Remisem zakończyło się ostatnie sobotnie spotkanie dwudziestej czwartej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Śląsk Wrocław podzielił się punktami z Lechią Gdańsk.
Dla Jacka Megiery był to drugi oficjalny mecz w roli trenera Śląska. (fot. 400mm.pl)
Śląsk nie mógł lepiej rozpocząć meczu. Już w ósmej minucie gracze z Wrocławia objęli prowadzenie. Krzysztof Mączyński oddał strzał wolejem tuż sprzed pola karnego. Nie trafił jednak czysto w piłkę. Jego uderzenie mimowolnie stało się podaniem, bo do bezpańskiej piłki dopadł Erik Exposito, który z bliskiej odległości skierował ją do siatki.
Dziesięć minut później niewiele brakowało, aby „Wojskowi” podwyższyli prowadzenie do dwóch bramek. Tak się jednak nie stało. Futbolówka po strzale z dystansu w wykonaniu Exposito zakończyła swój lot tylko na poprzeczce. Jeszcze lepszą sytuację miał tuż przed przerwą Patryk Janasik, który w sytuacji sam na sam z Dusanem Kuciakiem minimalnie spudłował.
Niewykorzystane okazje zemściły się w trzydziestej czwartej minucie. Będący na własnej połowie pod presją ze strony gdańszczan Waldemar Sobota podał do tyłu w kierunku Michała Szromnika. Jego zagranie było jednak zbyt lekkie, by mogło bezpiecznie dojść do golkipera. Bezlitośnie wykorzystał to znajdujący się w pobliżu Tomasz Makowski, który zdobył swoje debiutanckie trafienie w barwach Lechii.
Druga odsłona spotkania nie była już tak jednostronna na korzyść Śląska jak pierwsza. Podopiecznym Jacka Magiery wyraźnie brakowało sił, by grać na tak wysokiej intensywności jak przed przerwą, wobec czego rywalizacja wyrównała się. Rozluźnienie we wrocławskich szeregach mogła i wręcz powinna wykorzystać Lechia w osiemdziesiątej minucie.
Wówczas o włos od przechylenia szali zwycięstwa na korzyść drużyny z Pomorza był Łukasz Zwoliński, który nieznacznie przestrzelił w pojedynku sam na sam z Szromnikiem. Piłka po jego uderzeniu głową poszybowała ponad poprzeczką. Gdyby lepiej sfinalizował dośrodkowanie Flavio Paixao, Lechia mogłaby cieszyć się z wygranej.
Podział punktów nikogo we Wrocławiu i Gdańsku nie może w pełni satysfakcjonować. Przede wszystkim z tego powodu, że sytuacja w tabeli w przypadku obu drużyn nie uległa żadnej zmianie poza dopisaniem po jednym punkcie, lecz nie wpłynęło to jakkolwiek na zajmowane miejsca.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.