zgrywać się na wielkiego pana. Gdy jechał z zespołem do Madrytu bądź Barcelony, zapraszał tamtejszych dziennikarzy na bankiet, podczas którego cały czas znajdował się w centrum uwagi. A kiedy goście zjeżdżali na El Riazor, oddelegowywał zaufanego człowieka, by się o nich troszczył, polewał. W trakcie pomeczowej biesiady w końcu sam ściągał do restauracji, w której był traktowany przez obsługę według ceremoniału przypominającego, jak zauważył jeden z dziennikarzy, papieski, obowiązujący w Watykanie.

Trener

W 1994 roku Deportivo, prowadzone przez Arsenio Iglesiasa, było o krok od wywalczenia tytułu mistrzowskiego. Jednak w ostatniej minucie decydującego meczu z Valencią Miroslav Djukić nie wykorzystał rzutu karnego i w lidze triumfowała Barcelona. W 1995 ekipa wywalczyła Copa del Rey. Następnie popadła w kilkuletni kryzys. Lendoiro, po odejściu Iglesiasa, nie potrafił znaleźć odpowiedniego trenera. Nie sprawdzili się: nerwowy John Toshack, Jose Manuel Corral i Carlos Alberto Silva. W końcu, latem 1998 roku, stery zespołu powierzono Javierowi Irurutagoyenie zwanemu Iruretą. 

Urodzony w 1948 roku Jabo pracę w Primera Division zaczynał w Logrones, a potem na cztery lata objął Real Oviedo. Pod jego wodzą drużyna ta w czterech kolejnych meczach dwa razy pokonała Barcelonę Johana Cruyffa i dwa razy z nią zremisowała, nie tracąc ani jednego gola! Gdy ze stanowiska selekcjonera w 1992 roku odchodził Vicente Miera, typowano go do objęcia La Roji. Był na rozmowie z prezydentem federacji Angelem Marią Villarem, który jednak ostatecznie nie zaryzykował zatrudnienia zadeklarowanego cruyffisty i powierzył zespół Javierowi Clemente. Następnymi etapami w karierze Irurety były Racing, Athletic, Real Sociedad i w końcu Celta, która zaoferowała mu tylko roczny kontrakt po wywalczeniu przepustki do pucharów, w związku z czym ją porzucił i w atmosferze skandalu przeniósł się za miedzę, gdyż Deportivo dało mu umowę dwuletnią. Ostatecznie został w La Coruni siedem lat, cały czas, co ciekawe, mieszkając w hotelu. Piłkarze go bardzo lubili, bo za maską sarkazmu skrywał wiele wyrozumiałości dla ludzkich słabości. 

Jeden z czołowych zawodników Depor przez te wszystkie lata, Fran, tak wspominał przyjście Irurety i to, co się stało potem: – Potrzebowaliśmy właśnie takiego trenera jak on. Irureta był człowiekiem bardzo spokojnym, przypominał Arsenio Iglesiasa. Ponadto przychodzili bardzo dobrzy piłkarze, kadra nadal była szeroka. Właśnie ta stabilność pozwoliła nam na odniesienie kolejnych sukcesów: mistrzostwa, pucharu, superpucharu. 

Po zajęciu szóstego miejsca na mecie sezonu 1998-99, latem Lendoiro był bardzo aktywny na rynku transferowym. Sprowadził świetnych zawodników: prawego pomocnika Victora Sancheza del Amo, stopera Cesara i przede wszystkim króla strzelców Segunda Division Roya Makaaya. Wszyscy mieli odegrać ważną rolę w mistrzowskim sezonie. 

Droga

Makaay już w pierwszej kolejce sezonu 1999-2000 strzelił trzy gole w wygranym 4:1 meczu z Deportivo Alaves. Po remisie z Betisem i zwycięstwie nad Valladolid, zespół po dobrej grze wywiózł punkt z Santiago Bernabeu. Następnie przyszła passa czterech meczów bez zwycięstwa, lecz między 9 a 15 kolejką ekipa Irurety wygrała wszystkie spotkania, w tym 2:1 z Barceloną i usadowiła się na pierwszym miejscu w tabeli. 19 grudnia na El Riazor odbyły się wielkie derby Galicji z Celtą Victora Fernandeza, która była wiceliderem. Gospodarze wygrali 2:1, zwiększyli przewagę nad lokalnym rywalem do pięciu punktów. Dodatkową atrakcją meczu była bójka pomiędzy gwiazdą Deportivo Djalminhą a liderem Celty Aleksandrem Mostowojem. Tytuł mistrza półmetka był zapewniony. 

W 23 kolejce Real Madryt z kolei przyjechał na El Riazor i został rozgromiony 5:2. Ostatni sceptycy uwierzyli w to, że zespół Irurety może sięgnąć po tytuł. Jednak przez całą drugą rundę nie zaznali chwili spokoju. Deportivo wygrywało prawie wszystko u siebie, zaś na wyjeździe potrafiło pokonać tylko Sevillę. W innych meczach jakby ciążyło nad nim jakieś fatum. W 24 kolejce w spotkaniu z Numancią w Sorii, w ostatniej minucie do siatki rywali piłkę wbił bramkarz Jacques Songo’o, lecz sędzia niesłusznie nie uznał gola. 

W 35 kolejce Deportivo grało na Balaidos w Vigo. Miało przewagę sześciu punktów nad Barceloną, mogło zapewnić sobie mistrzostwo. Jednak oczywiście przegrało (1:2). 

Zespół Irurety liderował przez 27 kolejek. Ale przed ostatnią serią szansę na tytuł wciąż posiadały trzy zespoły: Deportivo, Barcelona i Saragossa. Obie te ekipy miały trzy punkty mniej niż El Depor. Kibice czekali na piątek 19 maja cali w nerwach. 

Tym razem nie były one jednak potrzebne. Pierwszego gola w trzeciej minucie ostatniego meczu z Espanyolem, pięknym uderzeniem po rzucie rożnym, strzelił jeden z nielicznych graczy Depor pamiętających rok 1994, Donato. – Byliśmy trochę zdenerwowani, ale ten gol sprawił, że całe napięcie z nas zeszło, zaczęliśmy grać normalnie – wspominał po latach Makaay. To Holender w 34 minucie, po świetnym zagraniu Manuela Pablo, przymierzył do siatki i było po sprawie. W przerwie cały stadion świętował, bo świetne wieści napływały z Barcelony, gdzie blaugrana przegrywali 0:2 z Celtą (ostatecznie zremisowali 2:2). Saragossa wprawdzie prowadziła 1:0 z Valencią, ale w 59 minucie gospodarze wyrównali, by ostatecznie wygrać 2:1. To wszystko jednak nie miało znaczenia, bo Deportivo skutecznie pilnowało swojego zwycięstwa. 

Feta

A potem nastąpił „największy wybuch zbiorowej ekstazy w dziejach miasta” – jak napisał dziennikarz Jose Lopez. Kibice zgadzali się z jego tezą, że tym razem Bóg Futbolu postanowił, inaczej niż przy karnym Djukicia, nie interweniować w przebieg wydarzeń i pozwolić, by zwyciężył najlepszy. Inne media porównywały zawodników Deportivo do Dawida, który z procy powystrzelał całą hordę Goliatów.

Kibice oczywiście wbiegli na murawę natychmiast po ostatnim gwizdku sędziego. Jeden z nich dopadł do Makaaya i domagał się koszulki. Holender oświadczył, że da mu ją, jeśli kibic zaniesie go do szatni. Ten zarzucił sobie napastnika na ramiona i natychmiast spełnił warunek. 

Potem zaś fani wyszli na ulice, lecz nie wszyscy się na nich zmieścili. W mieście, zwanym Balkonem Europy, do rana pełne były więc wszystkie nie tylko niewielkie place, ale i balkony właśnie. Po latach pisano nawet o fieście balkonowej, odbywanej przez tych, którzy nie chcieli tłoczyć się na wąskich uliczkach. Do dziś ci, którzy byli na tamtym meczu i brali udział w tamtym świętowaniu opowiadają po barach o swych przeżyciach i znajdują słuchaczy. 

Zespół Deportivo słynął w tamtych latach ze znakomitej atmosfery, piłkarze lubili spędzać czas w swoim towarzystwie. Toteż i świętowanie zdobycia tytułu trochę potrwało, a mianowicie sześć dni. – A gdybyśmy nie mieli już zarezerwowanych wakacji, bawilibyśmy się pewnie przez cały rok – opowiadał Lionel Scaloni. Celebra zaczęła się wspólną wizytą u obdarzonego fantazją fryzjera, z którego usług na co dzień korzystał Djalminha. Mistrz dostał wolną rękę i popuścił wodzy fantazji. Jednemu zawodnikowi zrobił żółtą lwią grzywę, innemu wystrzygł niebieskie gwiazdy. Użył wszystkich możliwych kolorów tęczy. – Żona, gdy mnie zobaczyła, to się przestraszyła, a potem mówiła, że już nie jestem białym człowiekiem, tylko żółtym – wspominał Makaay. 

Po pierwszej nocy, podczas której żaden z zawodników nie zmrużył oka, wszyscy musieli jakoś stanąć na nogi, bo w sobotę w południe zostali zaproszeni na oficjalną fetę na balkonie merostwa, przy placu Marii Pity. Proszono ich do mikrofonu, lecz prawie żaden nie był w stanie wydobyć z siebie głosu. Fanom to nie przeszkadzało, sami też nie byli w lepszym stanie.

Lecz nagle jeden z zawodników, dotychczas tylko robiący niemądre miny, Lionel Scaloni, wszedł na balustradę balkonu i zaczął po poręczach wspinać się wyżej, na kolejną kondygnację. Inni, zamiast go zdjąć, tylko zaczęli się śmiać. Tymczasem Scaloni piął się wyżej i wyżej… – Nie było obawy, że się zabiję. Pod balkonem stało tyle ludzi, że co najwyżej spadłbym im na głowy i skończyłoby się jakimiś drobnymi kontuzjami – opowiadał po latach Argentyńczyk.

Piłkarze

Jak to się stało, że drużyna z prowincji utarła nosa wielkim hiszpańskiego futbolu? Oczywiście główną przyczyną było to, że na El Riazor zgromadzono grupę naprawdę nietuzinkowych piłkarzy Jednak zanim przejdziemy do ich wymienienia, trzeba wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Otóż Deportivo zdobyło mistrzostwo Hiszpanii wywalczywszy zaledwie 69 punktów, a przegrało aż jedenaście spotkań. Poziom rywalizacji był więc w owym sezonie wyjątkowo niski. Od wprowadzenia trzech punktów za zwycięstwo nigdy wcześniej ani później tytuł nie był tak tani.

Bramki strzegł Jacques Songo’o. Pulchny Kameruńczyk miał niesamowity refleks mimo swoich 36 lat. Chciał bronić do czterdziestki, jednak sezon 1999-2000 był ostatnim w wyjściowym składzie Depor. Po ostatecznym zakończeniu kariery pozostał w La Coruni i zajął się biznesem. Założył firmę sprowadzającą i serwisującą maszyny przemysłowe oraz budowlane, następną działającą w branży spożywczej, potem utworzył agencję reprezentującą piłkarzy, wreszcie wybudował szkółki piłkarskie w Kamerunie, Mali i Burkina Faso. Obecnie jest jednym z najpotężniejszych przedsiębiorców w Galicji.

Prawy obrońca Manuel Pablo był zawodnikiem o żelaznej kondycji. Latem 2001 roku Real dawał za niego 24 miliony euro, ale Lendoiro odrzucił ofertę. Tymczasem 30 września, w derbowym meczu z Celtą, doznał potwornej kontuzji, która niemal zakończyła jego karierę. Miał wtedy 25 lat, był u szczytu, szykował się na mundial. Dziś pracuje w klubie w sztabie transferowym. 

Stoper Nouredine Naybet był jednym z najlepszych plastrów w swojej epoce. Real Madryt trzy razy chciał go sprowadzić, ale Lendoiro nie zamierzał się na to godzić i obniżać klauzuli, zaś zawodnik nie nalegał na prezydenta, gdyż świetnie czuł się w La Coruni. 

Jego partner ze środka obrony Donato, Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem i reprezentant tego kraju, w 2000 roku liczył sobie już 38 lat. – Był tak dobry taktycznie, że nie musiał biegać – powiedział o nim Irureta. Latem 2003 roku wcale nie zamierzał kończyć kariery, ale szefowie klubu postanowili się z nim rozstać. Jego córka była akurat w ciąży. Tak więc zabrakło mu kilku miesięcy, by jako zawodowy piłkarz zostać dziadkiem. Czy ktoś słyszał o takim przypadku? Dziś Donato też świetnie sobie radzi. Zajmuje się w Brazylii deweloperką, doradztwem inwestycyjnym dla zawodowych piłkarzy, współpracuje ze stroną futbol-tactico.com. Działa też cały czas w ewangelickiej fundacji Fuerza Para Vivir (Siła do życia) oraz organizacji Atletas de Cristo (Atleci Chrystusa). W 1984 roku przeżył akt religijnego nawrócenia i od tego czasu codziennie czyta Biblię.

Lewym obrońcą był Enrique Romero, futbolista dobrze wyszkolony technicznie, szybki i zdecydowany. Rozstał się z klubem w niemiłych okolicznościach. Po meczu 37 kolejki sezonu 2004-05 dyrektor zamieszanego w walkę o pozostanie w lidze Levante oskarżył go, że podłożył się swojemu byłemu klubowi, Mallorce, z którą Deportivo przegrało 0:3. Niczego mu nie udowodniono, ale musiał odejść.

W środku drugiej linii królował mistrz świata z 1994 roku Mauro Silva, człowiek maszyna, jak go określał Arsenio Iglesias. Brazylijczyk był futbolistą wytrawnym, myślącym, grał zawsze dla drużyny, stanowił wzór profesjonalizmu. Kibice Deportivo w 2016 roku to właśnie jego wybrali najlepszym zawodnikiem w historii klubu. Zdaniem Irurety byłby świetnym trenerem, zamiast ławki wybrał jednak gabinet: przez kilka lat pełnił funkcję wiceprezydenta stanowej federacji futbolu w Sao Paulo. 

Obok niego biegał świetny, elastyczny Flavio Conceicao, zawodnik, którego zaraz po zdobyciu tytułu mistrzowskiego wykupił za klauzulę odejścia, czyli 24 miliony euro, Real Madryt. Prawą stronę obsadzał Victor, dynamiczny drybler. Dziś jest znanym trenerem. Lewa była królestwem wychowanka klubu, idola kibiców, Frana. Słynął ze znakomitego wyszkolenia oraz boiskowej inteligencji, która pozwalała mu łamać podczas gry schematy i zaskakiwać rywali. Całą karierę spędził w Deportivo.

Na pozycji mediapunta grał Djalminha. – Prezi, jestem najlepszy na świecie – wykrzyknął kiedyś do Lendoiro. – Być może, ale kiedy zamierzasz to udowodnić? – usłyszał w odpowiedzi. Brazylijczyk dysponował talentem porównywalnym chyba tylko do samego Leo Messiego. Makaay określał go jako geniusza, Joan Capdevila uważa, że był lepszy od Ronaldinho. Prezydent Deportivo powiedział kiedyś, że Djalminha umie z piłką zrobić wszystko i dlatego znakomicie pasowałby do cyrku. Kibice mają w pamięci wiele jego niesamowitych zagrań, cudownych goli, ale wiedzą też, że nie dbał przesadnie o dyscyplinę, ani nie szanował trenera. Musiał odejść w 2002 roku właśnie po konflikcie z Iruretą, którego ponoć nawet uderzył. 

Na szpicy występował zaś przeważnie Makaay. Holender nazywany był w Hiszpanii Ferrari, szybkość była jego wielkim autem. 

Styl

Kibice wspominają Deportivo Jabo Irurety jako zespół grający piękny futbol. Najtrafniej chyba styl drużyny opisał… syn trenera, też Javier, który zresztą stale kręcił się przez te siedem lat kadencji ojca przy zespole, pomagając w rozpracowywaniu rywali itp. Powiedział: – Jest to drużyna świetnie zbilansowana, w której grze panuje równowaga. Jest chwalona za ofensywę, ale przecież nie traci wielu goli. Depor mojego ojca zaczyna akcje ofensywne od tyłu, przeprowadza je starannie. Trudno też spotkać drugi zespół, w którym tak świetnie wykorzystywane są skrzydła, w którym obaj boczni obrońcy na raz włączają się do ataków. Tutaj grają znakomici zawodnicy, którzy jednak nie tylko umiejętnie kopią piłkę, ale wiedzą, jak się na boisku ustawić, jak po nim przesuwać. Depor jest o wiele lepiej zorganizowane niż na przykład Real Madryt, w poczynaniach którego wiele rzeczy jest dziełem przypadku, improwizacji.

Latem 2000 roku Lendoiro kupił trzech graczy, którzy mieli stać się legendami klubu i całej ligi. Byli to Juan Carlos Valeron, Diego Tristan i Jose Francisco Molina. W dziejach klubu zaczęła się nowa era. Też obfitowała w pucharowe sukcesy, ale mistrzostwa nie udało się już więcej zdobyć. Może dlatego, że wyjątkowo rozrywkowy Diego Tristan rozprowadzał kolegów po lokalach i brakowało im sił na regularne zmagania z najlepszymi? W La Coruni nikt nigdy nie miał jednak za złe piłkarzom, że wieczorem lubią się zabawić, a i ci nie szukali ekskluzywnych lokali, lecz w tych zwykłych ochoczo bratali się z fanami. 

Jabo Irureta ma jeszcze inną tezę. Jego zdaniem w dawnych czasach, także jeszcze w 2000 roku, giganci potrafili zlekceważyć aspekt fizycznego przygotowania do sezonu, bo byli przekonani, że samą piłkarską klasą w końcu wykażą wyższość nad przeciwnikami. Dlatego drużyna perfekcyjnie przygotowana motorycznie, jak Depor w 2000, czy Valencia w 2002 albo 2004 roku, mogła rzucić wyzywanie wielkim. To się definitywnie skończyło wraz z przybyciem do Barcelony Pepa Guardioli oraz Cholo Simeone do Atletico.

Jest też oczywiście inny powód tego, że zespół z La Coruni ponownie nie znalazł się na szczycie, a i Valencia od owego 2004 roku nigdy o mistrza nie zagrała. W 2000 roku, gdy Deportivo wygrało ligę, miało budżet wynoszący 68 milionów euro, a Real i Barcelona zaledwie dwukrotnie większy. To była różnica, którą dało się zniwelować. Potem nożyce w błyskawicznym tempie coraz mocniej się rozwierały. Dla Deportivo ów budżet to był szczyt możliwości, giganci dziś mają preliminarze sięgające miliarda euro. 


TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 20/2020)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Ligi w Europie La Liga

Zawodnik Bayernu na celowniku Atletico

W kręgu zainteresowań „Rojiblancos” znalazł się 67-krotny reprezentant Niemiec. Do transferu dojść może jeszcze tej zimy.

PiłkaNożna.pl
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Atletico Madryt blisko transferowego hitu! Rozmowy trwają

Atletico Madryt zamierza wstrząsnąć rynkiem! To będzie bardzo głośny transfer.

Julian Alvarez of Atletico de Madrid celebrates his goal during the La Liga EA match between Atletico de Madrid and Real Madrid CF, on September 27, 2025. - 27/09/2025 - Spain / Madrid / Madrid - PUBLICATIONxNOTxINxFRAxRUS LGMx/xLexPictorium LePictorium_0315443
2025.09.27 Madryt
pilka nozna , liga hiszpanska
Atletico Madryt - Real Madryt
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Z Barcelony do PSG! Hitowa przeprowadzka oficjalnie potwierdzona

To już oficjalne! Barcelona sprzedała swojego utalentowanego zawodnika do struktur ekipy PSG.

Milan, Italy, 6th May 2025. Hansi Flick Head coach of FC Barcelona, Barca looks on prior to the Internazionale vs FC Barcelona UEFA Champions League match at Giuseppe Meazza, Milan. Picture credit should read: Jonathan Moscrop / Sportimage EDITORIAL USE ONLY. No use with unauthorised audio, video, data, fixture lists, club/league logos or live services. Online in-match use limited to 120 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications. SPI_267_JM_INTER_BARCA_UCL SPI-3886-0267
2025.05.06 Mediolan
pilka nozna , Liga Mistrzow
Inter Mediolan - FC Barcelona
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Vinicius z przełomową deklaracją! Real Madryt postawiony pod ścianą

Vinicius Junior jednak opuści Real Madryt? Pojawiły się przełomowe doniesienia w tej sprawie!

Liverpool v Real Madrid, UEFA Champions League Vinicius Junior Of Real Madrid during the Liverpool v Real Madrid UEFA Champions League Round 1 League Stage match at Anfield, Liverpool, England on 4 November 2025 Credit: Lee Keuneke/Every Second Media Editorial use only. All images are copyright Every Second Media Limited. No images may be reproduced without prior permission. Copyright: xIMAGO/EveryxSecondxMediax ESM-1654-0143 LeexKeunekex/xEveryxSecondxMediax
2025.11.04 Liverpool
pilka nozna liga mistrzow
Liverpool FC - Real Madryt
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A

Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.

Spain - LaLiga EA Sports - Villarreal CF vs Real Madrid CF - 24/01/2026 SPAIN, VILLARREAL, JANUARY 24. Alvaro Arbeloa head Coach of Real Madrid during the LaLiga EA Sports match between Villarreal CF and Real Madrid CF on January 24, 2026 at Estadio de la Ceramica in Villarreal, Spain. Photo by Manuel Blondeau/ AOP.Press Villarreal Estadio de la Ceramica Spain Copyright: x ManuelxBlondeau/AOP.Pressx AOP20260124-0177
2026.01.24 Villarreal
pilka nozna liga hiszpanska
Villarreal CF - Real Madryt
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej