Łukasza Skorupskiego plecy od schylania może nie bolą, ale głowa – z nerwów – na pewno. Obrona Empoli była bezsilna w starciu z Milanem. Gracze z włoskiej stolicy mody pokonali Polaka cztery razy.
Łukasz Skorupski cztery razy wyciągał dziś piłkę z bramki
Rossoneri byli zdecydowanymi faworytami spotkania, do którego podchodzili po zremisowanych derbach Mediolanu. Empoli natomiast w poprzedniej kolejce nie miało żadnych szans w meczu z Fiorentiną (0:4).
Na Stadio Carlo Castellani początkowo jednak przewagę mieli gospodarze. Długo to nie potrwało, bowiem już po kwadransie gry znakomitą akcję przeprowadzili przyjezdni. Z prawej strony w pole karne zagrał Susu, a tam niepilnowany zupełnie Gianluca Lapadula uderzył bez zastanowienia i – co najważniejsze – skutecznie. Łukasz Skorupski był wściekły na obrońców, którzy zachowali się dość biernie.
Wydawało się, że podopieczni Vincenzo Montelli będą się starali utrzymać prowadzenie. I być może sztuka ta by im się udała, gdyby nie błąd Gianluigiego Donnarummy. Młody bramkarz niepotrzebnie wychodził kilkanaście metrów przed bramkę do dośrodkowania. Odbita przez niego piłka trafiła pod nogi Riccardo Saponary, a ten ze spokojem skierował piłkę do bramki.
W następnych fragmentach mecz był w miarę wyrównany, choć więcej pracy od swojego kolegi po fachu miał Skorupski. Polak prezentował się pewnie, ale w drugiej połowie wszystko się zmieniło. Milan odważnie ruszył do przodu, co poskutkowało trzema kolejnymi golami. Skorupskiemu trudno coś zarzucać. Wszystkie bramkowe akcje Rossonerich były dynamiczne i dobrze przemyślane, a obrona Empoli nie była w stanie zareagować. A nawet jeśli reakcja była, to kończyło się fatalnie. Strzelcem jednego z goli dla ACM został obrońca Azzurrich, Andrea Costa.
Empoli w dalszym ciągu zajmuje 17. miejsce i nad strefą spadkową ma trzy punkty przewagi. Milan z kolei jest drugi, ale w niedzielę może zostać wyprzedzony przez Romę, która zmierzy się z Pescarą.