Coraz dramatyczniej wygląda sytuacja Śląska Wrocław. Zespół nie zachwyca ostatnio dobrą grą, a jakby tego było mało, w klubowej kasie coraz częściej można dostrzec dno. Nic jednak nie wskazuje na to, by sytuacja Śląska miała się nagle poprawić.
Piłkarze Śląska mogą chwytać się za głowy. Jaka przyszłość czeka ich klub?
Klub ma zaległości rzędu 6,5 miliona złotych, w które należy wliczyć niewypłacone premie dla zawodników, odszkodowanie dla Ryszarda Tarasiewicza i opłatę za dzierżawę działki, na której miała powstać galeria handlowa. Miasto, które jest właścicielem pakietu 49 procent udziałów w Śląsku chciałoby jednorazowo wpłacić do kasy klubu 12 milionów złotych, ale stanie się tak tylko, jeśli na podobny krok zdecyduje się drugi ze współwłaścicieli.
51 procent udziałów w klubie posiada cypryjska spółka Bithell Holdings Ltd, która należy do Zygmunta Solorza. Temu jednak nie spieszy się z inwestowaniem kolejnych milionów złotych w Śląsk. – Czeka mnie rozmowa z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem. Trzeba przedyskutować, co dalej. Kiedy? Mam tysiące różnych spraw na głowie, nie mogę na co dzień zajmować się Śląskiem. Na pewno do takiego spotkania dojdzie jeszcze przed EURO – powiedział.
Czy więc Solorz wyłoży wspomniane 12 milionów? – Nie wiem. Żeby wydawać pieniądze, trzeba widzieć przyszłość tego klubu. Wydawanie to nie jest problem. Problemem jest, jak zarobić. To musi być interes. Gdy prowadzę jakąś działalność, ona musi na siebie zarabiać – dodał.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.