W pierwszej połowie bezbarwny, w drugiej skuteczny w najważniejszym momencie. Tak zaprezentował się Raków Częstochowa w ostatnim meczu 2025 r. z GKS Katowice.
Pierwszą groźną akcję mieli goście z Katowic. W 14. minucie z powietrza uderzał Artur Jędrych, ale minimalnie spudłował. Ten sam zawodnik w 22. minucie ponownie znalazł się w doskonałej sytuacji, ale znów nieznacznie chybił.
Na pierwszą dogodną sytuację Rakowa, częstochowscy kibice musieli czekać do 43. minuty. Wtedy dogodną okazję miał Jonatan Brunes, który przed polem karnym otrzymał znakomite podanie od Tomasza Pieńki. Norweg jednak zmarnował tą sytuację.
Od początku drugiej połowy oglądaliśmy już bardziej ofensywną twarz Medalików. Długimi momentami jednak podopieczni Marka Papszuna nie mogli znaleźć sposobu na katowicką defensywę. W 59. minucie znakomitym dośrodkowaniem popisał się Michael Ameyaw, ale Lamine Diaby-Fadiga w doskonałej okazji fatalnie spudłował. Z kolei w 61. minucie w poprzeczkę trafił Patryk Makuch.
Niemoc częstochowian w ataku przełamał dopiero Brunes w 67. minucie. W polu karnym Norwega wypatrzył Diaby-Fadiga, a ten strzałem głową z kilku metrów pokonał Rafała Strączka. Podopieczni Rafała Góraka nie zamierzali jednak się poddawać. W 75. minucie w doskonałej okazji, w poprzeczkę trafił Eman Marković.
W końcówce kolejne gole dla Rakowa mogli jeszcze dołożyć Diaby-Fadiga i Ameyaw, ale nie zdołali już pokonać Strączka.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.