„Ekstraklasa albo śmierć? Mam do tego duży dystans”
– Cieszę się z tego, że jestem w Gieksie, bo to jest wielki klub, wielka marka w tej lidze i kiedy do niego przechodziłem, miałem świadomość, że nie trafiam do anonimowego zespołu – powiedział w rozmowie z „PiłkaNożna.pl” Mateusz Abramowicz. Przed bramkarzem GKS-u Katowice i jego kolegami otwiera się wielka szansa na wywalczenie awansu do ekstraklasy.
Czy to będzie sezon GKS-u Katowice? (fot. Mirosław Szozda / 400mm.pl)
ROZMAWIAŁ GRZEGORZ GARBACIK
– Czujecie już w szatni zapach zbliżającego się awansu do ekstraklasy? – O kurde, widzę, że idzie ostra pompka. Muszę trochę uspokoić te nastroje. Nie ma czegoś takiego, skupiamy się na kolejnych meczach i nie chcemy pompować tego balonu. Chłodna głowa w każdym kolejnym spotkaniu, to jest najważniejsze. Chcemy powalczyć o trzy punkty w najbliższym meczu, wypełniać założenia trenerów, a co będzie w czerwcu… czas pokaże.
– Gdzie się jednak nie obejrzeć, to właśnie GKS Katowice, tuż obok legnickiej Miedzi wymienia się jako tego najpoważniejszego kandydata do wywalczenia awansu. Wasza forma w ostatnich spotkaniach zdaje się potwierdzać te prognozy. – To fakt, że te nasze wyniki są ostatnio bardzo dobre, a wiadomo, że to zawsze buduje dobrą atmosferę w zespole i dodaje wiatru w plecy każdemu piłkarzowi, także mnie. Nie ukrywam, że udało nam się zrobić dobrą serię spotkań, ostatnio tylko jedna wpadka nam się przytrafiła, ze Stalą, ale bardzo szybko przyszła rehabilitacja na niezwykle ciężkim terenie Chojniczanki. Zdobyliśmy bardzo ważne punkty i to całkiem zrozumiałe, że wymienia się nas w gronie faworytów. Nie patrzymy jednak na to, co ludzie gadają. Chłodne głowy przede wszystkim.
– Nie uwierzę jednak, że piłkarze GKS-u nie czują na swoich barkach ciężaru tej wielkiej odpowiedzialności i presji. Jakby nie było, Katowice czekają na powrót do elity od 2005 roku. – Mieszkam już dwa lata w Katowicach i zdążyłem poznać trochę te lokalne obyczaje, wiem, jak to wszystko wygląda i wiem, że jak ludzie w mieście czekają na ekstraklasę. To normalne, że są cali „zapaleni” na tym punkcie i już po prostu nie mogę się doczekać. Czy towarzyszy nam presja? Oczywiście, bo to nie jest taki zwykły klub i wiadomo, że oczekiwania są większe. Ja jako piłkarz mogę jedynie powiedzieć tyle, że cieszę się z tego, że jestem w Gieksie, bo to jest wielki klub, wielka marka w tej lidze i kiedy do niego przechodziłem, miałem świadomość, że nie trafiam do anonimowego zespołu.
– Było już kilka takich sezonów, kiedy wydawało, że to może być czas GKS-u, ale zawsze czegoś brakowało. Czy tym razem, parafrazując politycznego klasyka, przyświeca wam hasło „ekstraklasa albo śmierć”? – Wiemy, że oczekiwania kibiców są spore, ale my jako zawodnicy nie możemy żyć tym, co się dzieje na trybunach. Znamy te różne hasła, ale podczas meczu to nas nie powinno interesować. Oczywiście, te wszystkie cytaty i zawołania są bardzo lotne i zawsze występowały w polskiej piłce, ale jeśli chodzi o moje prywatne odniesienia do tego słynnego „ekstraklasa albo śmierć”, to wzbudza to u mnie jedynie uśmiech. Podchodzę do tego wszystkiego z dużym dystansem, a najważniejsze jest zawsze to, co dzieje się na boisku, a nie poza nim.
– Zostawmy na moment GKS Katowice i porozmawiajmy chwilę o Mateuszu Abramowiczu. Po zimowych przygotowaniach liczył pan na to, że będzie tak ważnym ogniwem drużyny podczas rundy wiosennej? Wiadomo, pech Sebastiana Nowaka to jedno, ale ta czysto sportowa rywalizacja, to już zupełnie inna bajka. – W tej rundzie i w tym roku, to ja się przede wszystkim cieszę z tego, że jestem zdrowy. Nie ukrywam, że kiedy przedłużałem swój kontrakt z klubem jeszcze za trenera Mandrysza, to także liczono, że będę mocnym ogniwem GKS-u, ale niestety zdrowie nie dopisało i przyplątały się poważne problemy w plecami. W tym roku wszystko się wyzerowało, jestem już w stu procentach zdrowy i na pewno ciężko pracowałem w zimie. Liczyłem na to, że będę grał, ale nie myślałem, że to nastąpi tak szybko. Oczywiście, kontuzja Sebastiana to przykra sprawa, bo pewnie to on byłby „jedynką”, ale jego pech, okazała się uśmiechem szczęścia w moim kierunku. To rzecz wpisana w sport, kontuzje zawsze były i będą, a ja byłbym głupcem, gdybym uważała, że nie mam szans na grę. Jestem ambitną osobą, a skoro zdrowie dopisuje i znajduje się w dobrej formie, to zamierzam także w kolejnych meczach to udowadniać.
– W ostatnich pięciu kolejkach GKS wygrał czterokrotnie, a pan zachował trzy czyste konta. Obok Adriana Błąda i Wojciecha Kędziory, to właśnie pana wymienia się w tym pierwszym szeregu architektów dobrej gry drużyny podczas tej rundy. – Cóż, takie rzeczy zawsze budują zawodnika. Pamiętam, że ten mój pierwszy mecz z Odrą Opole był nieco nerwowy, ponieważ pojawiłem się na boisku po dłuższej przerwie. Każda kolejna interwencja dodawała mi jednaka pewności siebie. Nie zostaje mi nic innego, jak cieszyć się z tego wszystkiego.
– Pan już zna smak gry w ekstraklasie, a żeby mógł w niej zagrać również GKS Katowice, to w ostatnich ośmiu kolejkach musicie wykonać swoją pracę. Który z pozostałych rywali będzie dla was najtrudniejszy? – Nie chciałbym nikogo jakoś specjalnie wyróżniać. Każdy mecz, każdego rywala traktuję tak samo. Bez względu na to czy gramy o punkty, czy jest to sparing, trzeba wyjść na boisko i zrobić swoje. Prawda jest z kolei taka, że w tej lidze nie ma łatwych spotkań i z każdym trzeba się liczyć.
Wieczysta rozbija bank! Drugi największy transfer w historii klubu
Wieczysta Kraków nie zwalnia tempa na rynku transferowym. Po tym, jak na Chałupnika trafił Paulinho z Oțelulu Gałacz, do I-ligowca ma dołączyć kolejny Portugalczyk z rumuńskiego klubu.