Nie obejrzeli bramek kibice, którzy tłumnie zgromadzili się na Stadionie Miejskim w Poznaniu. W szlagierze 12. kolejki Lech zremisował bezbramkowo z Legią Warszawa.
Od początku spotkania Lech przejął inicjatywę. Wspomagani dopingiem kilkudziesięciu tysięcy widzów gospodarze już w 13. minucie mieli swoją pierwszą dogodną okazję. Na strzał z ponad 20 metrów zdecydował się Rafał Murawski, jednak przestrzelił nieznacznie. Kilkadziesiąt sekund później przed szansą stanął Tonev, jednak w ostatniej chwili Legię uratował Marcin Komorowski.
W 24. minucie w roli „strażaka” wystąpił bramkarz Legii, Duszan Kuciak, który z wielkim trudem wybronił uderzenie Djurdjevića. Napór Lecha wzrastał z każdą chwilą, ale w 31. minucie to Legia mogła wyjść na prowadzenie. Danijel Ljuboja dograł idealną piłkę do Janusza Gola w polu karny, a ten będąc sam na sam z Jasminem Buricem nie zdołał trafić w bramkę. Lepszej sytuacji do zdobycia gola nie można sobie chyba wyobrazić.
Po bezbramkowej, jednak bardzo emocjonującej pierwszej połowie, także w drugiej stroną przeważającą był „Kolejorz”. W 57. minucie fatalny błąd popełni Michał Żewłakow. Były kapitan reprezentacji Polski próbował wycofać piłkę do Kuciaka, a podał wprost pod nogi Artioma Rudneva. Łotysz będą w sytuacji sam na sam z bramkarzem Legii, nie zdołał posłać piłki do siatki. Tak mylący się Rudnev to nieczęsty widok.
Im bliżej końca, tym więcej walki i zaciętości oglądaliśmy na boisku. Nerwy puszczały jednym i drugim o czym najlepiej świadczą głupie kartki jak otrzymali Grzegorz Wojtkowiak i Miroslav Radović. W 86. minucie raz jeszcze na bramkę Legii uderzał Murawski, jednak i tym razem Kuciak stanął na wysokości zadania. Kilka chwil później wspaniałej okazji nie wykorzystał Vrdoljak, który otrzymał piłkę na czwarty metr od bramki Lecha, jednak przeniósł ją nad poprzeczką. Pomocnik Legii miał na nodze piłkę meczową.
W doliczonym czasie gry szalę zwycięstwa na korzyść gospodarzy mógł przechylić Henriquez, jednak piłka po jego strzale została wybita z linii bramkowej!
Wynik ostatecznie nie uległ już zmianie i wielkim klasyku ligi polskiej nie oglądaliśmy bramek. Najbardziej z tego rezultatu cieszą się piłkarze Śląska Wrocław, którzy pokonali w piątek Lechię Gdańsk i gracze Wisły Kraków, którzy w sobotę skompromitowali się przed własną publicznością, przegrywając z Podbeskidziem Bielsk-Biała.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.