Edward Iordanescu wspomina pobyt w Polsce. „Oni też są nacjonalistami, mają swoje wartości”
Edward Iordanescu pod koniec października opuścił szeregi Legii Warszawa. Ostatnio mówił o pobycie w Polsce.
47-letni trener objął stery Wojskowych w lipcu ubiegłego roku. Na stanowisku szkoleniowca Legionistów wytrzymał do 31 października. Po serii niezadowalających został zastąpiony przez Inakiego Astiza.
W rozmowie z serwisem Fanatik były selekcjoner seniorskiej reprezentacji Rumunii mówił o swoim okresie pracy w stolicy Polski.
– Nie mogę generalizować. Oni też są nacjonalistami, mają swoje wartości. Były takie głosy… Nie mogę temu zaprzeczyć. Nawet nie zwracali się do mnie po imieniu. Nazywali mnie „Rumunem”. To nie miało znaczenia. Nie dlatego nie dokończyłem kontraktu.
Nie chcę budować wokół tego alibi, bo my w Rumunii robiliśmy tak z kilkoma zagranicznymi trenerami . To niedobrze, bo piłka nożna jest… Musimy być otwarci. Musimy też wychodzić za granicę, musimy przyjmować obcokrajowców, którzy przyjeżdżają do nas. Istnieje swoboda przepływu. Nie musimy być zamknięci. Musimy nawiązać kontakt ze sportem.
Od samego początku słychać było bardzo krytyczne głosy. Prawdopodobnie chcieli polskiego trenera, ale nie mogę generalizować, bo pracowałem z wyjątkowymi ludźmi. W klubie nie miałem takich problemów. To była dobra atmosfera, 100% profesjonalizmu, niestety te decyzje strategiczne trochę namieszały. To było ogromne wyzwanie. Zaczęliśmy bardzo dobrze, ale potem zmiana strategii wpłynęła na nas i nie mogliśmy utrzymać tego samego poziomu wyników – powiedział Iordanescu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.
Rumun ale nie cygan.
Złej baletnicy …. itd
Polak – mieszanka pychy i kompleksów.