Pierwsze sobotnie spotkanie T-Mobile Ekstraklasy zakończyło się podziałem punktów. Korona Kielce zremisowała u siebie bezbramkowo z Cracovią Kraków.
Na pierwszą naprawdę niezłą okazję do zdobycia bramki, kibice którzy zgromadzili się na kieleckim stadionie musieli czekać prawie pół godziny. W pole karne Korony przedarł się Visnakovs, jednak jego uderzenie nie mogło zaskoczyć Zbigniewa Małkowskiego. Kilkadziesiąt sekund później na strzał z dalszej odległości zdecydował się Tomasz Lisowski, jednak pomylił się nieznacznie.
Tuż przed przerwą Alexandru Suvorov dograł bardzo dobrą piłkę w pole karne gospodarzy, a tam dopadł do niej Visnakovs. No właśnie… dopadł, ale w nią nie trafił i nie wykorzystał dogodnej okazji. Na kilkanaście sekund przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę na ładną indywidualną akcję zdecydował się Jacek Kiełb, jednak dzięki dobrej asekuracji obrońców nie udało mu się oddać celnego strzału na bramkę.
Zaraz po zmianie stron Korona mogła wyjść na prowadzenie. Sam na sam z Wojciechem Kaczmarkiem znalazł się Maciej Korzym, jednak będąc w tak dogodnej sytuacji, trafił wprost w bramkarza „Pasów”. W 60. minucie gospodarze ponownie stanęli przed nie lada szansą, jednak i tym razem nie potrafili jej wykorzystać. Wychodząc z kontratakiem, Grzegorz Lech nie potrafił trafić na bramkę rywali.
Końcówka spotkania była bardzo nerwowa. Piłkarzom nie wytrzymywały nerwy i gra była cały czas przerywana faulami. W 79. minucie na bramkę Korony uderzał Visnakovs, ale bramkarz gospodarzy odbił piłkę przed siebie. Dopadł do niej Andrzej Niedzielan, jednak jak się okazało popularny „Wtorek” był na pozycji spalonej. W 88. minucie z dystansu uderzył Suvorov, ale Małkowski był na posterunku.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Cracovia awansowała na przedostatnie miejsce w ligowej tabeli, natomiast Korona zajmuje aktualnie piątą lokatę.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.