Przejdź do treści
Eduardo: 33 punkty dla reprezentacji

Polska Ekstraklasa

Eduardo: 33 punkty dla reprezentacji

Stał się bohaterem jednego z najgłośniejszych transferów do Ekstraklasy w ostatnich latach. Historia jego kariery nadaje się na film lub książkę. Eduardo da Silva opowiada m.in. o kulisach transferu do Dinama Zagrzeb i o tym, dlaczego nie zagrał w reprezentacji Brazylii.




Słyszałeś, że jesteś podobny do Diego Costy?
Tak, słyszałem – mówi z uśmiechem napastnik Legii. – Kiedy kilka lat temu grałem w Szachtarze Donieck, koledzy z drużyny porównywali mnie właśnie do Costy. Wzięli zdjęcie, na którym cieszyłem się z gola, i zobaczyli podobieństwo do Diego. Może mam podobną fryzurę? Ja w każdym razie podobieństwa nie dostrzegam.

On w Londynie jest spalony, ty wręcz przeciwnie.
Ale chyba nie chodzi o urodę? Tak poważnie: w Arsenalu miałem zdecydowanie więcej dobrych momentów niż złych. Kiedy grałem w Londynie, zawsze kończyliśmy sezon w czołówce Premier League – dwa razy w pierwszej trójce. Regularnie dochodziliśmy daleko w Lidze Mistrzów, czyli do ćwierćfinału, a raz zdarzyło się, że do półfinału. Na pewno trzy lata, które tam spędziłem, mogę zapisać na plus. Mnie zresztą też zapamiętali pozytywnie.

Kibice Kanonierów z utęsknieniem patrzą na czasy, kiedy drużyna tak dobrze grała w Europie.
Masz rację. Na pewno patrzą przez pryzmat przeszłości, kiedy Arsenal był w stanie dojść do najlepszej czwórki Champions League. Z drugiej strony, kiedy zespół był na topie kilka lat temu i wywalczył wicemistrzostwo, to i tak kibice chcieli więcej. Podobnie jest w Legii. Drugie miejsce ludzie związani z klubem traktują jako wielką porażkę. Teraz sytuacja w Arsenalu jest taka, że dopiero po kilku latach kibice doceniają, że miejsce na podium było sukcesem. 

Czyli podpisujesz się pod stwierdzeniem „Wenger out”?
To bardzo delikatna sprawa. Cała wielkość Arsenalu i wszystkie sukcesy klubu rozpoczęły się od momentu przyjścia Francuza do Londynu. Porównaj sobie: przyjeżdża człowiek do Polski, przejmuje średniej jakości zespół, zdobywa mistrzostwo kraju i wprowadza drużynę do Ligi Mistrzów. To chyba świadczy o tym, że jest świetnym fachowcem. Bardzo dobrze nam się współpracowało. Moim zdaniem wypada oddać decyzję o odejściu Wengerowi. Po tylu latach pracy należy mu się szacunek. Kiedy poczuje, że nie będzie w stanie już nic więcej dać klubowi, na pewno odejdzie.

Kiedy ostatni raz się kontaktowaliście?
Widzieliśmy się w 2014 roku przed mistrzostwami świata. Chorwacja rozgrywała mecz towarzyski w Londynie i wykorzystałem okazję, aby się spotkać. Byłem w ośrodku treningowym, porozmawialiśmy trochę.

To może będzie okazja za kilka miesięcy przy okazji Ligi Mistrzów?
Wiele czynników musiałoby się na to złożyć. Pierwszym i najważniejszym celem jest zdobycie przez nas mistrzostwa Polski. Arsenal z kolei musiałby wygrać Ligę Europy, aby uzyskać awans. W Premier League jest już chyba pozamiatane. Później dochodzi drabinka do fazy grupowej, a na koniec losowanie. Za dużo zmiennych, abym myślał o tym poważnie. Kiedy podpisałem kontrakt z Szachtarem, dwa miesiące później graliśmy w grupie z Arsenalem. Jeden mecz wygraliśmy, drugi przegraliśmy, ale w obu strzeliłem po golu. To była jedyna okazja, kiedy mierzyłem się z londyńczykami w grupie. Później graliśmy jeszcze kilka razy w Lidze Mistrzów, ale już nie było mi dane grać przeciwko Kanonierom. Wcześniej – jeszcze w barwach Dinama Zagrzeb – rywalizowaliśmy z Arsenalem w eliminacjach Champions League. Też zdobyłem jedną bramkę, ale odpadliśmy.

Czujesz, że gdyby nie pamiętna kontuzja, to zrobiłbyś karierę na miarę np. Robina van Persiego?
Po kontuzji dochodziłem do siebie dwa lata. Dopiero wtedy osiągnąłem pełną sprawność. Kiedy już wróciłem, znowu grałem w wielkich klubach, jak Szachtar czy Atletico Paranaense. Teraz jestem w największej polskiej drużynie. Było wielu zawodników, którzy zamienili Arsenal na silniejszą drużynę, ale tam się nie sprawdzili. Mam spore grono znajomych, przyjaciół, trenerów i innych osób związanych z futbolem, którzy twierdzą, że gdyby nie kontuzja, byłbym w piątce najlepszych napastników na świecie. Ale to są tylko spekulacje i wróżby.

Miałeś oferty z większych klubów niż Arsenal?
O zainteresowaniu innych klubów dowiadywałem się z mediów. Chorwaccy dziennikarze mają tendencję do wyolbrzymiania. Wychodzą z założenia, że w ich kraju są wychowywani najlepsi zawodnicy na świecie i od razu interesują się nimi Real Madryt, Barcelona czy Bayern Monachium. Co do propozycji dla mnie: pojawiło się zainteresowanie innego klubu z Anglii, ale nie takiego kalibru jak Arsenal. Wiem, że moją sytuację monitorował zespół z Francji, który ma bardzo długie tradycje. Było zainteresowanie z Włoch – ze znanego klubu, który nie był w czołówce, ale każdy kibic na pewno go zna. Do konkretów nie doszło.

(Prezentacja Eduardo w Arsenalu fot. REUTERS/Arsenal Football Club/Stuart MacFarlane)

Jakie to uczucie, kiedy kibice nazywają cię następcą Thierry’ego Henry’ego?
To też trochę wymysł dziennikarzy… Po pierwsze, aby zostać jego następcą, musiałbym grać z dziesięć lat w Arsenalu, aby mu dorównać. Wielokrotnie mówiłem, że pracuję na swoje nazwisko i markę. Chciałem zostawić ślad po sobie. Nie przyszedłem z zamiarem zastępowania kogokolwiek.

Nie wkurzasz się, że twój pobyt w Londynie ludzie sprowadzają tylko do kontuzji?
W zasadzie z każdą osobą, z którą rozmawiam, wychodzi temat kontuzji. Chcę o tym zapomnieć. To było dawno temu. Grałem w innych klubach, odnosiłem sukcesy i mam nadzieję, że w Legii dołożę kolejne. Co do kontuzji, przydarzyła się w najgorszym możliwym momencie. Byłem w idealnym wieku dla piłkarza, za chwilę były mistrzostwa Europy, strzelałem sporo goli… Postawmy tu kropkę i przejdźmy do innego tematu.

OK, rozumiem. W wypowiedziach różnych trenerów trudno było znaleźć coś negatywnego na twój temat. Masz na to jakiś specjalny sposób?
Kiedy pytasz trenera, czy kogoś lubi, to zawsze ci odpowie, że tak. Co ma innego powiedzieć? Tak poważnie, to myślę, że kilka rzeczy się na to składa. Zawsze daję z siebie sto procent. Podchodzę do każdego elementu jak najbardziej profesjonalnie. Staram się jak najdokładniej realizować założenia taktyczne. Poza boiskiem jestem otwarty. Wyjechałem bardzo szybko z Brazylii, więc przesiąknąłem europejską mentalnością już dawno.

Nigdy nie krytykowałeś trenerów, ale był jeden wyjątek – po mundialu cztery lata temu.
Miałem sześć miesięcy do końca kontraktu w Szachtarze. Byłem na wakacjach w Brazylii i za chwilę miałem wrócić na obóz przygotowawczy. Zadzwonił selekcjoner, który jest co prawda Chorwatem, ale ma mentalność niemiecką, ponieważ wiele lat spędził w tym kraju (chodzi o Niko Kovaca – przyp. red.), i kazał mi przyjechać do Zagrzebia na testy. Wtedy trener mówił, że na mundialu będą grali tylko ci, którzy regularnie występują w klubie. Akurat był to czas, kiedy nie grałem zbyt dużo w Doniecku. Zadzwoniłem do Mircei Lucescu (trenera Szachtara – przyp. red.), który zagwarantował, że będę więcej grał. Wiedział, że to mundial w moim kraju i bardzo mi na tym zależy. W tym momencie jeden z włoskich klubów był mną zainteresowany i chciał mnie sprowadzić. Trener dał mi wolną rękę, ale zgody nie wyraził właściciel Rinat Achmetow.

Dlaczego?
Uznał, że jestem ważną częścią drużyny. Zbliżał się mecz z Dynamem Kijów i nie było mowy o osłabieniu zespołu.

Wróćmy do mundialu.
OK. Na otwarcie mistrzostw graliśmy z Brazylią. Byłem przekonany, że zagram. Regularnie występowałem w Szachtarze, strzeliłem w sezonie przed mundialem dziewięć goli. Wszyscy chorwaccy dziennikarze widzieli mnie w składzie. Moje szanse rosły, tym bardziej że Mario Mandżukić był zawieszony. Cała logika wskazywała na to, że zagram. Przegraliśmy 1:3, selekcjoner zrobił tylko dwie zmiany… Nie wszedłem nawet na minutę. Ostatecznie zagrałem tylko w jednym spotkaniu 21 minut. W innych reprezentacjach trochę inaczej to wyglądało. W Kolumbii trener wystawił 45-letniego bramkarza, aby mógł na koniec kariery zagrać w najważniejszym turnieju na świecie. W Holandii zagrali wszyscy piłkarze, którzy byli w kadrze… Zastanawiałem się, dlaczego tak zasłużony zawodnik jak ja, nie dostał szansy w spotkaniu z Brazylią. Poczułem brak szacunku ze strony selekcjonera. To nie była krytyka. Po prostu powiedziałem, co czuję. Później zrobiła się afera.

Byłeś tym bardziej zły, że na trybunach pewnie było wiele osób z rodziny i cała rzesza znajomych?
Kupiłem mnóstwo biletów na to spotkanie od chorwackiej federacji. Chciałem, aby moi znajomi z Brazylii wzięli udział w tym szczególnym wydarzeniu. Rodzina, goście, przyjaciele – wszyscy byli na trybunach. Przeszedłbym do historii jako zawodnik, który rozegrał mecz przeciwko swojemu krajowi, i to w dodatku w ojczyźnie. W dodatku na nowym stadionie Corinthians w Sao Paulo. Byłem przekonany, że spośród wszystkich Chorwatów, którzy wtedy zagrali, byłem najbardziej zmotywowany. To decyzja trenera, że z tego nie skorzystał.

Jesteś zadowolony z całokształtu twojej kariery w reprezentacji?
Odnosiłem wielkie sukcesy w chorwackim futbolu. Rozegrałem prawie 70 spotkań i strzeliłem wiele goli. Kiedyś policzyłem, że przyniosłem reprezentacji 33 punkty, zdobywając decydujące bramki na 1:0, 2:1 czy 3:2. Kibice w Chorwacji mnie uwielbiają.

(Eduardo świętuje gola z Mario Mandżukiciem, Darijo Srną oraz Luką Modriciem, fot. Nikola Solić/Reuters/Forum)

Rodzina nie miała do ciebie pretensji, że przyjąłeś chorwackie obywatelstwo?
Nigdy nie było żalu. Każdy piłkarz marzy o grze dla reprezentacji swojego kraju. U mnie nie było inaczej, ale wtedy nie było to raczej możliwe. Musiałeś nazywać się Ronaldo albo Adriano, aby być w drużynie. Trudno sobie wyobrazić, aby selekcjoner powołał najlepszego zawodnika z chorwackiej drużyny… Po prostu logika na to wskazywała. Byłem cztery lata w Chorwacji, poznałem tam swoją dziewczynę, która została moją żoną. Przez Chorwatów nie byłem traktowany jak obcy, tylko jak swój.

Wyjechałeś jako nastolatek. Rodzice nie robili przeszkód?
Zdecydowanie nie. Cała rodzina wspierała mnie w decyzji. W Brazylii są setki tysięcy talentów. Bardzo trudno się przebić do profesjonalnego futbolu. Rodzice wiedzieli, że pojawiła się duża szansa, aby zaistnieć w Europie.

W Brazylii piłkarsko wychowywała cię ulica czy od małego byłeś szkolony w klubowej akademii?
Zaczynałem na ulicy. Odbijanie od ściany, małe gry, walka na piachu czy trawie – doskonale wiemy, jak to wygląda. Kiedy miałem dziesięć lat, babcia zapisała mnie do klubu, ale nie mogłem grać w oficjalnych meczach. Nie byłem zgłoszony do rozgrywek. Tylko trenowałem i występowałem w meczach towarzyskich. Od 12 czy 13 roku życia brałem udział w mistrzostwach faweli. Każda dzielnica miała swoją reprezentację. Dostałem się do jednej z nich. Przeszliśmy eliminacje i zagraliśmy w turnieju głównym. Wygraliśmy całe rozgrywki, które są pod patronatem CBF, czyli brazylijskiej federacji piłkarskiej. Przedstawiciele później wybierają 22 zawodników z turnieju, którzy poddawani są różnego rodzaju testom. Oglądają ich skauci największych klubów. Wpadłem w oko obserwatorowi z Dinama i zaczęły się rozmowy o transferze.

Ulica, turniej, transfer do Europy, reprezentacja Chorwacji, później Arsenal, kontuzja…
…wszystko wygląda na niezły film przygodowy.

Myślałeś, aby napisać książkę?
Zgłaszają się do mnie ludzie z Chorwacji, którzy zbierają od lat dokumenty na mój temat i chcą napisać biografię. Na pewno będę to rozważał za kilka lat.

Ile razy myślałeś o zakończeniu kariery?
Ani razu. Po odniesionej kontuzji nie przeszło mi to przez głowę. Być może dlatego cały czas jeszcze gram w piłkę.

Długo jeszcze?
Nie wiem. Kiedy zawodnik ukończy 32 rok życia, dostaje kontrakty krótkoterminowe – na rok, maksimum dwa lata. Na razie chcę wypełnić umowę w Legii. Jeśli mi się spodoba i klub będzie zadowolony, na pewno będziemy chcieli kontynuować współpracę. Tylko Bóg zna datę końca mojej kariery.

Jak ci się podoba w Warszawie?
Miasto jest znakomite. Ma wszystko, czego potrzeba do życia. Liga też jest silna. Podobają mi się stadiony i kibice. W wielu krajach, jeśli masz odczuwalną temperaturę minus 10 stopni, na trybuny przychodzi maksymalnie pięć tysięcy widzów. U nas na meczu z Jagiellonią było prawie trzy razy tyle, a spotkanie było przecież rozgrywane w środku tygodnia. Rozgrywki są dobrze zorganizowane, a telewizja robi bardzo profesjonalne transmisje. Zresztą media, zainteresowanie i cała otoczka stoją na wysokim poziomie. Moim zdaniem wszystko idzie w dobrym kierunku i cały czas będziecie się rozwijać.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ GOŁASZEWSKI

Za pomoc w tłumaczeniu wywiadu redakcja dziękuje panu Adamowi Mieszkowskiemu.

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej